czwartek, 30 czerwca, 2022

DOLINA SŁUPI

Park Krajobrazowy „Dolina Słupi” powstał w 1981 r. Jego powierzchnia, łącznie z otuliną, obejmuje ponad 120 tys. ha, z czego 70% stanowią lasy. Oś parku wytycza Słupia wraz z dorzeczem. Wzniesienia terenu wahają się od 20 do 160 m n.p.m. tworząc krajobraz o charakterze podgórskim z bogatą szatą roślinną, licznymi strugami i zbiornikami wodnymi (na obszarze parku znajduje się 58 jezior!).

Słupię i jej dopływy zasiedlają pstrągi potokowe i lipienie, czasem trafia się pstrąg tęczowy. Prawdopodobnie utrzymuje się tu jeszcze, w śladowych ilościach, troć jeziorowa, a pod zaporę elektrowni w Krzyni docierają trocie wędrowne i łososie. Ponadto w rzece są klenie, jelce, miętusy, głowacze białopłetwe, minogi strumieniowe i węgorze. Wiosną z Jeziora Głębokiego do rzeki wpływają duże ilości płoci i uklei. W ślad za nimi podążają szczupaki i okonie.

Dolina Słupi, bogato ukształtowana przez naturę i rzadko zaludniona, otoczona zielonym wieńcem lasów, to wymarzony teren na wędkarskie wyprawy z dala od cywilizacji. Status Parku Krajobrazowego ochronił Słupię przed inwestycjami, zabudową brzegów i hodowlami tęczaków, których tak wiele powstało nad innymi rzekami.

Ciekawostką parku jest system energetyczny na Słupi. Na przełomie XIX i XX wieku między miejscowościami Soszyca i Krzynia powstały cztery elektrownie wodne i związane z nimi jeziora zaporowe, kanały, podziemne sztolnie, zapory i budynki. Całość stanowi unikatowy w kraju zespół elektrowni wodnych, który pracuje nieprzerwanie blisko sto lat. W najstarszej elektrowni Struga w Soszycy do dziś funkcjonują żarówki zainstalowane w 1898 roku, co jest odnotowane w Księdze Guinnessa.

W chwili powstania parku obfitość ryb w środkowej Słupi zachwycała spiningistów i muszkarzy. Dominującym gatunkiem był lipień, występujący w licznych stadach we wszystkich partiach rzeki. Największe sztuki dochodziły do kilograma, przy długości 45 – 52 cm. Jesienią, w krystalicznie czystej wodzie, na jasnych płatach dna, lipienie można było podpatrywać nawet bez polaroidów. Brały dobrze zarówno na muchy mokre i suche, jak i na podawane z brzegu, podciągane oraz przeprowadzane w poprzek nurtu nimfy.

Urozmaicone koryto rzeki, z wieloma zakolami, dołami i przeszkodami w nurcie, jest również idealnym siedliskiem dla pstrągów potokowych. Podczas cieplejszych zim stawały się aktywne już w lutym i marcu. Skuteczną w tym okresie przynętą były srebrne i mosiężne wahadłówki oraz streamery wykonane z piór tzw. mallardów. Najczęściej łupem wędkarzy padały sztuki w granicach 35 – 45 cm, ale zdarzały się też znacznie większe, niektóre podchodziły pod sześćdziesiątkę. Prawdziwym wędkarskim świętem był okres rójki jętki majowej. Często owady zaczynały się roić w południe i trwało to do zmierzchu, a dorodne klenie, potokowce i lipienie dosłownie się nimi obżerały, niemal całkiem ignorując obecność nad wodą pojedynczych muszkarzy.

Autochtoni zamieszkujący okoliczne wsie łowili ryby na spławik, a na noc zastawiali sznury na węgorze, klenie i miętusy. Znacznie uciążliwsze dla rzeki stały się najazdy pseudowędkarzy. Przeczesywali oni wodę zabójczymi dla lipieni i pstrągów zestawami z „ziarkiem”, czyli ikrą troci. I czynią to nadal wszędzie tam, gdzie te ryby jeszcze są. Na śródleśnych łączkach, z dala od szosy, czują się pewnie i bezkarnie, bo Straż Rybacka w te rejony zapuszcza się nader rzadko.

Mimo tych najazdów pogłowie pstrągów i lipieni, chociaż znacznie uszczuplone, wciąż się w Słupi utrzymywało. Na początku lat dziewięćdziesiątych zaczęło jednak przybywać muszkarzy, którzy o każdej porze roku penetrowali nim-fami, i to nadzwyczaj skutecznie, wszystkie rewiry rzeki. Zawody wędkarskie, nie tylko nad Słupią, rozgrywano w owym czasie z pominięciem zasady „no kill”. Brzegi Słupi są twarde, łatwo dostępne, woda czytelna, niezbyt głęboka i szeroka, co pozwala wjechać z przynętą w każdy dołek, pod każdy krzak. Nic dziwnego, że lipieni, szczególnie większych, zaczęło gwałtownie ubywać, co odbiło się negatywnie na efektywności tarła.

Na domiar złego mniej więcej w tym samym okresie na Pomorzu gwałtownie wzrosła liczba wydr i norek amerykańskich. Zwierzęta te, nie mając wrogów naturalnych, rozmnożyły się ponad miarę. Najpierw wytrzebiły szczury piżmowe i karczowniki, których nad Słupią już się nie spotyka. Później zaczęły dziesiątkować lipienie i pstrągi potokowe, szczególnie zimą, gdy inne ryby spłynęły do jezior. Wędkarze coraz częściej napotykali nad brzegami ponadgryzane, niedojedzone szczątki ryb. Szczególnie groźne dla gniazdujących nad rzeką ptaków są niezwykle zwinne norki amerykańskie, które w szybkim czasie wyparły norki europejskie. Wyjadają ptakom jaja i pisklęta, potrafią uśmiercić zajęczy miot, czasem ot tak, dla zabawy i rozładowania nadmiernego temperamentu.

Nad Słupią została zachwiana równowaga w przyrodzie, lecz ani leśnicy, ani pracownicy parku oraz ichtiolodzy tego problemu nie dostrzegają. W folderach i opracowaniach turystycznych Dolinę Słupi wciąż reklamuje się jako pełną harmonii enklawę przyrodniczą i atrakcyjne łowisko wędkarskie, co mija się z prawdą. Z ostatnich raportów Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Gdańsku wynika, że wody Słupi oraz sąsiedniej Łupawy z Bukowiną i Charstnicą zawierają bakterie coli typu kałowego, związki fosforu i azotyny. Na wielu odcinkach rzeki te mają wody pozaklasowe.

Ale najgorsze dopiero miało nadejść. I nadeszło. Kilka lat temu do Słupi i do innych rzek Pojezierza Kaszubskiego dobrały się ekipy „kolesiów” wyposażone w plecakowe agregaty prądotwórcze, wybijając niemal wszystko, co w tych rzekach pływało. Rosnące bezrobocie oraz bieda w okolicznych miastach i popegeerowskich wsiach wzmogły także kłusownictwo na jeziorach znajdujących się w otulinie parku.

Rzeka nic nie straciła ze swej urody, ale dziś nawet wielogodzinne wędkowanie nie przyniesie wyników. Zdobyczą może być co najwyżej mizerny klenik, jelec lub uklejka. Czasem z podbitej żwirem bystrzynki wyskoczy do muszki niewielki, ocalały z pogromu pstrąg albo lipień, lecz ich szanse na dłuższy żywot i choćby jedno tarło są minimalne. Gdy podrosną do 15 – 20 cm, już będą się nadawały na patelnię.

Robert Tracz

Poprzedni artykułGLOWACICA PO MONGOLSKU
Następny artykułŚWINKA NA SPINING

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisment -

Most Popular

Recent Comments