poniedziałek, 27 czerwca, 2022
Strona główna Spławik LESZCZE Z PŁYTKICH WÓD

LESZCZE Z PŁYTKICH WÓD

Do każdego łowiska należy podchodzić inaczej. Przekonały mnie o tym wyniki połowów w płytkich i małych stawach. Łowiłem w nich drobne płotki, wzdręgi i krąpie, czasem trafiały mi się większe karpie lub liny. Ale od kiedy w tych samych stawach łowię na zestaw skrócony, wyciągam ładne leszcze, które przedtem mnie unikały.

W małych zbiornikach ryby też mają swoje miejsca. Leszcze szczególnie. Dlatego gdy jestem na nowym łowisku, najpierw obserwuję powierzchnię wody. Leszcze bowiem ryją w dnie w poszukiwaniu pożywienia. Powstają przy tym pęcherze gazu, które wydobywają się na powierzchnię. Podobne bąble sygnalizują również obecność karpi i linów. Odróżnić je łatwo, bo karpie najczęściej pływają w pojedynkę, a liny parami. Jeżeli więc bąble powstają w kilku miejscach jednocześnie, to znak, że przy dnie żeruje stadko leszczy.

Kiedy zawiedzie obserwacja wody, zaczynam szukać miejsc, które zwykle leszczom najbardziej odpowiadają. Lubią one głębszą wodę. Rezygnuję więc z łowisk mających mniej niż 1,5 metra głębokości. Nie zaglądam też tam, gdzie nad wodą zwisają konary drzew, bo opadające z nich liście w wodzie się rozkładają, a zapach zgnilizny bardzo ryby odstrasza.

Leszcze lubią, kiedy na dnie jest niewielka warstwa mułu. Jeżeli więc inne sposoby szukania dobrego łowiska dały wynik negatywny, zakładam na tyczkę 10-gramowy gruntomierz i macam dno. Opór, jaki czuję przy podnoszeniu ciężarka, informuje mnie o grubości mułu. Wybieram takie miejsca, w których opór ten jest niewielki. Odchodzę, jeżeli na dnie jest tak miękko, że muł zasysa gruntomierz. Wprawdzie leszcze i w takim podłożu szukają pożywienia, lecz w łowisku z grubą warstwą mułu połów nie udał mi się ani razu.

Na jedną wyprawę potrzebuję dwóch kilogramów suchej zanęty. Najlepsze wyniki mam wtedy, gdy łączę mieszanki kilku producentów. Sprawdziły mi się Leszcz Lorpio i Płoć Gutkiewicza. Do nich dodaję jeszcze 50 g, na kilogram suchej zanęty, wanilii albo Brasem Marcela. Do rozrobionej już zanęty dodaję na koniec dwa pudełka dużych białych robaków. Przed łowieniem wrzucam trzy słabo sklejone kule wielkości grejpfruta, resztę zostawiam na donęcanie. Rozrabiam tylko połowę zanęty. Drugą zostawiam na wypadek, gdyby leszczom nie smakowały atraktory firmowe. Wówczas pozostałą zanętę zaprawiam czosnkiem. Traktuję to jako ostatnią deskę ratunku.

Nigdy nie donęcam już w pierwszej godzinie łowienia. Spokojnie czekam na ryby. Dodatkowe kule wrzucam dopiero wtedy, gdy w drugiej godzinie brań nie mam wcale albo wcześniej były i zaczęły zanikać. Przy normalnym żerowaniu też nie donęcam z obawy, że mógłbym ryby wypłoszyć.
Moją najlepszą przynętą są białe robaki. Delikatnie przebijam je ostrzem haczyka w okolicach głowy (od strony tępego końca). Wtedy są długo ruchliwe i dobrze wabią ryby. Na haczyk nr 16 z długim trzonkiem zakładam dwa robaki. Próbowałem więcej, żeby zniechęcić drobnicę, ale nie przyniosło to spodziewanego rezultatu. Miałem za to znacznie więcej trudnych do zacięcia brań. Kiedy ryby tylko wysysają robaki, a spławik ledwo się porusza, zakładam na haczyk jednego białego robaka, ale jak największego.

Grunt ustawiam tak, żeby na dnie oprócz przynęty znalazło się jeszcze 10-15 cm żyłki. W czasie brania leszcze najczęściej spławik zatapiają, rzadko go podnoszą.

Łowienie na tyczkę ma bardzo ważną zaletę, można prowokować ryby ruchami przynęty. Warto sięgnąć po ten sposób, kiedy ryby są niezdecydowane i po delikatnym braniu zostawiają przynętę. Ale trzeba uważać, żeby nie przedobrzyć, bo ruszanie przynętą to broń obosieczna. Zbyt gwałtowne i częste ruchy zamiast ryby zwabić, mogą je spłoszyć. Dlatego przynętę trzeba poruszać bardzo powoli i delikatnie. W wodzie powinno to wyglądać tak, jakby robaki unosił lub przesuwał po dnie prąd wody. Koniec wędziska pod żadnym pozorem nie może uderzać w powierzchnię wody. Jeżeli uderzy, duże ryby uciekną z łowiska, zostanie sama drobnica.

Jeden ze sposobów prowokowania polega na podnoszeniu przynęty. Co dwie minuty unoszę ją delikatnie kilkanaście centymetrów nad dno, opuszczam i zostawiam w spokoju na dwie – trzy minuty. Ten manewr powtarzam parę razy. Jeżeli nie skutkuje, zostawiam przynętę w spokoju na kilkanaście minut.

Drugi sposób to przesuwanie przynęty po dnie łowiska. Prowadzę zestaw tak wolno, żeby przynęta nie odrywała się od dna. Najlepsze są krótkie przesunięcia, nie dłuższe niż 25 cm. Po każdym takim manewrze zostawiam przynętę w spokoju przynajmniej na dwie minuty. Zawsze przesuwam ją tylko w jedną stronę, nigdy tam i z powrotem.

Moje zestawy są bardzo delikatne. Żyłka główna ma 0,12, a przypon 0,06 – 0,08 mm. Gdy woda jest spokojna, a brania delikatne, używam spławików o wyporności 0,5 g. Przy sfalowanej powierzchni i dobrym żerowaniu ryb zmieniam je na 1,5 g.
Nie złowiłem leszczy większych niż dwa kilogramy, ale na takie łowiska to i tak duże sztuki, w dodatku trafiają się tylko kilka razy w roku.

Najlepiej łowi się leszcze latem, od połowy czerwca do końca września. Najpewniejszy jest czas od świtu do godziny dziewiątej, a później dopiero trzy godziny przed zmrokiem.

Mariusz Zmarzły, Prusice
Notował WS

Poprzedni artykułJEZIORO AUGUSTOWSKIE BIAŁE
Następny artykułTAKA MAŁA RÓŻNICA

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisment -

Most Popular

Recent Comments