sobota, 25 czerwca, 2022
Strona główna Historia Użyteczne, zapomniane

Użyteczne, zapomniane

Historię rozwoju sprzętu i ekwipunku wędkarskiego można opisać w taki oto sposób. We wczesnej fazie, a więc przez wiele stuleci, wędkowanie dla przyjemności, stymulujące potrzebę doskonalenia sprzętu, wychodziło od wędkarzy. To ich pomysły pobudzały wytwórców, najczęściej miejscowych rzemieślników, do zaspokajania indywidualnych potrzeb. Gdy rosła liczba zainteresowanych wędkowaniem, pojawiali się producenci, najpierw o niewielkim, lokalnym zasięgu, czyli w pobliżu łowisk. Z czasem opanowywali szersze rynki. Wówczas sytuacja zaczęła się zmieniać, bo inicjatywa przeszła w ręce producentów, proponujących wędkarzom nie tylko coraz lepszy sprzęt, ale także dodatkowe wyposażenie, czyli to, co zwiększało komfort łowienia. Istotą sukcesu na rozwijającym się rynku była i jest umiejętność budzenia potrzeb.

Trudno ustalić dokładną datę tego przejęcia inicjatywy. Wiele jednak wskazuje, że pierwsze wyraźne objawy pojawiły się w połowie XIX wieku.

o Do czasu zastosowania tworzyw syntetycznych sznury wędkarskie były robione z surowców naturalnych, najwcześniej z konopi, potem jedwabiu. Mimo przeróżnych zabiegów impregnujących były one narażone na niszczące działanie wilgoci. Dlatego jednym z najważniejszych zabiegów konserwacyjnych było dokładne suszenie sznura. By tę kłopotliwą czynność ułatwić, producenci sprzętu oferowali specjalne suszarki (rys. 1) stacjonarne, a nawet przenośne, składane. Urządzenia te zniknęły z rynku w drugiej połowie XX wieku, kiedy okazało się, że sznury z tworzyw sztucznych są odporne na działanie wody.

o Zwabiać ryby w łowisko, czyli zanęcać, można zwyczajnie, rzucając z pluskiem kule zanętowe, albo bardziej elegancko i ciszej przy pomocy powszechnego niegdyś urządzenia, które zresztą nie przyjęło się w naszym wędkarstwie i nie doczekało się polskiej nazwy (rys. 2). Jako użyteczne w rzece opisywał w swej książce jeszcze Feliks Choynowski (1949). Po opuszczeniu na dno powietrze zgromadzone w górnej części lekko unosiło puszkę i prąd wody mógł wypłukiwać zanętę.

o Nawet najdoskonalsze i z najlżejszych gatunków drewna wykonane klejonki, były kilkakrotnie cięższe od wędzisk, jakimi posługujemy się dzisiaj. Trzymetrowa klejonka wysokiej klasy, bez kołowrotka, miała masę niemal pół kilograma. By uwolnić obie ręce wędkującego np. przy wymianie przynęty, pomysłowi producenci zaopatrywali dolnik w bagnet (rys. 3). Wbity w ziemię stabilizował wędzisko w pozycji pionowej, a do transportu mógł być chowany wewnątrz dolnika.

o Wiązanie malutkiej muszki do cienkiego przyponu wymaga doskonałego wzroku, okularów do bliży, albo szkła powiększającego, ale także wolnych obu rąk. Pomysłowi producenci

i na to znaleźli sposób. Proponowali słabiej widzącym wędkarzom lupkę przypinaną do ubrania (rys. 4). Zamiast szukania i wkładania okularów wystarczyło podnieść szkło, które zatrzask utrzymywał w pozycji poziomej, a po użyciu złożyć w taki sposób, by przylegało do odzieży i nie przeszkadzało. Wydaje się, że i dzisiaj taka lupa mogłaby się dla wielu dalekowidzów okazać użyteczna.

o Sucha muszka źle zaimpregnowana, po kilku rzutach nasiąka wodą i tonie. Przez wiele lat do impregnacji używano płynnej parafiny. Żeby jednak parafina należycie pokryła muszkę, wcześniej należało ją wysuszyć. Dobrze wyposażony wędkarz nie musiał nadwerężać własnych płuc, ponieważ zapobiegliwi producenci oferowali mu podręczny mieszek (rys. 5). Silny i skoncentrowany strumyk powietrza pozwalał skutecznie dmuchać na zawilgoconą muchę.

o Najeżonego wieloma grotami woblera lub systemik trudno wysupłać z wędkarskiego pudła, a jeszcze trudniej z kieszeni kamizelki. Ale i na to wymyślono sposób – pokrowiec na przynętę (rys. 6). Pomysł nie był oryginalny. Podobne przyborniki dla pań, mieszczące igły, nici i naparstki, przydatne zwłaszcza w podróży, były w powszechnym użyciu. Z wędkarskiego rynku skutecznie wyparły je przezroczyste pudełka z tworzyw sztucznych.

o Zabiegający o klientów producenci sprzętu starali się zaspokoić wszystkie potrzeby wędkarzy, nawet te, które nie miały bezpośredniego związku z wędkowaniem. Przykładem może być renomowana angielska firma Hardy, która swoim klientom między innymi proponowała nie tylko fajki, ale nawet przyrząd do ich czyszczenia (rys. 7).

Później, w sentymentalnym wspomnieniu, nazywano to dyskretnym urokiem burżuazji.

Jerzy Komar

Poprzedni artykułBESKIDZKIE PSTRĄGI
Następny artykułDORSZ WYMAGA WYSIŁKU

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisment -

Most Popular

Recent Comments