sobota, 22 stycznia, 2022
Strona główna Historia ŚLASKIEGO OPOWIEŚCI O WISLE - rybakach, o obowiązującym prawie i zwyczajach do...

ŚLASKIEGO OPOWIEŚCI O WISLE – rybakach, o obowiązującym prawie i zwyczajach do XVII w.

O Wiśle, rybakach, o obowiązującym prawie i zwyczajach do XVII w.

Nie przez przypadek zabrakło notki biograficznej o autorze, którą przy podobnych okazjach zawsze zamieszczamy. Po prostu nie ma o nim ani słowa w żadnej krajowej bibliotece uniwersyteckiej, a wydawnicwa, w których wydawane były publikacje jego autorstwa, już nie istnieją.
Być może przy pomocy Czytelników uda się nam trafić na informacje o Bolesławie Ślaskim bądź jego najbliższych.

Pomimo przywilejów, jakimi otoczeni byli rybołówcy warszawscy, zgromadzenie ich nigdy nie osiągnęło osobliwego rozkwitu; już ustawa z r. 1635 ubolewa nad pewnym upadkiem korporacji, zaznaczając, iż „wiele luźnych alias partaczów między rybitwami się najduje, przez co cech ich niszczeje”. Ale dotkliwszy bodaj uszczerbek, aniżeli od partaczów, zgromadzenie ponosiło wskutek wspólzawodnictwa zamiejscowego, zwłaszcza rybaków z nad poblizkich jezior, później zaś szlacheckich gospodarstw stawowych.

Cechowi zamieszkiwali nadbrzeżną, wystawioną na zalewy dzielnicę Warszawy, zwaną początkowo „Rybitwią”, a następnie „Rybakami”, wszakże ci nawet z pośród nich, którzy posiadali tam schludniejsze dworki, należeli do szarego tłumu mieszczańskiego. Ściąganie na zasadzie ustaw opłaty i winy szły całkowicie na opędzenie bieżących potrzeb zgromadzenia, jako to: utrzymanie ołtarza św. Barbary w kaplicy u Panny Marji, wydatki administracyjne oraz wsparcia dla podupadłych lub chorych braci, a niekiedy zapewne i koszta ich pochówku. W przeciwieństwie do innych bractw rzemieślniczych, jak np. szewców lub rzeźników, które doszły do posiadania własnych kamienic i znaczniejszych zasobów pieniężnych, cech rybaków nigdy snać nie rozporządzał większemi sumami. Jedynie w r. 1747 przejął on opiekę nad dość znacznym zapisem; zapis ten, wynoszący 1,000 złp., uczyniła na rzecz „bractwa św. Barbary” obywatelka miejska Gertruda Rudawska „ dla ochłody dusz” (in refrigerium animarum) zarówno własnej, jak i pierwszego swego małżonka, kupca Michała Merzy Kierkurowicza, właściciela dworku, „przy drodze, wiodącej do kościoła Panny Marji z jednej, a kamienicy Stanisława Kublewskiego rzeźbiarza z drugiej strony leżącego”. Z odsetków od owego kapitału pokrywano koszta uroczystych nabożeństw, odprawianych w kaplicy cechowej „ za dusze tonących”.

Zgromadzenia rybackie lub równoznaczne niemal z niemi bractwa św. Barbary, skupiające wszystkich w ogóle ludzi wodnych, zawiązywały się i w innych miastach nad Wisłą, tudzież jej dopływami: Sandomierzu, np., jedna z bram warownych miasta, oddana zapewne pod opiekę temu cechowi, nosiła nazwę „rybackiej” (porta piscatorum), w Płocku znowu cech rybacki posiadał w bardzo odległej epoce na równi z innymi cechami własny ołtarz u fary; dalej, w roku 1577 uzyskali przywilej rybacy Włocławscy, a w r. 1582 rybacy Zakroczymscy, wreszcie podobne zgromadzenia istniały i niewątliwie rozwijały się zarówno w Jarosławiu i Ulanowie nad Sanem, jak w Łomży i Pułtusku nad Narwią. Do wcześniejszych organizacyj tego rodzaju należały utworzone w miastach pruskich Rzeczypospolitej, np. w Tczewie, gdzie w XVI-em stuleciu istnieje przy kościele parafjalnym „kaplica rybacka”, nad którą sprawują opiekę „starsi”: Idzi Kudelnik i Urban Gębala, albo w Świeciu, gdzie w tym samym czasie bractwo rybackie składa plebanowi na „żałomsze” kwartalne za zmarłych członków 40 groszy rocznie, a wśród parametrów kościelnych wymieniony jest krzyż z wizerunkiem św. Barbary, fundowany zapewne przez ludzi wodnych.

Nawet przy wylocie Wisły do morza, w Długiej – wsi (Langgarten) pod murami Gdańska, istniał kościół św. Barbary, który atoli zagarnięty został w XVI-em stuleciu przez zwolenników Lutra; rybakom i morszczakom polskim pozostał od owego czasu jedynie kościół pod wezwaniem św. Mikołaja, opiekuna żeglarzy, fundowany w XI-em stuleciu, a w XIII-em oddany w zawiadywanie księżom dominikanom. Z późniejszej już daty, bo z 1705 roku pochodzi ustawa cechu rybacko-spławniczego Nowskiego, opublikowana przez Konstantego Kościńskiego w broszurce p. n. „Sławetne bractwo św. Barbary w Nowem, pow. Świeckim, Pr. Zach.” ( Grudziądz, 1897). Przytaczamy poniżej parę ciekawszych artykułów owej ustawy, zatwierdzonej przez starostę Nowskiego i zarazem kasztelana Chełmińskiego Stanisława Aleksandra na Konopatach Konopackiego „tak dla pomnożenia chwały Boskiej, jako i dla zachowania porządku w uczciwem bractwie rybackim”.

§ 10 pomienionego statutu Nowskiego opiewa, iż: „Któryby brat drugiego brata bądź łodzi, bądź wierszy okrom wiadomości jego poruszył, ten przepada 10 funtów wosku, a cztery do brackich kierców (t. j. świec) i pół kłody piwa bractwu”; następny zaś § 11, iż: „któryby się ważył albo żakami albo inszemi sieciami robić, a nie chciałby bractwa trzymać, przepada 4 funty wosku do kościoła”. Według § 15-tego „syn szyprów, gdy się do bractwa chce wkupić, ma dać do karbony gr. 3.5, zaś §§ 13 i 14 tak stanowią co do opłat od tych, którzy z Nowego w dół lub w górę rzeki odpływają: „Któryby się ważył bez wiadomości braterskiej do Gdańska łodziami jeździć, nie bywszy bratem, ma oddać za każdym razem 12 groszy, jednak po zamkowej albo miejskiej potrzebie wolno każdemu jechać, na Zamkowym gruncie mieszkającemu.

Ktokolwiek jednak czy to po zamkowej, czy po miejskiej potrzebie łodziami albo z drzewem odkładać będzie, powinien do karbony brackiej na ozdobę ołtarza brackiego każdy, czy sternik, czy rotman, od osoby swojej odłożyć gr. 6, od chłopa gr. 1”. Wedle późniejszej uchwały, mianowicie z r. 1791, każdy sternik, puszczając się do Gniewa, Grudzieńca lub Świecia, powinien był wnosić do skrzynki brackiej 3 grosze, płynąc zaś do Gdańska, Elbląga lub Tczewa – 6 groszy od siebie i po 3 grosze od każdego z załogi statkowej. Oczywista, że wszystkie powyższe przepisy utraciły już XIX-em stuleciu moc obowiązującą, ale samo bractwo o uszczuplonym zakresie działania istnieje w owem miasteczku Nowem albo, jak je ongi z niemiecka zwano, Nojborku do dnia dzisiejszego i właśnie skromne archiwum brackie dostarczyło Kościńskiemu materjału do skreślenia wzmiankowanej broszurki.

W zakończeniu tego rozdziału wspomnieć wypada, iż nad tą samą dolną Wisłą, we wsi Bystrzcu pod Kwidzyniem, pisał swego wierszowanego „Myśliwca” w r. 1595 Tomasz Bielawski, jedyny bodaj autor, u którego znajdujemy wzmianki o współczesnym mu rybołówstwie rzecznym. Mianowicie w „obrocie” XV, poświęconym tej właśnie gałęzi, „myśliwstwa”, mówi on o łososiach i jesiotrach te słowa:
„Łosoś uskoczny wpadł na rzece w skrzynię,
Jesiotra w rosół natychmiast przyczynię,
Bom go sieciami przy brzegu oskoczył”.

Zaznacza jednak, iż innym razem łososie „sieciami dostawa”, nawet w znacznej ilości, poczem dodaje:

„Jesiotra równo, gdy go wody ścisną,
Dostanę, płynie mimo nasz dom Wisłą”.

A dalej wspomina o łowie na motowęże:
„… na sznurach wieczór ciskam wędy,
A rybkę małą pozawdziewam wszędy.
Niż się zapali po świtanie zorza,
To zbieram z wędy krętego węgorza”.

Uważa również za korzystne stawianie wiersz, bowiem z ryb, złowić się mających:
„Acz jedna, płynąc, takie sidło minie,
Druga wżdy trafi do człeka, nie zginie”.

Jest tam nawet wskazówka dla amatorów raczej, aniżeli zawodowych rybaków, jaką należy szykować wędkę na szczupaka:
„ Na szczukę trzeba na łańcuszku wędy,
Włosień i konop, zębem utnie wszędy”.
Wprawdzie pozbawione artyzmu i dość zawiłe są przywiedzione wyżej rymy, ale zasługują one na uwagę, gdyż obejmują i pamiątkę języka, i wierne, choć tylko z lekka nakreślone obrazki rybitwy wiślanej.

III. Czasy nowsze i obecne.
Od zarania niemal XIX stulecia losy rybołówców wiślanych w Kongresówce potoczyły się niepomyślną dla nich koleją. W r. 1816 Książę Namiestnik wydał nową ustawę dla zgromadzeń rzemieślniczych, znoszącą wszystkie ich dawne prerogatywy, jako niezgodne z duchem czasu; z mocy tej ustawy, która została rozciągnięta i na rybaków, cech warszawski utracił wyłączność zarobkowania i możność ograniczania współzawodnictwa: miejscowi partacze oraz rybiarze z dalszych stron nie byli już w zasadzie gorszymi od braci, którzy mogli jedynie szczycić się tradycjami cechowemi i cieszyć pewną powagą moralną. A ponieważ ciężarów, związanych z należeniem do korporacji, nie równoważyły korzyści materjalne, przeto zgromadzenie wiodło coraz bardziej nikły żywot, wreszcie około połowy XIX-go stulecia istnieć przestało. Do upadku cechu przyczyniła się niewątpliwie i ta okoliczność, iż sprzedaż ryb począł zagarniać w swe ręce ruchliwy żywioł semicki, biegłym bowiem w „wojżbie” i różnych obchódkach z sieciami majstrom rybackim zbywało na kapitale obrotowym oraz przedsiębiorczości kupieckiej.

Ostatnim starszym zgromadzenia rybaków warszawskich był Tomasz Zawarski; za jego to urzędowania nastąpiło rozwiązanie korporacji, która nie liczyła już wówczas przepisanej ustawą minimalnej normy 10-u członków, przyczem protokół urzędowy, spisany w tym przedmiocie roku 1846, a zachowany w aktach Magistratu m. st. Warszawy, wykazuje następujący majątek cechowy: 1) dwie księgi „odwiecznych przywilejów”, 2) księgi z protokółami posiedzeń, 3) wić cechową mosiężną „do obsyłania majstrów na sesję”, 4) wielki obraz olejno malowany w ramach z wizerunkiem patronki cechu św. Barbary, 5) biesiadny dzban gliniany i kruż cynowy i 6) różne monety pamiątkowe, a między niemi tynf z r. 1664; poza tem, wymienione są jeszcze w protokóle, jako własność zgromadzenia: ołtarz św. Barbary i chorągiew bractewna materjalna, znajdujące się w kościele Panny Marji w Nowem – Mieście. W ten sposób zakończyła swe kilkowiekowe istnienie organizacja rybacka, której członkowie zdołali zapisać się wdzięcznie w pamięci ogółu; biegli wioślarze, nad wodą uchowani i z żywiołem tym obyci, śpieszyli zawsze na swych szkutkach z pomocą ludności pobrzeżnej podczas wylewów kapryśnej Wisły. Dodam jeszcze, że z pamiątek cechowych ocalały jedynie przywileje pargaminowe królów polskich, zachowane obecnie w Głównem Archiwum Krajowem.

Po tych wspominkach o dawnych rybakach warszawskich i ich zgromadzeniu, pragnęlibyśmy odtworzyć obraz rybołówstwa na Wiśle z ostatnich czasów, jakoteż scharakteryzować rybaków nowszej daty. Za podstawę posłużą nam materjały, znajdujące się w aktach Magistratu m. Warszawy, okruchy literackie, wreszcie żyjące jeszcze tradycje oraz dłuższe studja bezpośrednie „nad Wisłą” albo raczej „na Wiśle”.

Granice wód miejskich pod Warszawą rozciągały się w tym czasie od rogatek Czerniakowskich do Marymonckich z wyłączeniem jeziora Czerniakowskiego, „Bełk” zwanego, które było w posiadaniu Skarbu, oraz jeziora Skaryszewskiego czyli Kamionkowskiego, które stanowiło własność prywatną. Z chwilą zniesienia przywilejów cechowych każdy miał możliwość rybaczyć na całej tej przestrzeni; mimo to cech rybaków opłacał za użytkowanie z powyższych wód, dopóki istniał, 30 złp. rocznie na rzecz Skarbu Koronnego, którą to opłatę, wspomnianą w nadaniu cechu z r. 1635, zwano „czynszem od wody starościńskiej”. Około połowy XIX-go stulecia, t. j. w dacie zwinięcia cechu, było w Warszawie zaledwie pięciu „majstrów rybackich”, którzy trudnili się swym procederem na większą skalę, posiadali więc: sieci jesiotrowe czyli „drygi”, wielkie sieci wiślane, inaczej „wierzchowe”, oraz niewody jeziorne. Pozostali zaś a nader liczni rybacy, zwani „suchodniarzami”, trudnili się jeno drobnym połowem, do czego służyły im sieci ręczne, mianowicie „suwaty” i „podrywki”, niemniej „wiraszki” do zastawiania lub różnego rodzaju wędy. Poza tem, stosowane było jeszcze w celach łowu „bicie jazów”, jakkolwiek stanowiły one zawadę dla żeglujących, o czem wspominaliśmy już wyżej.

O technice rybołówczej na Wiśle, tudzież późniejszym stanie rybołówstwa pod Warszawą pouczają dwa raporty urzędowe, z roku 1848 i 1871, pisane z pewną znajomością rzeczy, których treść pokrótce przytaczamy. „Rybołówstwo na Wiśle – są słowa pierwszego z tych raportów – odbywa się: 1) między dwoma wierzchami czyli naspami, skutkiem opadnięcia wody w korycie rzeki się pokazującemi, z których górny do rozjazdu, a dolny do wyciągania sieci służy – położenie jednak tych piasków takie być winno, ażeby siecią cała bystrz wody okrążona została, gdyż ryba zazwyczaj bystrzą pod wodę dróży, i tam jej połów rzadko chybia; 2) w znakomitych kątach czyli ustępach przy brzegach, gdzie woda nie rwie, lecz wolno płynie lub całkiem stoi, i 3) w jeziorach, do koryta rzeki przytykających”. „Tylko większe jeziora przywiślane – czytamy dalej – mogą być stałem łowiskiem dla rybaków, zaś wierzchy i kąty nieledwie za każdym przyborem lub wylewem rzeki, a przynajmniej co lato zmianie ulegają albo też zupeł-nie przez nurt zniesionymi bywają”. Oczywiście, rzecz dotyczy nie rybaczki przygodnej, lecz zawodowej, do której potrzebne są wielkie sieci, z czółen rozjeżdżane. Z tegoż dokumentu dowiadujemy się, iż, poza dwoma jeziorami „Bełkiem” i „Skaryszewskiem”, istniał w pomienionym roku tylko jeden punkt w obrębie miasta, mianowicie między Magazynem Solnym a Saską Kępą, gdzie można było „robić siecią na wierzchach”, kątów zaś, przydatnych do połowu, w granicach wód miejskich całkiem nie było.

Autor raportu z r. 1871 wywodzi, iż Wisła należy w ogóle do rzek małorybnych, i że pewne tylko jej punkty, a przytem nie z roku na rok nastręczają możność odbywania prawidłowych połowów. Rozstrzygają pod tym względem następujące okoliczności; 1) układ i kształt wysepek piaszczystych czyli wierzchów, z pod wody się wyłaniających, na których pławić sieciami można, 2) obecność kątów czyli zatok, tudzież ich głębokość i obszerność, i 3) istnienie oraz rozciągłość raf, t. j. warstw kamieni, zaścielających łożysko rzeki. Ponieważ Wisła posiada ruchome piaszczyste dno, zaszorowywa więc razwraz miejsca, dogodne dla zawleczenia sieci, po to, by wytworzyć takowe gdzieindziej, w niższym swym biegu. Pod Karczewiem, np., istniało wyborne pławisko na jesiotry, ale gdy z biegiem czasu stało się nieprzydatne, pilnie szukano na przestrzeni kilkunastu mil odpowiedniego miejsca, wreszcie zdołano je upatrzyć dopiero w blizkości Płocka. Co do rybołówstwa rzecznego pod samą Warszawą, to musi ono tu upadać, ponieważ w obrębie miasta nie znajdzie punktów na Wiśle, nadających się do zaciągów sieciowych. Oczywiście, nie wchodzi w rachubę drobny łów pomniejszemi siatkami lub wędkami, przygodnie uprawiany przez ludzi innego rzemiosła lub amatorów.

Poprzedni artykułWOBLERY JAZIOWE
Następny artykułBOLESŁAW ŚLASKI O RYBOŁOWACH

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisment -

Most Popular

Recent Comments