sobota, 29 stycznia, 2022
Strona główna Łowisko KARPIE Z DZIEĆKOWIC

KARPIE Z DZIEĆKOWIC

Od lat moim ulubionym łowiskiem karpiowym jest zbiornik Dziećkowice na Sole, zwany też Imielinem. Dużych karpi (o wadze ponad 10 kg) można tam nałowić tylko wiosną i jesienią.

Wiosną dobre brania trwają 3 – 4 tygodnie między początkiem kwietnia a połową maja. Gdy wiosna jest wczesna i ciepła, wybieram się z wędką już w prima aprilis. Kiedy zima i lód trzymają długo, duże karpie biorą dopiero pod koniec kwietnia. Żerują w wodzie do głębokości 4 m. W miarę, jak rośnie temperatura wody, wzrasta też ich apetyt. Od końca maja do końca września brania są słabe, a na wędkę trafiają sztuki małe i średnie (do 8 kg). Tylko z rzadka wtedy słychać, że ktoś złowił dużego karpia.

W Imielinie prawdziwe karpiowe żniwa zaczynają się dopiero jesienią, gdy woda się wyraźnie ochłodzi. Wówczas karpie schodzą z płycizn do tzw. starego zbiornika, gdzie głębokość sięga 7 – 8 m. Biorą do początków, a w ciepłe lata nawet do połowy listopada. Czasem i wtedy, gdy są już przymrozki i pada śnieg. Wędkarze znad pobliskiego Zalewu Żywieckiego, gdzie sytuacja jest taka sama, mawiają nawet, że „u nos dopiero wtedy ryba biere, jak w rence scypie”.

Prawie wszystkie duże sztuki łowione w październiku i listopadzie to samice wypchane ikrą. Dlatego podejrzewam, że zarówno słabe brania okazów latem, jak i bardzo dobre późną jesienią mają swą przyczynę w tym, że w głębokim i chłodnym zbiorniku karpie nie mogą odbyć tar-ła. Czasami jednak trafiają się lata na tyle upalne, że do tarła dochodzi i wtedy jesienią łowi się karpie „wychudzone”. Tak było na przykład w roku ubiegłym. Specjalnie, żeby to sprawdzić, kilka złowionych karpi zabiłem. W żadnym z nich nie było dojrzałej ikry. W takie lata brania są chimeryczne i nie ma mowy o jesiennych „żniwach”.

Zmorą karpiarzy łowiących w Dziećkowicach są leżące na dnie muszle małży. Przy zacinaniu lub holowaniu strzępi się na nich żyłka, a jeszcze bardziej plecionka. Straciłem w ten sposób kilka dużych ryb, aż w końcu zacząłem stosować coś w rodzaju przyponu strzałowego. Do głównej żyłki o grubości 0,30 mm dowiązuję 30 metrów żyłki 0,35 – 0,40 mm. Nawet mocno postrzępiona „czterdziestka” ma wytrzymałość zbliżoną do dobrej, nieuszkodzonej „trzydziestki”. Podczas zasiadki raz na dzień tę grubszą żyłkę kontroluję, przeciągając ją między palcami. Zazwyczaj zmieniam ją po czterech dniach łowienia. Przy okazji służy mi ona jako przypon strzałowy i umożliwia dalekie rzuty ciężkimi zestawami.

W Dziećkowicach są też partie dna umocnione ostrymi kamieniami. Przy łowieniu w takich miejscach żyłka może się nie tylko uszkodzić, ale i uwięznąć między kamieniami. Zakładam wtedy luźno na żyłkę powyżej zestawu półmetrową rurkę silikonową. Rurka chroni końcowy odcinek żyłki przed zaklinowaniem i ułatwia wyciągnięcie zestawu spośród kamieni.

Grzegorz Jaromin
Mysłowice
notował J.K.

W swojej ojczyźnie, w południowo-wschodniej Europie, karpie przystępują do tarła w maju, kiedy temperatura wody przekroczy 20 st. C. W Polsce tarło udaje się zazwyczaj tylko w warunkach hodowlanych. Dla tarlaków przygotowuje się specjalne płytkie i zarośnięte stawy, w których woda szybko się nagrzewa. W warunkach naturalnych karpie wycierają się rzadko i przeważnie w czerwcu albo w lipcu. Tarlaki, którym nie udało się złożyć ikry i mleczu, muszą je wchłonąć, co trwa kilka miesięcy i źle się odbija na ich kondycji. W następnym roku takie ryby przeważnie nie są w stanie przystąpić do rozrodu, a jeśli nawet wytworzą ikrę i mlecz, to efektywność ich tarła jest mizerna.

Mój ulubiony zestaw na duże karpie to haczyk nr 1 (do kulek o średnicy 20 – 22 mm) na półmetrowym przyponie z linki kompozytowej FireLine. Linka ta jest dość sztywna. Karpiom to nie przeszkadza, korzyść zaś jest taka, że podczas dalekich rzutów przypon się nie plącze. Włos zabezpieczam na trzonku haczyka rurką termokurczliwą, żeby się nie podwinął do góry. Tak samo chronię też krętlik. Dzięki temu mniejsze jest ryzyko, że się wokół niego owinie przypon. Ponieważ zazwyczaj łowię około 100 m od brzegu, obciążam zestaw ołowiem o masie 100 – 120 g założonym na krótką rurkę antysplątaniową. Rurka opiera się na plastikowym koraliku.

Kiedy używam kulek pływających, 5 cm od haczyka zaciskam pojedynczą śrucinę, żeby kulka nie wypłynęła za wysoko nad dno.

Poprzedni artykułBEZ PAMIĘCI ANI RUSZ
Następny artykułPIERWSZE WĘDZISKO TELESKOPOWE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisment -

Most Popular

Recent Comments