sobota, 25 czerwca, 2022
Strona główna Bez kategorii STARE DOBRE WZORY

STARE DOBRE WZORY

Spining uprawiam od niemal czterdziestu lat i chociaż przez długi czas dzieliłem go z muchówką, to ta metoda nadal jest dla mnie najważniejsza. Po latach prób i eksperymentów wróciłem do przynęt, którymi zaczynałem swoją naukę spiningowania, do wahadłówek.

Dobry spiningista może za pomocą dobrej blaszki wahadłowej zdziałać cuda. Nie wystarczy jednak wrzucić ją do wody i ściągać. Trzeba śledzić, jak w wodzie opada, jak dotyka dna, a nade wszystko jak pracuje podczas ściągania. To jednak przychodzi dopiero po wielu miesiącach praktyki. Wtedy spiningowanie wahadłówkami staje się bardzo proste i na tyle skuteczne, że inne przynęty przestają być potrzebne.

Kiedy w latach sześćdziesiątych zaczynałem spiningować, naśladowałem innych, a w tamtych czasach krakowianie łowili głównie wahadłówkami Maksymiliana Kąckiego, czyli kąckówkami, jak je powszechnie nazywano. Były łowne i dopracowane w każdym szczególe. Kiedy po dość długiej przerwie wróciłem na dobre do spiningu, poszedłem po nie do sklepu. Okazało się, że kąckówek już od dawna w handlu nie ma. Teraz są nowe wahadłówki, wyglądają trochę podobnie, ale to już nie to, do czego przywykłem.

Najpierw te nowe przerabiałem, w końcu zacząłem je sam od początku klepać. Wzorem są dla mnie nieliczne już oryginały, które wyszły z pracowni Kąckiego lub ze spółdzielni, gdzie pan Maksymilian nadzorował ich produkcję. Tych wahadłówek wyklepywałem coraz więcej, później sprawdzałem, co potrafią w wodzie i co decyduje o ich łowności. Z czasem zacząłem coraz lepiej rozumieć, jak powinna wyglądać dobra blaszka. Przede wszystkim musi mieć barwę naturalnego srebra. Liczy się nie chrom, nikiel, miedź ani mosiądz, tylko lekko zmatowiałe srebro, bo ono niemal idealnie naśladuje odblask rybich łusek. Posrebrzać tak, by uzyskać pożądany efekt, mogę wyłącznie błystki zrobione z blachy mosiężnej lub miedzianej.

Kolor to jedno i chociaż uznaję go za coś bardzo ważnego, staram się też poprzez modelowanie nadać wahadłówce taką akcję, żeby nawet podczas szybkiego ściągania jedynie kolebała się na boki. Nie powinna wpadać w obroty. Ideałem jest dla mnie praca szczupakowej kąckówki “z oczkiem”. Uzyskuję to przez odpowiednie wykrępowanie tylnej części blachy, gdzie jest mocowana kotwiczka. Ponadto nadaję jej jajowaty profil i lekko podginam część przednią.

Początkowo wyklepywałem swoje wahadłówki całkowicie ręcznie. Teraz mam specjalne korytko, które wykonałem z kawałka przeciętej wzdłuż stalowej rury. Zewnętrzną powierzchnię blaszki młotkuję lub wybijam na niej łuski punktakiem. Ostatnim etapem jest srebrzenie. Oprócz blaszek całkiem posrebrzonych robię też takie, w których gdzieniegdzie prześwituje naturalny kolor mosiądzu. Dobre są też tak zwane przecierki. W tych blachach posrebrzoną już powierzchnię przeciągam delikatnym papierem ściernym.

Gotową wahadłówkę sprawdzam w wodzie ściągając ją w różnym tempie. Często konieczne są drobne poprawki. Niektóre z nich robię nad wodą. Te, które wymagają większej pracy, zabieram do domu i wyklepuję od nowa. Roboty moc, ale gdy to później daje dobre wyniki, to człowiek zapomina o godzinach spędzonych z młotkiem w ręku.

Dopełnieniem dobrej blaszki wahadłowej musi być odpowiedni sprzęt. Największą uwagę przywiązuję do żyłki. Musi być cienka (0,22 – 0,25 mm) i miękka. Cienka żyłka pozwala na bardzo dalekie rzuty, nawet ponad 80 m, a podczas prowadzenia łatwiej wcina się w wodę i nie tworzy dużych wybrzuszeń. Dzięki temu wędkarz lepiej wyczuwa, jak przynęta pracuje. Miękka i rozciągliwa żyłka ma jeszcze tę zaletę, że gdy wysycha na szpuli, nie tworzy sztywnej spirali, która później utrudnia dalekie rzuty. Takie właśnie właściwości ma żyłka Abulon firmy ABU, specjalnie przeznaczona do spiningowania. Ucząc się łowić, doceniłem jej zalety i dziś szukam w sklepach podobnych żyłek. Rozciągliwa żyłka utrudnia jednak zacięcie. Żeby tę jej wadę pomniejszyć, używam bardzo sztywnego wędziska o ciężarze wyrzutowym 80-100 g.

Długo unikałem metalowych przyponów, które psują pracę blaszki wahadłowej. Z tego powodu straciłem wiele kapitalnych szczupaków. Kiedy teraz wybieram się tylko na szczupaki, zakładam cienki przypon wolframowy, własnoręcznie wykonany i sprawdzony pod obciążeniem. Jeśli jednak liczę na sandacze lub okonie, to świadomie z niego rezygnuję. Bardziej zależy mi na tym, żeby błystka dobrze pracowała.

Celem moich wypraw ze spiningiem są najczęściej podkrakowskie żwirownie. Na wahadłówki łowię tam sandacze. Odkryłem kilka miejsc, gdzie nie ma zbyt wiele zaczepów, a mimo to sandacze spotyka się tam częściej niż gdzie indziej. Przypuszczam, że są to albo ich żerowiska, albo trasy, którymi stada tych ryb się przemieszczają. Jeżeli rzuci się im wahadłówkę pod sam pysk, to szansa na branie jest duża. Ale tylko w momencie, kiedy błystka swobodnie opada.

Nadają się do tego blaszki zrobione z cienkiej blachy, od 1 do 1,5 mm. Opadają powoli i dobrze przy tym pracują, to znaczy kolebią się i migoczą. Po zarzuceniu takiej wahadłówki zamykam kabłąk, podnoszę kij do pionu i obserwuję zwis żyłki. Brania zdarzają się nie tylko przy dnie, ale także w pół wody. Jeśli blaszka opadła, a brania nie było, to zostawiam ją na dnie przez parę sekund w bezruchu, po czym gwałtownie podrywam i kilka razy szybko obracam korbką. Bywa, że opadającą przynętą sandacz się zainteresował, ale nie zdążył jej zaatakować. Wtedy jest duża szansa, że uderzy właśnie w tym drugim etapie.

Jednak szansa to jeszcze nie pewność. Gdy więc brania się nie doczekałem, to już nie próbuję prowadzić blaszki powoli tuż nad dnem, bo się przekonałem, że ten sposób nie jest skuteczny. Nie ściągam jej też skokami, bo to by oznaczało masę zaczepów. Dobre wyniki mam natomiast wtedy, gdy prowadzę wahadłówkę w pół wody w zmiennym tempie albo skokami. Wprawdzie rzadko atakuje ją sandacz, ale szczupak jest pewny, a jeśli błystka jest mała, to jako przyłów trafiają się okonie. Na ostatnich metrach przynętę ściągam szybciej, wtedy bardzo często atakuje ją szczupak. Tym sposobem w każdym rzucie mam szansę złowić albo sandacza, albo szczupaka. Jednak szczupaki są bardziej niezawodne.

Leszek Grabowski
Kraków

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisment -

Most Popular

Recent Comments