poniedziałek, 28 listopada, 2022

ZIMOWE DORSZE

zawodowym rybakom śnieg i mróz, typowa pogoda panująca od października do marca, kojarzą się z dobrymi połowami dorszy. Łowi się ich dużo, sztuki są ładne, ale jak to w życiu bywa, pojawia się także problem: częste sztormy.

Dorsze lubią dno twarde, a najlepiej, żeby w dodatku było pofałdowane. Na takim dnie znajdują pokarm. Twarde dno to siedlisko skorupiaków, za którymi dorsze przepadają. Nie wszystkie morskie drapieżniki potrafią się do nich dobrać, ale dorsze doskonale dają sobie z nimi radę. Pomaga im w tym kształt i umięśnienie pyska.

Na twardym dnie dorszom sprzyjają również wodne prądy. Wypłukują spomiędzy kamieni miękką materię i niosą pokarm, którym dla dorszy są również małe ryby. Dlatego w takich miejscach dorsze zwykle są, ale nie wszędzie równo się rozmieszczają. Najwięcej jest ich na spadach pofałdowanego dna, nigdy nie ma ich w zagłębieniach, rzadko są na wierzchołkach.

Dorsz jest sprawnym drapieżnikiem. Bez pardonu atakuje wszystkie mniejsze od siebie wodne stworzenia. Jest też kanibalem (tzn. pożera mniejsze dorsze), ale głównym jego pokarmem są śledzie, szproty i tobiasze. Zjada również babki, węgorzyce i płastugi. Oprócz ryb je również duże skorupiaki, np. garnele i podwoje, a także wieloszczety nereidy i nefrydy.

Rano dorsze przeważnie żerują przy dnie. Wtedy atakują ryby i szukają pchły dorszowej (podwój wielki). Po południu podnoszą się ku powierzchni i polują na ryby śledziowate, ale w ławicach o wiele mniejszych niż przy dnie. Wtedy szybko się przemieszczają i zawsze płyną pod wiatr. Wieczorem zaczynają przysypiać, w nocy złowić się nie dają.

Późną jesienią i zimą dorsze też się przemieszczają, ale już nie tak szybko. Przebywają w tych samych miejscach, co latem na głębokościach od 15 do 50 m, ale są bardziej kapryśne. Kiedy dzień jest pochmurny, a w powietrzu wisi mgła, trudno je złowić. Inaczej też żerują, bo woda przy dnie ma tylko dwa stopnie C. Kto się zimą wybiera na dorsze, musi zapomnieć, jak wędkował latem. Teraz będą mu potrzebne o wiele lżejsze pilkery, które trzeba prowadzić płynnymi ruchami.

A w ogóle teraz dużo zależy ode mnie, to znaczy od szypra. Muszę tak prowadzić kuter, żeby dryfował powoli. Dryf być musi, bo dorsze można łowić tylko wtedy, kiedy kuter jest w ruchu. Penetruje wówczas większy obszar łowiska i, co najważniejsze, oddala się od tych dorszy, które zostały przepłoszone walącymi w dno pilkerami. Zimą, tak jak latem, dorsze biorą najlepiej, kiedy wiatr wieje z zachodu, a słońce jasno świeci i na morzu są niewielkie fale.

Rzadko mam czas, żeby samemu łowić dorsze, ale kiedy się do tego biorę, zawsze posługuję się moim faworytem, to znaczy chromowaną wygiętą parasolką. Jej wielkość dobieram do głębokości i szybkości dryfu. Moje parasolki ważą od 100 do 200 g. Prowadzę je najprościej jak tylko można, ale dla tej przynęty taki właśnie sposób jest najbardziej skuteczny. Kiedy pilker jest na dnie, podnoszę go na kilkanaście centymetrów i raptownie opuszczam, żeby wyraźnie puknął. I zaraz go dwa razy podrywam, na pół metra lub na metr, zależy od okoliczności. Potem jest ułamek sekundy przerwy i kolejne poderwanie. Kiedy pilker szybuje w toni na napiętej żyłce, ja czekam na branie.

Stanisław Lipnicki

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisment -

Most Popular

Recent Comments