niedziela, 23 stycznia, 2022

WAHADŁÓWKA

Znalezienie przez archeologów na terenie byłego Imperium Romanum w wykopaliskach pochodzących z okresu starożytności, błystki wahadłowej z brązu nie było sensacją. Wszak odlewnictwo metali i kucie w brązie znane były na terenie dzisiejszej Europy dwa tysiące lat przed naszą erą. Zatem z punktu widzenia archeologii nie było w tym znalezisku nic nadzwyczajnego. Tymczasem błystka z brązu była przynętą genialną wyprzedzającą epokę: jej forma jest wytworem myślenia abstrakcyjnego, a użyty do jej produkcji materiał wskazuje na wszechstronną wiedzę jej wynalazcy. To dzięki swej genialności błystka przetrwała do dzisiejszych czasów i nie straciła nic ze swej wartości. Jej wynalezienie mogłoby być równie dobrze uwieńczeniem ludzkich poszukiwań i pomysłowości w tej dziedzinie u schyłku dwudziestego wieku. (Potrafię sobie wyobrazić ile byłoby zachwytu nad formą wahadłówki, ile podziwu dla śmiałego odejścia od „pełnych kształtów” na korzyść wygiętej metalowej blaszki. Gumki i plastiki poszłyby w kąt, zaś w pudełkach spiningistów królowałyby blaszki. A w magazynach wędkarskich ci sami, którzy dzisiaj zachłystują się tzw. nowoczesnymi przynętami, pialiby z zachwytu nad wahadłówką, również bez finansowego dopingu ze strony jej producentów).


Zapewne jednak błystka z brązu nie była pierwszą i jedyną sztuczną przynętą, jaką człowiek posługiwał się przy łowieniu ryb drapieżnych. Od początków rybołówstwa do opanowania prostej technologii odlewnictwa metali minęło około dziesięciu tysięcy lat. Przez ten czas człowiek łowił ryby przy użyciu indywidualnych narzędzi, które z całą pewnością doskonalił. Współistniejąc z dziką przyrodą uczył się z niej i na podstawie zdobytej wiedzy rozwijał i doskonalił swoje rzemiosło. Trudno nie przyjąć, że łowiąc ryby drapieżne stosował także sztuczne przynęty, które tworzył z materiałów, jakich dostarczała otaczająca go przyroda.


Biologia określiła gatunek jako stosunkowo stały w czasie (np. ichtiologia stwierdza, że okoń był takim samym okoniem pół miliona lat temu), zatem od początku uprawiania rybołówstwa człowiek łowił m.in. te same gatunki ryb, jakie łowi wędkarz współczesny. Jeśli więc stosował sztuczne przynęty, to musiały być one bardzo podobne do wielu przynęt stosowanych obecnie. Myślę, że na początku były nieudolne próby odwzorowania kształtów ryb i innych żywych organizmów będących pokarmem ryb drapieżnych. Mogły to być (i, jak sądzę, były) prymitywne pierwowzory dzisiejszych pilkerów, woblerów, sztucznych much itp.


Ich egzemplarze nie przetrwały do dzisiejszych czasów, ponieważ materia, z jakiej zostały wykonane, uległa zniszczeniu. Przetrwały natomiast haczyki wykonane z kości (i oczywiście z brązu) i być może niektóre z nich stanowiły uzbrojenie sztucznych przynęt.
Tak rozumując możemy przyjąć, że do błystki wahadłowej z brązu człowiek dochodził przez trwające wieki doświadczenia łowieckie.
Ale o wynalezieniu błystki wahadłowej z brązu mógł zadecydować przypadek. Jeżeli Archimedes odkrył swoje prawo hydrostatyki kąpiąc się w wannie (jak głosi legenda), to równie dobrze jakiś bogaty Rzymianin, amatorsko parający się rybołówstwem, w podobnych okolicznościach mógł wpaść na pomysł zastosowania błystki do połowu ryb drapieżnych. Może jego damie rozbierającej się do kąpieli wpadła do basenu gibula z brązu i przez proste skojarzenie on wpadł na genialny pomysł?

Swój ideał błystka wahadłowa osiągnęła w dwudziestym wieku. I wtedy, jak na ironię, zaczęły ją wypierać ponownie odkryte (!) sztuczne przynęty, jakby przekornie nazywane przynętami nowej generacji. A jednak błystka wahadłowa z powodzeniem utrzymuje się na wędkarskim rynku i nic nie wskazuje na to, aby kiedykolwiek mogła zostać z niego wyparta.


Mogę uchodzić za niepoprawnego entuzjastę, może nawet za fanatyka błystki wahadłowej, ale kim wobec tego jest wędkarz, który oglądając sfatygowaną kotwiczkę mojej srebrnej wahadłówki, na którą złowiłem medalowego szczupaka (leżał właśnie u naszych stóp) nie mógł się nadziwić, że „na coś takiego dał się nabrać duży szczupak”? (To jedno zdanie mówi mi wszystko o klasie tego wędkarza). Myślę, że jest on jednym z tych nowoczesnych spiningistów, którzy z góry zakładają, że skoro błystka wahadłowa jest „stara jak świat”, to musi być przeżytkiem. Może byłby zdolny ją zaakceptować gdyby mieniła się wszystkimi kolorami tęczy? Dla tego młodego człowieka, choć już ojca rodziny, z pewnością również ja byłem przeżytkiem: niepozorny szary człowiek, w nieciekawym uniformie bez zbędnych ozdóbek, posługujący się sprzętem z minionej epoki…


Na moje szczęście, jak sądzę, nie próbowałem go przekonywać, że o dużej skuteczności łowienia na spining decyduje przede wszystkim dobra znajomość łowiska i przyzwoite opanowanie wędkarskiego rzemiosła (liczy się głównie w czasie holowania ryby), zaś wszystko inne ma znaczenie drugorzędne. Żadne bowiem współcześnie wyprodukowane wędzisko, żaden kołowrotek, żadna żyłka i przynęta nie są aż tak złej jakości, by z góry przekreślały możliwość sprowokowania do ataku i wyholowania dużego drapieżnika. Rola takich czynników, jak rodzaj przynęty, jej kolor czy sposób prowadzenia jest przez niektórych teoretyków wędkarstwa po prostu przeceniana, chociaż nie przeczę, że w wielu konkretnych warunkach jest ona znaczna. Natomiast nie można doświadczeń wynikających z określonych sytuacji traktować jako zasad generalnie obowiązujących. Praktyka potwierdza, że spiningista dokładnie znający dane łowisko, uzyskuje lepsze wyniki połowów niż wędkarz nie znający łowiska, choćby nawet zaopatrzony był w cały arsenał nowoczesnych i rzekomo wyjątkowo skutecznych przynęt. Oczywiście, pod warunkiem że obaj mają solidnie przygotowany sprzęt, a ich umiejętności i psychiczne predyspozycje wykluczają możliwość popełnienia błędu w sztuce wędkarskiej.


Ten głównie „historyczny” wywód, oparty w dużej mierze na domysłach, stanowi zakończenie moich rozważań o wahadłówce. Nie wiem, na ile znajduje on swoje potwierdzenie w rzeczywistości, wiem natomiast, że okoliczności, w jakich została wynaleziona ta ciągle podstawowa i niezawodna sztuczna przynęta, są i pozostaną zagadką.


Andrzej Remlein

Poprzedni artykułW UCHO
Następny artykułWĘDKA

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisment -

Most Popular

Recent Comments