czwartek, 29 września, 2022
Strona główna Bez kategorii KOMERCYJNY EKSPERYMENT

KOMERCYJNY EKSPERYMENT

Na początku listopada 1997 roku moi przyjaciele zaprosili mnie na łowisko komercyjne, na „szczupakowy eksperyment”. Ponieważ obowiązuje tam zakaz spiningowania, wystąpiłem wyłącznie w charakterze obserwatora.

Powierzchnia stawu niemal w 75 procentach była pokryta cienkim lodem, zaś na skutek odcięcia dopływu wody jego głębokość obniżyła się do około jednego metra. Obsadę gatunkową stawu stanowiły karpie, karasie srebrzyste i szczupaki. Oszczędzę czytelnikowi dokładnych danych w tym względzie, powiem tylko, że waga najmniejszych egzemplarzy każdego gatunku wynosiła: karasi – 0,4 kg, szczupaków – 0,7 kg, karpi – 1 kg.

Moich dwóch wspaniałych przyjaciół rozpoczęło wędkowanie szczupaków metodą na żywca. Żywce (niewymiarowe płoć i karaś z miejscowego sadza) uzbrojone pojedynczymi haczykami były atakowane niemal natychmiast po zarzuceniu. Zacięcia były skuteczne w czterech przypadkach na pięć! W ciągu około 25 minut obaj wędkarze złowili w sumie dziesięć szczupaków o wadze od 0,7 kg do 3,5 kg, po czym zwinęli żywcówki i ku mojemu zaskoczeniu (i zdziwieniu!) zaczęli przygotowywać wędziska teleskopowe z zestawem spławikowym na białą rybę. Na średniej wielkości haczyki, których normalnie używają do połowów karpi, założyli po trzy ziarenka kukurydzy, zarzucili wędki, zanęcili łowisko gotową zanętą karpiową i czekali. Czekali ponad godzinę i nic, nie było żadnego brania! Zastanawiał mnie ich upór w tym beznadziejnym trwaniu.

W pewnym momencie zaczęli zwijać żyłki, ściągając przynętę do brzegu i prawie natychmiast na obu wędkach nastąpiły pobicia szczupaków! Zarzucali wędki jeszcze wielokrotnie, z trzema ziarenkami kukurydzy na haczykach, i natychmiast ściągali przynętę do brzegu, podobnie jak w metodzie spiningowej. Za każdym razem następowały ataki szczupaków. Na „płynącą kukurydzę” wyjęli sześć szczupaków o wadze 0,7 – 1 kg, większe schodziły z haczyków, a w przypadku zacięcia zrywały cienkie przypony.
Wskazanie na brak żerowania karpi było celem ubocznym eksperymentu. Jak gdyby „przy okazji” obaj wędkarze pokazali, że karpie (i karasie), mimo że z całą pewnością głodowały, nie przejawiały chęci na kukurydzę, która jeszcze nie tak dawno była ich podstawowym pokarmem (zdecydowana większość wędkarzy łowiła właśnie na kukurydzę). Wprawdzie „grymaszenie” karpi w tym okresie nie powinno dziwić wędkarzy specjalizujących się w ich łowieniu – zakładając, że powinni znać rozłożenie ich aktywności żerowej w ciągu okresu wegetacyjnego, a także temperatury ich żerowań – ale w tym konkretnym przypadku wystąpiły ponadto warunki ekstremalne, wobec których amator musi skapitulować. Być może strefę otwartej wody opanowały szczupaki i wyparły z niej karpie i karasie. W naturalnych łowiskach ekstremalne warunki bytowania ryb występują rzadko, choć przecież się zdarzają (mogą być wywołane przez anomalie pogodowe), ale w takich przypadkach przyroda reguluje się sama, np. następuje dostosowanie liczebności gatunku do obfitości pokarmu. Taka samoregulacja w komercyjnym (sezonowym) stawku z oczywistych względów jest niemożliwa.

Wróćmy jednak do szczupaków.
Poprosiłem moich przyjaciół, aby po skończonym wędkowaniu sprawdzili, co złowione szczupaki mają w żołądkach. Okazało się, że żołądki wszystkich szesnastu sztuk były puste, zaś z relacji nadzorcy łowiska wynikało, że wszystkie duże szczupaki złowione na przełomie października i listopada miały w swoich żołądkach szczupaki z „populacji” 0,7 kg! Wynikałoby z tego, że szczupaki już dawno wytrzebiły drobnicę w stawku i od długiego czasu głodowały.

Wytrzebienie drobnicy nastąpiło na skutek odcięcia dopływu wody z innego stawu (naturalnego i przepływowego), w którym występuje naturalna obsada gatunkowa ryb i drobnicy jest w nim dużo. Zatem w łowisku zabrakło ryb, które szczupaki byłyby
w stanie pożreć. Mniejsze musiały głodować (stąd puste żołądki), duże natomiast pożerały swoich mniejszych pobratymców.
Profesjonalista mógłby w tym miejscu rozwinąć temat, uwzględniając zjawisko konkurencji pokarmowej, ja ograniczę się jedynie do dwóch prostych i oczywistych wniosków: po pierwsze – potwierdziła się znana prawda, że głodne szczupaki atakują wszystko co się rusza, po drugie – w warunkach ekstremalnych szczupaki są kanibalami (co w naturalnych warunkach jest zjawiskiem raczej rzadkim, a już na pewno nie jest zjawiskiem powszechnym).

I na koniec jedna uwaga. Trzymanie w stawku dużej ilości szczupaków bez zagwarantowania im niezbędnej ilości pożywienia jest nieludzkie. Stale mam przed oczami ten żałosny widok, kiedy szczupaki rozpaczliwie atakowały każdy przedmiot poruszający się
w wodzie.

W eksperymencie czynnie uczestniczyli dwaj znakomici wędkarze z Poznania, Michał Waśkiewicz i Zbigniew Grzybowski, zaś
w charakterze obserwatora wystąpił niżej podpisany.

Andrzej Remlein

Poprzedni artykułWIRÓWKA Z DOCIĄŻENIEM
Następny artykułOSTATNIE „MUZYKI”

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisment -

Most Popular

Recent Comments