sobota, 1 października, 2022

GODNY PRZECIWNIK

Nad Wisłę pojechałem o siódmej wieczorem. Przygotowałem ciężki spining z 20-centymetrowym twisterem na główce ważącej 15 gramów, przywiązanej do żyłki 0,40. Rzuty zacząłem od podstawy główki i posuwałem się aż do jej szczytu. Tam zająłem się główną rynną. Macałem ją metr po metrze i od czasu do czasu rzucałem w zalewisko pod zatopione do połowy drzewo. Po którymś poderwaniu gumy z dna poczułem przytrzymanie. Mocno zaciąłem i… pusto. Twister został prawie ściągnięty z jiga.


Kolejne rzuty nie przyniosły żadnego efektu. Zmieniałem więc zestaw: cieńsza żyłka (0,28) i seledynowe kopyto na poprzecznej, tzw. młotkowej główce ważącej 9 gramów. Kilkanaście rzutów i nic. Coś jest nie tak. Rzucam dalej obserwując bacznie wodę. Wreszcie – jest! W okolicy wypłycenia na środku zalewiska rozpierzchły się ukleje. Za chwilę znowu.


Teraz zmieniam gumy na 7-centymetrowy wobler imitujący ukleję. Po czwartym rzucie gdzieś na głębokości jednego metra przynęta zostaje gwałtownie zatrzymana. Zaciąłem jak w beton, zaraz też odezwał się hamulec. Sum zszedł na dno i uciekł do głównej rynny. Tam przystanął, ale szarpnięciami zmusiłem go do ruchu.


Od początku obrał złą taktykę. Ruszył pod prąd do szczytu główki. Gdy tam dotarł, zawrócił w dół rzeki. Ale tam nie mogłem go puścić, bo gdyby minął następną główkę żyłka przetarłaby się o jej kamieniste brzegi. Zacząłem go więc ściągać w zatokę, on jednak natychmiast odbił w stronę środka rzeki. I tu popełnił największy błąd. Zamiast uciekać w dół rzeki, popłynął pod prąd, aż do szczytu mojej główki. Przeszedłem na drugą stronę i próbowałem skierować go w górną zatoczkę, bo tu dno jest bez zawad. Ale na to był jeszcze zbyt silny. Odbił w główny nurt, powędrował kilka metrów pod prąd. I wreszcie, gdy zawrócił, udało mi się go ściągnąć tam, gdzie chciałem. Teraz kręcił się na kilku metrach kwadratowych. Nadal się nie pokazywał, ale jego odejścia nie były już tak dynamiczne. Te kilkanaście minut walki wyraźnie go osłabiły. Bez pośpiechu, lecz stanowczo zacząłem go podprowadzać do brzegu. Pierwszy chwyt za dolną szczękę był nieudany. Sum przewinął się zostawiając mnie z poranionym drobnymi zębami kciukiem. Drugie podprowadzenie i mocnym chwytem wywlekam go na brzeg. Wszystko trwało 15 – 20 minut. Sum miał 143 cm długości i 20,40 kg wagi.


Kocham Wisłę. Wprawdzie woda w niej niezbyt czysta, ale takich emocji jak tu nie przeżyje się nigdzie.


Zbigniew Rojek

Poprzedni artykułDRGAJĄCA SZCZYTÓWKA
Następny artykułKANAŁOWE PŁOCIE LATEM

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisment -

Most Popular

Recent Comments