poniedziałek, 27 czerwca, 2022
Strona główna Przynęta Sztuczna CO MA KLEJ DO WOBLERÓW

CO MA KLEJ DO WOBLERÓW

Kiedy trafiłem do domu p. Marka Jaryczewskiego, zobaczyłem w nim małą pracownię, w której powstają rękodzielniczo wykonywane woblery. Żeby praca szła łatwiej, p. Marek ma własnoręcznie wykonane oprzyrządowanie: piłę, frezarkę do drewna, polerkę, szablony stosowane przy malowaniu przynęt i stojaki, na których wiesza się woblery podczas końcowego pokrywania ich lakierem.

Bardziej jednak niż ten nieźle wyposażony warsztacik zaskoczyła mnie różnorodność powstających tu woblerów. Pomyślałem sobie: “handlówka”, bo wcześniej wiedziałem, że trochę swoich przynęt p. Marek sprzedaje za pośrednictwem internetu. Bardzo się myliłem.

Rozmaitość kształtów, typów i kolorystyki woblerów p. Marka bierze się z jego wędkarskiego doświadczenia. Zdobywał je na wielu łowiskach o przeróżnym charakterze. Pomógł mu w tym kontakt z koleją. W 1964 r. ojciec zapisał go, w Warszawie, do kolejarskiego koła wędkarskiego. Potem była też praca na kolei. Jako pracownikowi PKP przysługiwał mu bezpłatny bilet na wszystkie pociągi. Umiał to wykorzystać i każdą wolną chwilę spędzał na łowiskach. Po pracy brał wędki pod pachę, wsiadał do pociągu, w drodze się wysypiał i rano był na nowym łowisku. Wieczorem, zmęczony całodziennym przedzieraniem się przez nadbrzeżne chaszcze nad pstrągowymi rzekami, znów ładował się do pociągu, przesypiał w nim noc i rano, już rześki, meldował się w pracy.

Tym sposobem poznał wszystkie pstrągowe wody na Pomorzu. Jeździł też na Warmię, zapuszczał się nad Szreniawę, Dunajec i San. Po pstrągowej pasji przyszła kolej na rzeki nizinne: Biebrzę, Narew i Bug. Do każdego z tych łowisk dopasowywał przynęty. Miał więc powód, by wracać na wcześniej odwiedzone łowiska i tam sprawdzać, jak pracują nowe przynęty, jak na poprawione egzemplarze reagują ryby.

I tak powstawały różne woblery. Najpierw pstrągowe, później szczupakowe i okoniowe, kiedy zaczął łowić w wodach nizinnych, i w końcu jeziorowe, gdy w ostatnich latach osiadł na Pojezierzu Brodnickim. Wśród nich dominują dwudzielne bezsterowce. Z myślą o płytkich łowiskach szczupakowych p. Marek wykonuje woblery, do których można dołączyć gumowe wabiki. Skuteczna to przynęta, wynik wieloletnich, bo trwających od 1972 roku poszukiwań. Wtedy to właśnie od wuja z Ameryki dostał kilka woblerów. Szybko zdemolowały je pstrągi i szczupaki. Żeby nie zostać o kiju, zaczął sam strugać woblery. Na podobieństwo tamtych.

Każdy wobler, żeby był łowny, musi być właściwie prowadzony. Główne czynniki, wpływające na łowność, to szybkość, z jaką przynęta powinna się poruszać oraz głębokość, na której powinna się znajdować. Można jeszcze uwzględnić dodatkowe ruchy nadawane jej przez wędkarza. Po prostu, jak to się mówi w wędkarskim żargonie, w przynętę trzeba się włowić.

Często jednak same przynęty nie przynoszą oczekiwanego skutku. Dlatego wzbogaca się je różnymi dodatkami. Raz będzie to ołowiana lameta nawinięta na kotwiczki, żeby dociążyć wobler, innym razem atraktor albo kolorowy chwost z piórek i mylaru.

Przykładem nowatorstwa p. Marka mogą być woblery z ogonami od twisterów albo z pilotem. Ten pomysł p. Marka wziął się, jak wszystkie inne wędkarskie wynalazki, z niemożności złowienia ryby. Było tak. Przy kamieniach, którymi są obłożone główki władysławowskiego portu brały okonie na małe woblery. Ale trzeba je było prowadzić w pół wody albo tuż nad dnem. Nie miał p. Marek ołowiu pod ręką, więc pół met-ra przed woblerem zawiązał na żyłce kotwiczkę z innego woblera, która miała trzonek obwiązany ołowianą lametą.

Pomysł okazał się bardzo skuteczny. Mały wobler głęboko się zanurzył, często łowiło się dublety. Dzisiaj p. Marek stosuje również takie same kombinacje tyle, że z kotwiczką bez obciążenia lub z obciążeniem, ale niewielkim. Taki systemik pływa blisko powierzchni i w pewnych sytuacjach jest przez okonie atakowany chętniej niż sam wobler. Atakowany jest wówczas, kiedy okonie żerują na drobnicy.

Ale jest w tym systemiku jeszcze jedna ciekawostka. Ponieważ szczupaki zbyt często woblery obcinają, p. Marek zastosował wielowłóknowy przypon z żyłek fluorokarbonowych. Okoniom, o których sądzimy, że najchętniej atakują przynęty przywiązane do cienkich żyłek, to wielowłóknowe powrósło zupełnie nie przeszkadza.

(wd)

Poprzedni artykułPOWRÓT NIMFY
Następny artykułMORZE NIESPODZIANEK

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisment -

Most Popular

Recent Comments