niedziela, 4 grudnia, 2022
Strona główna Łowisko ZAPOMNIANE WYROBISKO

ZAPOMNIANE WYROBISKO

Patrząc z wysokiego brzegu można w okresie tarła zobaczyć niejedną medalową sztukę. Ale zobaczyć to jeszcze nie znaczy złowić. Na przeszkodzie stoją łany zielska, muliste dno i niezwykła ostrożność dużych linów, które są ulubionym celem moich wędkarskich wypraw. Mnie z kolei w pokonywaniu tych przeszkód pomaga dobra znajomość łowiska, regularne, ale oszczędne nęcenie
i delikatny zestaw dostosowany do tutejszych warunków.

Przygotowanie miejsca
Całe wyrobisko ma podobną głębokość, w granicach 2 – 2,5 m, i całe jest równo zarośnięte. Łowić można wszędzie. W końcu kwietnia, gdy zaczyna się linowy sezon, wśród roślin przygotowuję sobie oczko. Wchodzę w woderach jak najgłębiej do wody i zarzucam grabie na 10-metrowej lince. Czyszczę z zielska i glonów prostokąt dna o wymiarach 2 na 3 metry. Wygrabione zielsko podciągam w stronę brzegu, ale z wody go nie wyjmuję. Doprowadzenie wygrabionej ścieżki do samego brzegu odsłoniłoby linom widok na wędkarza. A że woda w Bagrach jest bardzo czysta, wolę nie ryzykować. Poza tym przypuszczam, że na dużej odsłoniętej przestrzeni ryby wychowane w zarośniętym zbiorniku czują się niepewnie. Dotyczy to zwłaszcza dużych linów, które – jak się przekonałem – rzadko biorą, kiedy łowisko jest wygrabione do samego brzegu i w zwabieniu ich nie pomaga nawet długie nęcenie.

Oczko czyszczę co kilkanaście dni. Usuwam narosłe glony i naniesione przez wodę rośliny, a przy okazji zgarniam z dna skwaśniałe resztki zanęty. Te zabiegi płoszą liny tylko na krótko. Gdy zmącona woda się ustoi, zaraz przypływają, by z poruszonego mułu wybierać ślimaki i larwy owadów. Przeważnie czyszczę oczko na koniec zasiadki i łowię w tym miejscu dopiero następnego dnia, ale zdarzyło się i tak, że liny brały już po dwóch godzinach.

Nęcenie
Necę firmowymi zanętami na liny i karasie i żadnej wyraźnie nie preferuję. Ich skuteczność jest podobna. Wybieram więc te, które mają ciemny kolor, bo dno łowiska jest prawie czarne, a woda bardzo czysta. Lepiej więc jeżeli niezbyt mocno odcinają się od dna. Nęcąc wśród zielska jasną zanętą łowiłem ryby drobniejsze niż zazwyczaj. Prawdopodobnie u dużych linów jasna plama na ciemnym dnie wzbudza podejrzenia. Ciemna zanęta jest też rzadko zauważana przez kaczki. Na Płaszowskich Bagrach jest ich mnóstwo i potrafią całym stadem wyjadać wrzuconą do wody zanętę. Żeby nie zwracać ich uwagi, zanęcam łowisko zawsze przed świtem.

Na jeden raz rozrabiam pół kilograma zanęty. Przy regularnym nęceniu linów (codziennie albo co drugi dzień) więcej nie potrzeba. Dużą ilością zanęty można wodę szybko zakwasić. Jak ważne jest systematyczne nęcenie, przekonałem się w zeszłym roku. Przez 40 dni nęciłem codziennie, łowiłem też niemal każdego dnia i prawie nigdy nie wracałem do domu o kiju, bo ryby przypływały jak do karmnika.

W wodzie, którą rozrabiam zanętę, zawsze rozpuszczam kostkę cukru. Gdy mam zamiar łowić na przynęty mięsne, do porcji zanęty dodaję tabliczkę (10 dag) mrożonej ochotki. Chodzi o zapach, a nie o to, żeby ryby mogły wybierać larwy. Dlatego rozmrożoną ochotkę mieszam z suchą zanętą, która wchłania mokrą zawartość larw. Już po chwili ochotki w zanęcie prawie nie widać, za to zostaje jej zapach. Po kwadransie ostatecznie dowilżam zanętę lekko osłodzoną wodą.

Kulki wielkości mandarynki wrzucam punktowo na środek wygrabionego oczka; 2/3 całej porcji przed łowieniem, resztę na odchodnym. Kiedy łowię na ciasto, to do drugiej porcji dokładam trochę rozdrobnionej przynęty.

Zestaw
Na wędkę zakładam 10-gramowy spławik typu waggler z długą antenką z pawiego pióra. Długi i ciężki waggler jest mało wrażliwy na fale i dobrze pokazuje podnoszone brania. Mocuję go na stałe. Całe obciążenie, z wyjątkiem jednej małej śruciny, skupiam pod spławikiem, żeby przynęta opadała powoli i swobodnie się ułożyła na dnie. Zależy mi na tym dlatego, że i liny, i towarzyszące im karasie czasem biorą z opadu. Śrucinę zaciskam nad 30-centymetrowym przyponem z żyłki 0,14 mm. Przy dobrej pogodzie ustawiam taki grunt, żeby przynęta opierała się o dno. Kiedy wieje albo brania są słabe, kładę na dnie cały przypon i śrucinę, bo te ryby wędrującej przynęty nie lubią. Haczyki (nr 14 z krótkim trzonkiem) powinny być ciemne, żeby się kolorem nie odróżniały od przynęty.

Przynęta
W maju łowię liny na czerwone robaczki albo na rozgniecione wodne ślimaki. W chłodnej wodzie mięsne przynęty są skuteczniejsze od roślinnych. Mogę sobie na nie pozwolić tylko w maju, bo rozpanoszone w Bagrach drobne okonie nie są wtedy jeszcze zbyt natarczywe. Kiedy nie dają już żyć, zaczynam z konieczności łowić liny na ciasto i pęczak. Jedyny wyjątek robię po czyszczeniu oczka. Liny z wielkim łakomstwem wybierają wtedy larwy z poruszonego dna i na przynęty roślinne w ogóle nie zwracają uwagi.

Od czerwca do września łowię głównie na ciasto z grysiku. Szykuję sobie zawsze dwa, a jeżeli mam czas, to nawet cztery jego rodzaje: żółte i brązowe o zapachu wanilii, a dodatkowo dwie porcje o tych samych kolorach, ale bez zapachu. Wszystkie słodkie.
Na co dzień łowię na żółte ciasto waniliowe. Jeżeli liny żerują bardzo dobrze, a także gdy biorą drobne sztuki, to na haczyk zakładam ciasto brązowe, też o zapachu wanilii. Uważam bowiem, że duże liny nieufnie podchodzą do jaskrawych kolorów (wspominałem już o tym, gdy była mowa o zanęcie). Kiedy brań nie ma albo są bardzo słabe, stosuję na przemian ciasto waniliowe i bez zapachu, by wypróbować, które będzie lepsze.

Czasami się zdarza, że brania są chimeryczne, niezdecydowane. Liny trącają przynętę, próbują ją, ale nie zjadają. Wtedy sięgam po pęcak parzony z cukrem waniliowym i barwiony na czerwono. Prawie zawsze mam wtedy zdecydowane brania.

Łowienie
Na haczyk zakładam jednego czerwonego robaka przekłutego na trzy razy, małego ślimaczka wodnego albo ciasto. Na nieregularną bryłkę ciasta, wyrwaną z większej porcji, mam zawsze więcej brań niż na ugniecioną z niego kulkę. Grot haczyka zostawiam na wierzchu. Zacinam na pierwszy ruch spławika. Próbowałem zwlekać, ale miałem przez to dużo pustych brań, a liny i tak były zaczepione za wargę.
Często oprócz linów w zanętę wchodzą karasie. Ich brania poznaję po milimetrowych ruchach spławika w górę i w dół. Czekam wtedy na zdecydowany odjazd albo zatopienie antenki i dopiero wtedy zacinam.

Patrząc na łowisko z wysokiego brzegu zauważyłem, że czasem duże liny nie wchodzą w oczko, tylko zatrzymują się nad zaroślami na krawędzi czystego dna. Kiedy więc przez długi czas wyciągam wyłącznie drobnicę, zdejmuję śrucinę z żyłki i zarzucam zestaw na roślinność dookoła oczka. Przynętą jest wtedy żółte ciasto, które dobrze widać między zielskiem. Ciasto osiada na roślinach i jest szansa, że znajdzie je lin, który boi się podejść do zanęty. Często przy tym trafiają się brania z opadu. Co pięć minut przerzucam zestaw w inne miejsce, a po kilku razach wracam do łowienia w oczku. Stosuję ten manewr tylko przy bezwietrznej pogodzie. Zestaw znoszony przez wiatr grzęźnie w zielsku.

Z linami bywa różnie. Czasem po kwadransie mam komplet, który nie mieści się w wiaderku, czasem przez tydzień łowię jedną dobrą rybę i to w dodatku karasia. Najbardziej mnie jednak cieszy, że nauczyłem się skutecznie łowić w zielsku.

Robert Salamon
Kraków

Z WIEKIEM CORAZ LEPIEJ

Wyrobiska to zbiorniki bardzo różne. Najczęściej zasilają je wody gruntowe i opadowe, i choć nie wysychają zupełnie, to w czasie suszy poziom wody wyraźnie się obniża. W małych może obniżyć się nawet do granic uniemożliwiających rybom przeżycie, w dużych, kilkudziesięciohektarowych, przypominających już jeziora, sezonowy ubytek wody jest bez znaczenia.

Rybom żyjącym w gliniankach i wyrobiskach pożwirowych przeważnie brakuje pokarmu. Tak jest w nowo powstałych, a sytuacja tylko nieznacznie staje się lepsza, jeżeli akwen istnieje kilkanaście lat. W tym czasie bowiem rozwinęło się w nim podwodne życie, zarówno roślinne, jak i zwierzęce. W praktyce jednak, w naszym kraju każdy kawałek wody jest wykorzystywany wędkarsko i kiedy tylko pozwalają na to okoliczności, jest zarybiany. Oczywiście podstawowymi rybami, którymi takie zbiorniki się zarybia są karpie. Niedostatki naturalnego pokarmu uzupełniają one zanętami, których wędkarze nie szczędzą. Karpie unikają przy tym złowienia, bo szybko się uczą i wyjadają zanętę nocą, gdy nad wodą jest spokój i nie ma wędkarzy. Dlatego w wyrobiskach trafiają się rekordowe okazy tego gatunku, które w normalnych warunkach długo musiałyby żyć dla osiągnięcia takich gabarytów.

Karpie podczas żerowania powodują silne zmętnienie wody, co ogranicza w wyrobisku rozwój roślinności wodnej, która jest niezbędna prawie wszystkim rybom na tarliska, a później służy za miejsce podchowu rybiego drobiazgu. Ale prawdziwa tragedia dla wyrobiska następuje, gdy zarybiane jest amurami. Niestety, jest to częsta praktyka, a co najbardziej dziwi takie zarybienia przeprowadzają również ichtiolodzy. Ryby te potrafią całkowicie wyjeść roślinność w małym zbiorniku, tym samym niszczą tarliska ryb, a wydalając duże ilości odchodów zwiększają zmętnienie wody i przyczyniają się do długiego utrzymywania się zakwitów glonów.

Czasami zarybianie amurami jest uzasadnione, ale powinno się odbywać pod szczególnymi rygorami. Przede wszystkim wpuszczamy kilka ryb i liczymy na to, że swoją pracę podwodnej kosiarki, zrobią przez kilka lat i nie spowodują gwałtownych zmian w wyrobisku.
Bardzo rzadko wyrobiska zarybiane są drapieżnikami, a szkoda. W małych zbiornikach bowiem szwankuje proces, który przez ichtiologów nazywany jest rekrutacją, określający jak dużo ryb młodszych roczników przeżywa i staje się rybami dorosłymi. Ryby spokojnego żeru jakoś dają sobie radę, natomiast gorzej jest właśnie z drapieżnikami. Drastyczne zmiany warunków środowiska, na przykład temperatury, natlenienia, powodują śmierć całych ich pokoleń.

O drapieżniki zaś szczególnie warto zadbać, bo spełniają co najmniej dwie ważne role. Trzymają w ryzach populacje drobnych ryb planktonożernych, które przyczyniają się do powstawania zakwitów. Dzięki dużej ilości drapieżników można więc utrzymać dobrą jakość wody przez długi czas. Drugą istotną ich funkcją jest niedopuszczanie do karłowacenia płotek, karasi, leszczy i innych ryb, które w obecności drapieżników szybciej rosną i formują zdrowsze populacje.

Poprzedni artykułPŁOCIE NA GROCH
Następny artykułZ WIEKIEM CORAZ LEPIEJ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisment -

Most Popular

Recent Comments