niedziela, 26 czerwca, 2022
Strona główna Kuchnia KREWETKOWE SZALEŃSTWO

KREWETKOWE SZALEŃSTWO

W Londynie Maggie, przyjaciółka mojego kumpla, która otwierała przede mną różne smakowe cienie, zaprowadziła mnie do knajpy „U Khana”, gdzie stoliki rezerwuje się z pewnym wyprzedzeniem i dla zaostrzenia apetytu na przystawkę najlepiej zamówić shrimps in vandaloo. Wyglądało to jak malutkie, pulchniutkie, zdrowe, różowe robaczki pod kołderką z pięknego wrzosowego puchu, który okazał się pysznym sosem. Tak prawie 30 lat temu pochłonąłem z apetytem i oczarowaniem pierwsze w życiu krewetki.

Kiedy już wreszcie pojawiły się u nas krewetki, robiłem na nich najróżniejsze eksperymenty. Wszystko dzielnie przetrzymały i były wobec mnie szalenie tolerancyjne, choć skomponowałem własny koktajl z ich krewetkowych ogonów, który nazwałem „tri colour”. Owa rosyjsko-angielska nazwa miała swoje przewrotne uzasadnienie. Przygotowałem trzy rodzaje sosów, w trzech smakach i trzech kolorach, które wylądowały w trzech warstwach (biały w środku) w pięknych szklanych pucharach i „poprószyłem” te koktajle kawiorem. Może nie był to kawior astrachański, ale kawior.

Drugie „wejście smoka” morskiego moje kubki smakowe przeżyły już w Polsce we wrocławskiej restauracji „Splendido a’la carte”, gdzie parę lat temu szef kuchni, Paweł Waloszczyk, poczęstował mnie królewskimi krewetkami (king prawns) w cieście, które na pierwszy rzut oka przypominały niewielkie, zrumienione apetycznie rogaliczki. To było apogeum mojego krewetkowego obłędu.

Dziś mam do tych moich pierwszych fascynacji frutti di mare sporo dystansu, ale raz w miesiącu muszę zjeść jakieś krewetkowe danie, żeby sobie poprawić samopoczucie. Kiedy właśnie nadchodzi owa chwila, funduję sobie tytułową jambayalę. Wbrew pozorom to krewetkowe szaleństwo nie pochodzi z jakichś egzotycznych wysp, a z cywilizowanego, dużego amerykańskiego, jazzowego miasta – Nowego Orleanu, gdzie potężna Missisipi wpada jak wariatka do Zatoki Meksykańskiej. Raj dla wędkarzy. Muszę zacząć od jambayali, ale…

Sparafrazuję sobie pierwszą damę kulinarnej literatury w naszym pięknym kraju, Lucynę Ćwierciakiewiczową: weź dziewkę kuchenną, albo najlepiej cztery, niech posiekają zapuszkowane krewetki, ugotowaną w aromatach rybę, jaka się nawinie, paprykę, zetrą na dużych oczkach seler, pomiażdżą nożem czosnek, popieprzą suto, poleją dobrą, gęstą śmietaną i pomieszają, salaterkę wyścielą kruchą sałatą i mieszankę na nią wyłożą…

Najwspanialsze w jambayali jest to, że proporcje zależą od autora. Mnie za każdym razem wychodzi jambayala o innym smaku. Eksperymentowałem już też z powodzeniem, m.in. z malinami, jabłkami, chrzanem i curry.

Wybrałem też dla pań i panów dwa akuratne przepisy z recepturą niemal aptekarską, więc przejdźmy do szczegółów…

Krewetkowe curry
Składniki:

  • 400 g małych krewetek,
  • 4 łyżeczki curry madras,
  • 5 łyżek gęstej śmietany,
  • 3 ząbki czosnku,
  • 3 łyżki masła,
  • duża cebula,
  • banan,
  • 2 łyżki mąki,
  • 2 łyżki płatków migdałowych,
  • łyżeczka soku z wyciśniętej cytryny,
  • pół litra rosołu z kury,
  • świeżo zmielony imbir,
  • parę gałązek koperku.

Przygotowanie. Cebulę i czosnek obrać, bardzo drobno posiekać i zeszklić na maśle. Dodać curry i mąkę, wymieszać i zalać rosołem. Mieszać przez 5 minut. Miąższ banana rozgnieść widelcem i rozmieszać z sosem. Sos zaciągnąć śmietaną i przyprawić pieprzem, imbirem i sokiem z cytryny. Krewetki opłukać, jeśli świeże – usunąć czarne jelita. Osuszyć, dodać do sosu i przez parę minut mieszać pozwalając im złapać smak.
Na suchej patelni podprażyć migdałowe płatki i posiekać koperek. Przed podaniem danie posypać migdałami i koperkiem.

Omlet z krewetkami
Składniki:

  • 250 g małych krewetek,
  • 8 jaj,
  • 3 łyżki masła,
  • 2 łyżki posiekanego koperku,
  • łyżeczka soku cytrynowego,
  • pieprz,
  • starta gałka muszkatołowa,
  • sól.

Przygotowanie. Krewetki opłukać (zakładam, że są mrożone), skropić sokiem cytrynowym. Jajka rozmącić z 4 łyżkami wody, gałką muszkatołową, pieprzem i solą. Na maśle smażyć omlety, napełnić krewetkami, posypać koperkiem. Podawać na gorąco.

Krewetki są bardzo delikatne i uniwersalne. Chętnie przyjmują inne smaki nie tracąc charakteru. Wystarczy zapamiętać tylko to i trochę sobie poszaleć.

Krzysztof Kucharski

Poprzedni artykułKLENIE Z PASŁĘKI
Następny artykułPOGORIA III

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisment -

Most Popular

Recent Comments