czwartek, 30 czerwca, 2022
Strona główna Spławik KANAŁOWE PŁOCIE LATEM

KANAŁOWE PŁOCIE LATEM

Na Kanale Żeglownym we Wrocławiu łowię często. Z domu mam dziesięć minut piechotą, więc łatwo mi tam wyskoczyć po pracy na ryby. Wędkarzy jest tu sporo, zwłaszcza wiosną, kiedy ryby najlepiej biorą. Stali bywalcy mają swoje miejsca, których nikt, zgodnie z niepisanym prawem, im nie zajmuje. Najwięcej jest tu leszczy, ale są także karpie, karasie i płocie, które lubię łowić najbardziej. Płocie zawsze najlepiej brały wiosną, do początku czerwca, później trafiały się już tylko przypadkiem. Wędkarze mówili, że stąd odchodzą i wracają dopiero na zimę. Ja natomiast byłem zdania, że po prostu latem mają dużo naturalnego pokarmu i dlatego trudniej je złowić. Postanowiłem to udowodnić i znaleźć receptę na kanałowe płocie latem.

Wszyscy wędkarze nęcą tu pęcakiem i ryby są do niego przyzwyczajone. Ja dodałem jeszcze truskawkowego aromatu.
Po dziesięciu dniach systematycznego nęcenia byłem pewien sukcesu, spotkało mnie jednak rozczarowanie. Trzy dni przesiedziałem bez żadnego brania. Postanowiłem więc spróbować szczęścia z inną, szybciej działającą zanętą. Własną, sprawdzoną na płociach bazę uzupełniłem gardonsem w płynie Sensasa. W czasie dwóch zasiadek złowiłem kilka karasi, ale żadnej płoci, dla których przecież atraktor był przeznaczony. Płociowa zanęta Gutkiewicza przyniosła mi dla odmiany parę leszczy. Skoro krajowy mistrz nie dał rady poszedłem oczko wyżej i kupiłem płociową zanętę Marcela van Den Eynde. W domu rozerwałem torebkę, żeby sprawdzić jak zanęta wygląda i czym pachnie. Zaskoczyło mnie, że czuć w niej gołębie odchody. Okazała się jednak strzałem w dziesiątkę. Płocie doceniły autorytet mistrza świata i nareszcie zacząłem je łowić. Żeby obniżyć koszty, rozcieńczam Marcela w stosunku 1:4 dodając kaszę kukurydzianą, otręby pszenne i płatki owsiane, a tuż przed łowieniem 5% gotowanych konopi.

Najlepszą przynętą okazały się przetarte w zanęcie białe robaki. Płotki najlepiej biorą, kiedy na haczyk zakładam dwie sztuki. Początkowo po złowieniu kilku większych płoci zakładałem na haczyk więcej robaków, ale wtedy brania się kończyły. Co kilka minut zmniejszałem ich liczbę o jednego robaka. Kiedy na haczyku znów pojawiły się tylko dwa, ryby zaczynały brać.

Płocie w kanale łowię tylko na przystawkę ze spławikiem. Inne metody, na przykład przepływanka lub koszyczek zanętowy, wypadły dużo gorzej. Zestaw jest przegruntowany zależnie od głębokości i uciągu wody. Przy głębokości 2,5 m i średnim prądzie jest to 1 – 1,5 m. Spławika używam takiego jak do przepływanki, o wyporności 7 g. Obciążam go jedną oliwką. Z początku dawałem śrucinę dociążającą na przypon, żeby spławik szybciej pokazywał branie, ale różnicy w połowach nie było. Duże znaczenie miała za to długość przyponu. Początkowo stosowałem przypony krótkie, 20-centymetrowe, bo chciałem szybko zobaczyć branie, ale rybom one widać nie odpowiadały. Po wydłużeniu przyponu do 50 cm, brań było dużo więcej.

Zestaw zarzucam na odległość nie większą niż 10 – 15 metrów. Dalej tracę już nad nim kontrolę. Jest to spowodowane długością wędki (korzystam z 4,2-metrowej odległościówki, lepsza byłaby bolonka). Wędzisko musi być umieszczone na podpórkach tak wysoko, żeby żyłka między końcówką wędki a spławikiem wisiała w powietrzu. Biegnie ona wtedy prosto, co pozwala na skuteczne zacięcie. Jeśli końcowy fragment żyłki położy się na wodzie, prąd wygnie ją w łuk i przy delikatnym braniu trudno będzie coś złowić.

Wbrew zwyczajom nie zaczynam od nęcenia. Najpierw zarzucam zestaw, ustawiam kij na podpórkach (im silniejszy prąd, tym bardziej pionowo), i patrzę, gdzie spławik się ustawi. Robię ślad flamastrem na żyłce (pomaga to trafiać zawsze w to samo miejsce) i dopiero wtedy rzucam zanętę. Na jedno łowienie zużywam 2 kg suchej mieszanki. Robię z niej kule wielkości piłki tenisowej. 1/3 kul ściskam bardzo silnie. Długo się wtedy rozmywają i wabią ryby po dłuższym czasie. Pozostałe ściśnięte są słabiej. Mają rozpadać się po wrzuceniu do wody i wabić ryby od razu.

Pierwsze zawsze przypływają drobne płotki, mierzące mniej niż 15 cm. O ich obecności świadczą drgania spławika. Te maleństwa trudno zaciąć, więc co kilkanaście minut zmieniam tylko poszarpane i wyssane robaki. Po dwóch godzinach od nęcenia przypływają większe, mające do 30 cm. Ich brania są również delikatne, ale inne niż uderzenia drobnicy.

W przystawce zestaw jest mocno przegruntowany i żeby ryba zatopiła spławik, musi go długo ciągnąć. Branie płoci można poznać po wysadzeniu spławika lub jego przesunięciu po powierzchni wody. Takich brań, kiedy spławik nurkuje pod wodę, zdarza się kilkanaście w roku i najczęściej jest to sprawka karpi. Złowione płocie mają wnętrzności wypełnione zanętą, tak jakby się wcześniej najadły i wróciły ponownie. Dlatego tak ważny jest dodatek konopi, które przyspieszają przemianę materii. Dzięki temu ryby wcześniej odczuwają głód.

Grzegorz Nebelski

Poprzedni artykułGODNY PRZECIWNIK
Następny artykułLETNIA WYPRAWA NA KLENIE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisment -

Most Popular

Recent Comments