piątek, 7 października, 2022
Strona główna Bez kategorii JAK ZROBIĆ DOBRY WOBLER

JAK ZROBIĆ DOBRY WOBLER

Do dziś pamiętam minę mego przyjaciela, gdy fatalnym rzutem zerwałem przynętę, którą parę godzin wcześniej sam mu podarowałem. Było to nad brzegami Raby. Pojechaliśmy tam, by testować wykonane przeze mnie woblery. Z kilkudziesięciu sztuk, które ze sobą wziąłem, wybrałem jeden, pierwszy z brzegu. – Weź go sobie na pamiątkę – powiedziałem i zabrałem się do swojej roboty.

Testy polegały na sprawdzaniu, czy prąd wody nie wyrzuca woblera na powierzchnię, czy on się odpowiednio zanurza i czy ma właściwą akcję. Jeśli któryś z nich zachowywał się w wodzie nie po mojej myśli, przyginałem mu zaczep albo ster. Potem zajmowałem się kolejnym egzemplarzem. Sprawdzałem je i jednocześnie łowiłem, bo na tym to sprawdzanie polegało.

Po kilku godzinach mój przyjaciel, który łowił wyłącznie darowanym mu woblerem, miał na swoim koncie siedem sandaczy. To nie mógł być przypadek. Poprosiłem, żeby dał mi na chwilę swój kij. Kilka razy przeciągnąłem woblera w płytkiej wodzie, tuż pod nogami, żeby go dobrze widzieć. Drobił ogonkiem i błyskał bokami jakby był stworzony dla sandaczy. Zamachnąłem się, żeby go rzucić w nurt. Żyłka owinęła się dookoła szczytowej przelotki, czego nie zauważyłem i wobler poszedł. Na szczęście nie mam kłopotu z odtworzeniem żadnej wykonanej przez siebie przynęty. Po kilkuletnich doświadczeniach wiem, że jednym z najważniejszych czynników wpływających na akcję woblera jest dociążenie: jego wielkość i usytuowanie w korpusie.

Podstawowym materiałem do wyrobu moich woblerów jest drewno starej topoli, które już zaczęło próchnieć. Jest ono lżejsze od drewna zdrowego. Trochę przypomina twardą balsę, ale ma bardziej zwartą strukturę. Klocek tego drewna obrabiam z grubsza nożem, a ostateczny kształt nadaję mu papierem ściernym. Następnie piłką robię podłużne nacięcia na drut i dociążenie oraz rowek, w którym zostanie umieszczony ster. Teraz kolej na stelaż. Najczęściej wykonuję go z dentalu, ale równie dobrze można do tego użyć biurowych spinaczy.

Ster robię z poliwęglanu. Jest to nowoczesne tworzywo podobne do pleksi, które jednak tym się od niego różni, że daje się wyginać. (Łatwo sobie wyobrazić zalety tego tworzywa. Dzięki jego właściwościom duże korekty można robić nawet nad wodą, tak ustawiając ster, żeby wobler uzyskał pożądaną akcję.) Do wypełnienia szczeliny, w której tkwi ster, potrzebny będzie dwuskładnikowy klej epoksydowy, np. UHU Plus (tężeje w ciągu pięciu minut). Grzbiet woblera maluję czarnym wodoodpornym markerem N50 Pentel, a boki i brzuch perłowym lakierem, po czym cały wobler, ale jeszcze bez steru, zanurzam w rzadkim lakierze nitro. Gdy przeschnie, zanurzam go znowu. Powtarzam to kilka razy. Daje to bardzo trwałą powłokę. Nim zanurzę woblera w lakierze po raz ostatni, przyklejam mu oczy wycięte z samoprzylepnej folii, a czerwonym foliopisem rysuję łuki skrzelowe.

Jak widać, zrobić woblera wcale nie jest trudno. Na pewno pierwsze egzemplarze będą niezgrabne i – jak to się mówi – grubo ciosane. Ale nie wyrzucajcie ich. Kiedy nabierzecie wprawy, dokonacie niewielkich przeróbek i będziecie mieli całkiem dobre przynęty. Do własnoręcznego robienia woblerów zachęcam dlatego, że w sklepach są one drogie i potem, żeby ich nie stracić, będziecie unikać zaczepów jak zarazy. A wtedy kończy się łowienie, bo tam, gdzie nie ma zaczepów, rzadko da się złowić rybę.
Jak już wspomniałem, wszystkie woblery maluję jednakowo: czarny grzbiet, białe lub perłowe boki i taki sam brzuch. Jak na razie takie malowanie sprawdza mi się na wszystkich łowiskach. Powód, moim zdaniem, jest prosty: tak przecież ubarwione są ryby, na które polują drapieżniki.

Obmyślając projekt woblera, z góry przewiduję, gdzie i jakie ryby będę na niego łowił. Muszę mu więc nadać prawidłową akcję, czyli należycie ustawić ster, a właściwe (co do wielkości) obciążenie wkleić w odpowiednim miejscu.

Ktoś, kto nie ma doświadczenia, może z tym mieć kłopoty. Moja rada dla początkujących jest więc taka. Należy wykonać trzy bardzo do siebie podobne korpusy woblerów i wkleić w nie stelaż z drutu. W każdym korpusie wypiłować obok siebie po trzy nacięcia na stery. W brzuszkach wywiercić, wiertłem o średnicy 5 mm, otwór pomiędzy szczeliną na ster i uszkiem do mocowania brzusznej kotwicy oraz kilka takich samych otworów za tym uszkiem w kierunku ogona. Korpusy dokładnie pokryć lakierem.

Przygotować rozmaite pod względem rodzaju i wielkości stery, a także pręty ołowiu o średnicy około 5 mm, pocięte na kawałki o różnej długości, od 0,5 do 1 cm. Dzięki tym woblerom poznamy zasady, jakimi się te przynęty rządzą. Doświadczenia będziemy przeprowadzać w wypełnionej wodą wannie. Wkładając po kolei rozmaite stery w różne szczeliny i dociążając korpusy za każdym razem w innym miejscu ołowiem o różnej wadze zobaczymy, jak pod wpływem tych czynników zmienia się akcja naszych woblerów. Do dzieła, a właściwie do rękodzieła, zabierzmy się dopiero wtedy, gdy te zależności poznamy choćby z grubsza.

I jeszcze jedna rada. Opłaci się robić po kilkanaście woblerów naraz. Można wtedy dla całej partii przynęt wygiąć drut, wyciąć oczka, przygotować odpowiednią porcję lakieru…

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisment -

Most Popular

Recent Comments