czwartek, 30 czerwca, 2022
Strona główna Spławik DUŻO DUŻYCH LESZCZY

DUŻO DUŻYCH LESZCZY

Jesienią biorą same duże leszcze, a na wodzie jest już spokój. Wędkarzy mało, turystów też nie ma. Rewelacyjny sezon miałem w 2003 roku. Złowiłem prawie 300 leszczy ważących od 1,8 do 2,5 kilograma. Niemal wszystkie ponownie trafiły do wody. Wędkarzy mało, turystów też nie ma. Rewelacyjny sezon miałem w 2003 roku. Złowiłem prawie 300 leszczy ważących od 1,8 do 2,5 kilograma. Niemal wszystkie ponownie trafiły do wody.

Leszcze łowię w głębokim sielawowym jeziorze w miejscu, gdzie jest niewielki uskok dna. Jego długość wynosi 40 m, szerokość 3 m, różnica poziomów 30 cm. Znajduje się on na głębokości 12 m w zatoce o powierzchni kilkudziesięciu hektarów. Dno przy uskoku jest płaskie i pokryte cienką warstwą mułu. Na samym uskoku mułu jest jeszcze mniej.

Łódź kotwiczę od płytszej strony uskoku, więc dno podnosi się w moim kierunku. Kilka razy kotwiczyłem od głębszej strony, ale wyniki były dużo gorsze. Może dlatego, że zestaw łatwiej się przesuwał pod wpływem prądów wody. Łowię nie dalej niż dwa metry za uskokiem. Poza tą granicą, w głąb zatoki, ryb w ogóle nie ma.

Stosuję dwa lekkie zestawy. Jeden, dwugramowy, służy mi do łowienia w toni. Drugi ma pięć gramów i łowię nim przy dnie. Na cięższe zestawy brań jest mniej i łowi się mniejsze leszcze. Ale z lekkimi zestawami jest też kłopot, bo spycha je wiatr. Dlatego zawsze muszę kotwiczyć tak, żeby wiał mi w plecy. Łowisko oznaczam sobie bojką wykonaną z plastykowej butelki. Ryzykuję, że jak weźmie jakaś bardzo duża ryba, to może się zaplątać w sznurek, który mocuje bojkę do dna, ale innego wyjścia nie ma.

Leszcze mogą przebywać w różnych warstwach wody. Dlatego zawsze łowię na dwie wędki. Jedną przy dnie, drugą w toni. Tę pierwszą wyważam jedną oliwką znajdującą się kilka centymetrów nad dnem. Przypon ma ponad pół metra, a w jego połowie zaciskam śrucinę sygnalizacyjną. Jej ruch pokazuje pierwszy kontakt leszcza z przynętą.

W drugiej wędce grunt ustawiam na osiem metrów. Próbowałem łowić na różnych głębokościach, ale w tym łowisku brania miałem tylko cztery metry nad dnem. Tutaj obciążenie dzielę na pięć części i zaciskam na żyłce co dziesięć centymetrów. Przez kilka lat nigdy mi się nie zdarzyło, żeby leszcze jednocześnie brały i z dna, i z toni. Dlatego po pierwszych braniach tę drugą wędkę zwijam.

Od kilku lat na jesienne leszcze wybieram się razem z kolegą. Naszym wspólnym zadaniem jest zanęta. Ja sporządzam grubszą karmę, przeznaczoną na przygotowanie łowiska, on zajmuje się zanętą na użytek codzienny. Zanęcanie łowiska trwa tydzień. Co drugi dzień wrzucam po dziesięć litrów kukurydzy parowanej razem z grochem (jedna część grochu na dziesięć części kukurydzy). Za jednym razem przygotowuję porcję przeznaczoną na cały tydzień. Specjalnie w tym celu kupiłem parnik o pojemności kilkudziesięciu litrów. Zaparzone ziarna wkładam do foliowych worków i zamrażam.

Łowić zaczynamy po czwartym nęceniu i odtąd do wody trafia tylko zanęta sypka zmieszana z ugotowaną kaszą jaglaną. Porcja na jedno łowienie to trzy kilogramy, do tego pół litra pinki.

Przynęta nie ma większego znaczenia, bo w zanęconym łowisku leszcze biorą na wszystko. Ja łowię na białe robaki, bo jest z nimi najmniej kłopotów. Drobnica nie ściąga ich z haczyka, mogą długo leżeć w wodzie i nie rozmokną tak jak ciasto lub makaron, nie trzeba co jakiś czas wyciągać zestawu, by sprawdzić, w jakim stanie jest przynęta. Ale na duże leszcze potrzebne są duże przynęty. Dlatego trochę się napracuję, nim na haczyk nr 1 założę przynajmniej 30 białych robaków. Jesienią brania są rzadkie, ale pewne, więc zacinam, gdy tylko spławik się wyłoży.

Duże leszcze dobrze żerują aż do mrozów. Najlepiej biorą przy słonecznej pogodzie, kiedy jest nieduża fala, również w dni z lekką mżawką. Jesienią na ryby nie zrywam się o świcie. Na łowisku jestem o ósmej rano, a brania mam przez cały dzień.

W zanęcone łowisko wchodzą nie tylko leszcze. Najczęstszym przyłowem są duże płocie i okonie. Jednak najcenniejszą niespodzianką są węgorze, których w grudniu nikt się nie spodziewa. Co roku obaj z kolegą wyciągamy po kilka sztuk. Niestety, większość węgorzy ucieka nam razem z urwanym przyponem. Nic dziwnego, są duże i mocne, a my łowimy na dwunastki.

Andrzej Gadus, Pszczew

Poprzedni artykułRYBY ZE WSCHODNIMI NUTAMI
Następny artykułLESZCZE SPOD LODU

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisment -

Most Popular

Recent Comments