czwartek, 27 stycznia, 2022

KACANKA

Kiedy pstrągi w Koprzywiance (dopływ Wisły) zostały mocno przetrzebione, zacząłem ich szukać w jej głównym dopływie – Kacance.
Do wędkowania nadaje się końcowy odcinek Kacanki od Wiązownicy (około 10 km). Rzeka płynie tu przez wieś. Jest wąska. W najszerszych miejscach ma 3 – 3,5 metra. Mimo to sporo jest półtorametrowych, a nawet głębszych dołków wymytych przez rwący nurt.

Odcinek ten jest urozmaicony, a przez to dla wędkarza atrakcyjny. Brzegi są umiarkowanie zarośnięte, co ułatwia wędkowanie. Miejsca spokojne i głębokie są nieliczne. Można je z czystym sumieniem pominąć, bo przeważnie są przełowione przez kłusowników. Poniżej mostu drogowego Kacankę zasila z prawej strony niewielki strumień. Jest tam też betonowy próg piętrzący rzekę.

Kiedy kończą się zabudowania Wiązownicy, wędkowanie staje się o wiele trudniejsze z powodu wysokich i gęsto zarośniętych brzegów. Poniżej spotkamy jeszcze tylko niewielki przysiółek na prawym brzegu, a dalej zaczyna się blisko 5-kilometrowy odcinek zupełnie dzikiej rzeki płynącej z dala od ludzkich siedzib.

Kacanka jest tu nadal wąska i bardzo trudna technicznie. Brakuje ścieżek i dojść do wody. Do tego jest w niej mnóstwo zaczepów: korzeni i zatopionych gałęzi. Zwalonych drzew jest niewiele, za to sporo zwężeń między blisko rosnącymi drzewami. Zazwyczaj tuż za takim zwężeniem jest głęboki kamienisty dołek, gdzie przy korzeniach czają się pstrągi. Wystarczy wprowadzić tam głęboko nurkującego woblera, a wtedy pstrąg (albo zaczep) gwarantowany. W najgłębszych miejscach trafiają się wyrośnięte sztuki ważące nawet 2 kg.

W Kacance sporo jest kiełbi i strzebli potokowych, więc bardzo skutecznymi przynętami są woblery, które je naśladują. Najczęściej stosuję ciemne, często nawet czarne, pływające woblery ze złotymi brzuszkami, długie na 5 – 6 cm. Oprócz tego skuteczne są obrotówki nr 2 uzbrojone w kotwiczki z chwostami z piórek. Czasem łowię też na obrotówki połączone w tandemy z twisterem lub gumową rybką. Na wiosnę bardzo dobre są imitacje małych żab.

Gdy stan wody jest średni lub niski, zakładam spodniobuty i obławiam rzekę brodząc pod prąd. Brodzi się tu jednak bardzo trudno z powodu wielu dołków, których nie da się przejść. Gdy taki dołek napotkam, muszę nieco pohałasować. Wychodzę bowiem na brzeg i szerokim łukiem obchodzę to miejsce, a później je obławiam wypuszczając woblera z nurtem w dół rzeki. W górę rzeki posuwam się bardzo wolno, bo przedzieranie się przez zarośla zajmuje mnóstwo czasu. Do tego jeszcze muszę zachować ostrożność, bo woda jest czysta i pstrągi z łatwością wędkarza dostrzegają. Jedynie gdy woda po deszczach zmętnieje, łatwiej jest do nich podejść. Podczas przyboru nie da się jednak brodzić, łowię wówczas tylko z brzegów, pokonując krok za krokiem nadbrzeżne zarośla. Warto się jednak pomęczyć, bo właśnie tu uzyskuję najlepsze wyniki.

Po kilku kilometrach łowienia w kompletnej dziczy znów wracamy między zabudowania. To już ostatni etap naszej wędrówki. Kacanka uchodzi do Koprzywianki z prawej strony przy wsi Gieraszowice. Pół kilometra od ujścia jest betonowy próg. Niżej zaczyna się spokojny odcinek. Rzeka, choć nadal wąska, jest tu głębsza, miejscami na ponad 2 m. Płynie znacznie wolniej niż w górnym i środkowym biegu. Brzegi są tylko umiarkowanie zarośnięte. Najciekawsze jest ostatnie 100 metrów jej biegu. Jest tam mnóstwo interesujących zakrętów, a w wodzie pełno zaczepów. W miejscu, gdzie Kacanka i Koprzywianka się łączą, warto dokładnie obrzucać głęboką, pełną zaczepów rynnę. Padł tu już niejeden spory pstrąg.

Kacanka jest umiarkowanie rybna, ale na dobre wyniki zawsze można liczyć. Zwłaszcza na jej dzikim odcinku, którego nie da się przełowić, bo trudne warunki odstraszają wędkarzy. Większość okolicznych pstrągarzy woli większą i łatwiejszą technicznie Koprzywiankę.o
Krzysztof Wójcik, Gorzyce.

Notował Jarosław Kurek

Kacanka ma tylko 30 km długości. Źródło ma w lasach na północ od Staszowa, w okolicach Malkowic. Na miano rzeczki zasługuje dopiero od połączenia ze swym największym dopływem – Korzenną. Kacanka płynie przez kilka wsi równolegle do drogi łączącej Mostki i Wiązownicę. Z powodu dużego spadku terenu płynie dosyć szybko, głównie po kamieniach. Tylko miejscami dno pokrywa glina i twarde iły. Dzięki temu po przyborach szybko się oczyszcza i prawie zawsze niesie krystalicznie czystą wodę.

PADY PSTRĄGARZA
Przepracowane obrotówki
Łowię tymi błystkami obrotowymi, które były już trochę w wodzie i poleżały jakiś czas w pudełku. Tam się wytarły, przybrudziły, zaśniedziały. Zbliżyły się do kolorów ziemi.

Kolor to rzecz jedna, druga to dobre wirowanie skrzydełka. Dlatego nowo kupione obrotówki trzeba albo rozmontować i dopieścić drobnym pilnikiem, albo kilka godzin nimi łowić, żeby dotarły się wszystkie elementy obrotowe: kulki, koraliki, grzybki i strzemiączka.

Tandemy
Kiedy wiele lat temu, łowiąc pstrągi, po raz pierwszy założyłem meppsa z gumową rybką, miałem o wiele więcej brań niż na gołą obrotówkę. Dlatego teraz zawsze łączę obrotówki z twisterami lub ripperami. Najlepsze kolory na pstrągi to pleksi, żółty lub seledynowy. Na ich korpusach robię wodoodpornym pisakiem, czerwoną plamkę. Przy bardzo niskiej wodzie stosuję obrotówki bez korpusu, na przykład celtę nr 2, którą łączę z 4-centymetrowym ripperem imitującym pstrąga.

Tajna broń
Gdy łowię w głębokich dołach, moją tajną bronią jest mocno dociążony, bardzo szybko tonący wobler. Jego mały ster jest ustawiony prostopadle do korpusu, dzięki temu ma w ogóle jakąś akcję, ale tylko przy podciąganiu pod prąd. Żadna firma takich przynęt nie produkuje, więc robię je sam. Najłowniejsze okazały się modele ciemnobrązowe i czarne z pomarańczowym grzbietem. Wiele z nich zostawiłem w zaczepach, ale przy okazji złowiłem kilka godnych uwagi okazów.

Żaba samoróbka
Na wiosnę chętnie łowię na gumowe imitacje żab. Nie zawsze jednak odpowiednia przynęta jest pod ręką. Robię ją wtedy sam. Przycinam ukośnie w 2/3 długości korpusu dwa twistery i zgrzewam je ze sobą tak, żeby ich ogonki rozchodziły się na zewnątrz. Połączenie musi być solidne, bo w miejscu zgrzania trzeba zamocować hak i zaczep główki dżigowej. Po uzbrojeniu takiej samoróbki spoinę można jeszcze wzmocnić kilkoma zwojami nitki lub żyłki.

“Zimni ogrodnicy”
Gdy tylko nadchodzi wiosenne ochłodzenie zwane “zimnymi ogrodnikami”, wybieram się na pstrągi. Wtedy żerują bardzo intensywnie i nawet przy niskim stanie wody wychodzą do przynęty na środek rzeki. Zawsze łowię wtedy dużo ryb. Często trafiają mi się namierzone wcześniej okazy, których w innym czasie nie potrafiłem skusić do brania.

Krzysztof Wójcik

Poprzedni artykułNA DWOJE BABKA WRÓŻYŁA
Następny artykułBOLENIE NA SKAKANEGO

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisment -

Most Popular

Recent Comments