poniedziałek, 28 listopada, 2022

WORMING

Ojczyzną wormingu są Stany Zjednoczone. Pierwsze wormy (pozostajemy przy nazwie oryginalnej, bo polski “robak” ma węższe znaczenie) pojawiły się w sprzedaży w latach czterdziestych. Wymyślili je wędkarze z Ohio.

Przynęty te nie od razu zdobyły sobie uznanie. Były wykonane z dość twardego tworzywa, miały nieodpowiednie kolory, trudno się je zbroiło, nie bardzo było wiadomo, jak je prowadzić. Początkowo wędkarze zakładali je na haczyk tak, jak się zakłada żywe rosówki. Próbowano łowić metodą spławikową albo gruntową. Wyniki były mizerne, ale z czasem jakość wormów poprawiła się tak, że przypominały już żywe organizmy, a wędkarze zaczęli je stosować jako przynęty spiningowe. W krótkim czasie worming zyskał wielu zwolenników, a szczyt popularności osiągnął w połowie lat sześćdziesiątych. Wymyślono dziesiątki sposobów zbrojenia i prowadzenia wormów. Niektóre z nich, ze względu na swoją skuteczność, przetrwały do dziś.

Pierwsza i prawdopodobnie najstarsza metoda wormingu uchodzi za najbardziej finezyjną. Łowi się przynętą z pojedynczym haczykiem, bez żadnego dociążenia, w łowiskach o głębokości od dwóch do trzech metrów, o dnie twardym lub lekko zamulonym, pokrytym ubogą szatą roślinną. Imitację robaka o długości od 8 do 20 cm zbroi się od strony głowy hakiem, który ma długi trzonek i wąski łuk kolankowy. Nawleka się na niego przynętę tak, by wystawał z niej sam grot. Ten prosty sposób zbrojenia ma nazwę Texas Rig.

Po rzucie przynętę sprowadza się na napiętej żyłce na dno. Wędzisko pozostaje w tym czasie w pozycji poziomej. Kiedy worm jest już na dnie, podrywa się go i, unosząc szczytówkę kilkakrotnie coraz wyżej, prowadzi kilkoma skokami ku powierzchni. Przynętę podnosi się nieznacznymi szarpnięciami w sekundowych odstępach. Po kilku takich skokach, gdy wędzisko znajdzie się w pionie, szczytówkę na powrót opuszczamy, kołowrotkiem wybieramy luz na żyłce i pozwalamy przynęcie opaść na dno. Tam pozostawiamy ją w bezruchu na kilka lub kilkanaście sekund, potem zaczynamy podszarpywać od nowa. Czynności te powtarzamy tak długo, aż przynęta znajdzie się pod naszymi stopami. Należy ją prowadzić tym wolniej, im delikatniejsze i rzadsze są brania.

Inny sposób łowienia wormami to dżigowanie. Stosuje się go na łowiskach o dnie kamienistym, pozbawionym roślinności, na którym gdzieniegdzie leżą drobne gałęzie. Przynętę też zbroi się od głowy, ale używa się do tego główki dżigowej. Za najpraktyczniejsze uznaje się główki o wadze od 4 do 7 gramów. Najpierw początek robaka przeszywa się haczykiem na wylot, a potem chowa grot w dalszej jego części. W ten sposób uzyskujemy proste zbrojenie antyzaczepowe. Przynętę, po zarzuceniu, sprowadzamy na napiętej żyłce na dno, potem podrywamy ją na kilka centymetrów i energicznie kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt razy potrząsamy szczytówką. Dżiga prowadzimy ponad kamieniami bardzo krótkimi skokami wybierając jednocześnie żyłkę kołowrotkiem.

Dobrze jest, by podczas prowadzenia dżig co jakiś czas trącał o kamienie. Po chwili prowadzenie przerywamy i pozwalamy przynęcie opaść na dno, przez kilka sekund pozostawiamy ją tam w bezruchu, potem podrywamy i znów zaczynamy potrząsać. Najlepszy skutek uzyskuje się wtedy, gdy przynęty nie rzuca się zbyt daleko. Im bliżej pionu biegnie żyłka, tym bardziej prowokująco pracuje przynęta. Łowić trzeba do samego końca i nie odpuszczać sobie ostatnich metrów, bo dużo brań jest tuż pod łódką lub przy skarpie wysokiego brzegu.

Trzeci sposób stosuje się na łowiskach o dnie mocno porośniętym. Przynętę prowadzi się bardzo szybko w toni, tuż nad roślinami. Amerykanie stosują tu kilka sposobów zbrojenia i montowania zestawu. Przede wszystkim wyposażają worma w dwa lub nawet trzy haczyki. To zabieg konieczny, bo przynętę znajdującą się w szybkim ruchu ryby chwytają gdzie popadnie, mimo że starają się trafić w głowę. Dodatkowo na żyłkę, przed przynętą, nawleka się ciężarek. Jego waga zależy od głębokości, na jakiej łowimy.

Taki sposób zbrojenia nosi nazwę “Florida Rig”. Gdy przestrzeń między roślinami a powierzchnią wody jest niewielka, można z ciężarka zrezygnować, a zamiast niego założyć śmigiełko, które zwiększając opór pomaga utrzymać przynętę bliżej powierzchni. Śmigiełko sprawia również, że plastikowy robak inaczej się zachowuje, jego ruchy stają się wężowate. Przynęty przeznaczone do szybkiego prowadzenia mają przeważnie twisterowe ogonki, które podczas ściągania agresywnie falują. Nieruchliwych imitacji rosówek używa się niemal wyłącznie razem ze śmigiełkiem.

Po wrzuceniu zestawu do wody natychmiast zaczynamy szybko zwijać żyłkę. Wędzisko ustawiamy szczytówką na godzinie jedenastej. Tempo skręcania zależy od głębokości, na jakiej guma ma się poruszać.

Jest jeszcze jedna, bardzo popularna szkoła łowienia wormami. Stosuje się ją w łowiskach bardzo zarośniętych lub zakrzaczonych. Gumę spuszcza się w pionie w niewielkie oczka pomiędzy kapelony i trzciny lub zatopione krzaki i konary drzew. Przynętę, zależnie od głębokości, można zbroić na każdy z opisanych tu sposobów. Jeżeli jednak haczyki są odsłonięte, należy je zaopatrzyć w antyzaczepy.

Prowokowanie ryb polega tu na tym, że przynętę ciągle się podszarpuje, unosi i opuszcza w lukach pomiędzy kapelonami lub zatopionymi konarami. Jak widać, trudno to uznać za metodę spiningową. Panuje duża dowolność co do prowadzenia przynęty. Każdy znajduje sobie własny, najlepszy jego zdaniem, sposób poruszania plastikowym robakiem. Ta metoda ma wielką zaletę: pozwala bardzo dokładnie obłowić niewielki obszar.

1.Zbrojenie antyzaczepowe polegające na ukryciu grotu haczyka w korpusie przynęty.
2.Zbrojenie, które wymyślił Robert Taszarek. Proste, niezakłócające pracy przynęty, łatwe do wykonania na łowisku.
3.Zbrojenie w dżig ze śmigiełkiem.
4.Dwa przykłady oryginalnego amerykańskiego zbrojenia antyzaczepowego.
5.Ciężarki do systemików typu Texas.

Poprzedni artykułKOLOROWE LESZCZE
Następny artykułPŁOCIE Z ŁÓDKI

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisment -

Most Popular

Recent Comments