niedziela, 4 grudnia, 2022
Strona główna Historia POLSKIE REKORDY

POLSKIE REKORDY

Zawody, zwane dziś sportowymi, są instytucją względnie nową i ponad wszelką wątpliwość dużo młodszą niż rejestrowanie rekordowych połowów. Zapisy takie prowadziły już od końca XIX wieku angielskie i amerykańskie kluby wędkarskie.

Niektóre szczegółowo określały wymogi dotyczące jakości stosowanego sprzętu, przy czym szczególnie ważna była wytrzymałość sznurów, żyłek i przyponów, a także wiarygodność zgłoszenia, gdy inne traktowały to bardziej liberalnie. Jednakże największym mankamentem istotnych różnic między regulaminami był brak możliwości porównywania rekordowych połowów. Stąd właśnie zrodziła się idea stworzenia jednolitych kryteriów regulaminowych i jednej, międzynarodowej tabeli rekordów.

Te działania integracyjne, jako pomysły, pojawiły się około roku 1930 równolegle w Anglii i USA. Polskie kluby wędkarskie w tym czasie były zbyt słabe organizacyjnie i liczebnie, a wszystkie wysiłki organizacyjne skupione były na pozyskiwaniu obwodów łowieckich i ochronie interesów wędkujących. Nie było także instytucji, która mogłaby zająć się rejestrowaniem rekordów.

Pomysł prowadzenia rejestru okazowych, medalowych czy rekordowych ryb wprowadzili do polskiego wędkarstwa dwaj nieżyjący już entuzjaści, znakomity wędkarz – Stefan Nielepiec, wieloletni pracownik Zarządu Głównego PZW, i były sekretarz redakcji, a potem współpracownik “Wiadomości Wędkarskich” – Mirosław L. Makowski. Zapowiedź otwarcia na łamach “Wiadomości Wędkarskich” pojawiła się w roku 1960 pod naciskiem czytelników. Pierwsze notowania opublikowane zostały w roku 1962. Wtedy też powstały pierwsze polskie kryteria rekordów. Potem przez wiele lat pieczołowicie rejestrowała je Wanda Trzcińska. Początkowo zgłoszenia przyjmowane były na zasadzie zaufania do zgłaszających, ponieważ, poza kryteriami dotyczącymi masy złowionej ryby, nie było szczegółowego regulaminu. I tym daleko posuniętym liberalizmem polskie tabele rekordów, przynajmniej w początkowym okresie, różniły się od zachodnich wzorów.

Przez dwadzieścia pięć lat wszystko było jasne i proste, ponieważ rejestrację prowadziła tylko redakcja “Wiadomości Wędkarskich”. Ale po roku 1989 powstał “Wędkarz Polski”, a później jeszcze kilka innych, w większości krótko wychodzących tytułów wędkarskich, a każdy z nich tworzył własną listę rekordów, najczęściej pomyślaną jako przedsięwzięcie o charakterze reklamowym.

Te złe obyczaje wprowadzone zostały po roku 1989, czyli po “wybuchu” importu sprzętu zachodniego na wygłodzony polski rynek. Można zrozumieć, że sezonowe i sponsorowane tytuły ulegały presji rynku wędkarskiego i wprowadzały jako obowiązkowe elementy zgłoszenia ryb rekordowych szczegółowe opisy nazw wytwórców sprzętu, przy pomocy którego dokonano połowu. Spowodowało to trochę zamieszania i nieporozumień, nawet nieuzasadnionych restrykcji. W tej pogoni za sponsorami, przypadkiem skrajnym były próby wprowadzana zasady wyłączności: publikujący rekordy uznawał zgłoszenie, pod warunkiem że skierowane zostało tylko do niego. Jeśli nie inicjatorem, to przynajmniej gorliwym propagatorem tego komercyjnego wariantu stał się nieżyjący już Marek Trojanowski, redaktor naczelny “WW”. Powierzył on Adamowi Mazurkowi, na zasadzie umowy o dzieło, tworzenie tabeli rekordowych połowów właśnie uwzględniającej szczegółowe informacje dotyczące wytwórców sprzętu. Wprawdzie ten chybiony eksperyment nie trwał długo, położył się jednak cieniem na wiarygodności tabel rekordów.

Były też inne wydarzenia, które tę wiarygodność podważały. W jednym z kół Okręgu Katowickiego powstała grupa specjalizująca się w fabrykowaniu dokumentacji fotograficznej rzekomo złowionych rekordowych okazów. Zanim ta wędkarska afera skończyła się orzeczeniem sądu koleżeńskiego, jeden z głównych producentów tych sfingowanych rekordów, niejaki Waldemar G., posunął się do sfałszowania podpisu Jerzego Putramenta na rzekomo napisanym przez tego pisarza liście w obronie rekordowych mistyfikacji.

Z tej barwnej historii polskich zapisów rekordów pozostało do dzisiaj kilka równoległych tabel. Łatwo wskazać mankamenty takiego stanu: po pierwsze nie istnieje krajowa lista rekordów, po drugie nie podjęto dotąd próby ustalenia jednolitego regulaminu. Jeśli nawet pominąć traktowaną dość liberalnie wiarygodność zgłoszeń, to jeszcze gorzej przedstawia się porównywalność rekordowych ryb. Trudno bowiem nie dostrzec, że między złowieniem takiej samej pod względem masy ciała ryby przy użyciu przyponu lub żyłki o znacznie różniącej się wytrzymałości, zachodzi istotna różnica pozwalająca wnioskować o umiejętnościach łowcy. Trudno także uniknąć pytania, o co tu chodzi: o masę ryby niezależnie od tego, w jaki sposób została złowiona, czy o kunszt rekordzisty. Ujmując rzecz nieco patetycznie można spytać, co jest ważniejsze: łowca czy ryba? Rozsądek podpowiada, że dobrym rozwiązaniem jest pogodzenie tych dwu składowych rekordu, jak to już dawno temu uczynili nasi starsi bracia w wędkarstwie.

Jerzy Komar

Poprzedni artykułPOWTÓRKA Z ROZRYWKI CZYLI BLACHA W ŁEPETYNKĘ
Następny artykułPLAN B

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisment -

Most Popular

Recent Comments