czwartek, 8 grudnia, 2022
Strona główna Morze - kutry DORSZ WYMAGA WYSIŁKU

DORSZ WYMAGA WYSIŁKU

Wypływam na Bałtyk kilkanaście razy w roku i nie pamiętam, żeby ktoś kiedyś nałowił ich więcej ode mnie. I nie jest to przypadek. Ja po prostu bardzo lubię łowić dorsze i sądzę, że to jest najważniejsze źródło mojego powodzenia.

Już na pierwszej wyprawie zauważyłem, że każdy z moich sąsiadów na kutrze inaczej macha wędką. Z tego wyciągnąłem dwa wnioski. Po pierwsze, trzeba patrzeć, jak łowią inni, szczególnie ci, którzy wyciągają najwięcej ryb. Po drugie, nie ma jednej dobrej szkoły łowienia dorszy. Więc kiedy tylko kuter się zatrzyma, a szyper da sygnał “można łowić”, zaczynam swoją grę, ale kręcę przy tym głową w lewo i w prawo. Jeżeli łowię więcej od innych, coraz mniejszą zwracam na nich uwagę. Skupiam się na tym, co sam robię.

Stosuję wiele różnych pilkerów. Podczas łowienia często je zmieniam. Czasami drobny szczegół decyduje o tym, że jakiś pilker jest łowniejszy od innych. Może dziać się tak dlatego, że ma odpowiedni kolor, może jest odwrotnie przywiązany albo został podgięty jak rogalik i w trakcie opadania nie pikuje prosto do dna, tylko ślizgiem oddala się od miejsca, z którego został poderwany… Najlepiej łowi mi się pilkerami o wadze 150 gramów i linką 0,28 mm. Jest to dla mnie najlepszy zestaw na głębokość od 25 do 30 metrów.

Połów dorszy wymaga wysiłku. Kto nie pracuje, ten łowi bardzo mało. Zaraz po komendzie ”łowimy” opuszczam pilkera i kilka razy pukam nim w dno. Po poderwaniu opuszczam go szybko, później wolno. Dwie – trzy takie próby i gdy nie mam brania, wyciągam pilkera z wody i odrzucam go jak najdalej od burty. Kiedy tylko dotknie dna, prowadzę go skokami. Ani szybko, ani wolno, raczej płynnie, spokojnie. Ważne, żeby nie leciał do dna jak kamień. Musi się po drodze na chwilę zatrzymać albo spowolnić swoje opadanie, jeszcze lepiej, gdy błyśnie bokami. Można to zrobić tylko wtedy, kiedy linka jest cały czas napięta. Wtedy albo podnoszę szczytówkę, albo trochę ją podszarpuję.

Kiedy dorsze żerują bardzo słabo, staram się jak najdłużej utrzymywać pilkera w toni. W tym celu podrywam go z dna, błyskawicznie wybieram luz linki i trzymam kij równolegle do wody. Jednym słowem postępuję tak, jakbym łowił sandacze.

Przywieszki również stosuję. Najlepsze są czerwone i w kolorze marchewki. Ale zakładam je tylko wtedy, kiedy widzę, że innym dorsze biją w przywieszki, a nie w pilkery. Istotne jest też, na jakiej wysokości nad pilkerem przywieszka jest uwiązana i na jak długim troku. Tu też trzeba robić próby, bo wszystko, co było dobre wczoraj, dzisiaj może być całkiem nieskuteczne.

Dariusz Knysz
Łobez

Poprzedni artykułUżyteczne, zapomniane
Następny artykułWIOSNA

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisment -

Most Popular

Recent Comments