sobota, 25 czerwca, 2022
Strona główna Spinning NA OKONIE NIE TYLKO GUMY

NA OKONIE NIE TYLKO GUMY

Do 1998 roku łowiłem tylko w rzekach. Interesowałem się trociami i pstrągami. Na jeziora w ogóle nie zaglądałem. Kiedyś kolega zabrał mnie na zawody, które odbywały się właśnie na jeziorze. Wtedy przekonałem się do gum.

Teraz na zawodach zawsze łowienie zaczynam od gum. To doskonałe przynęty, sprawdzają się wszędzie. Można powiedzieć: pewniaki. W klubie Jurmen nauczyłem się wydłubywać nimi ryby, zwłaszcza okonie, niemal z każdego łowiska. Zdarza się jednak, że na okonie guma jest zupełnie nieskuteczna. Wtedy muszę sięgać po inne przynęty.

Wspomniałem już, że przez długie lata zajmowały mnie głównie pstrągi i trocie. Podstawową przynętą na oba te gatunki nie jest wcale wobler, jak uważa wielu wędkarzy, lecz wahadłówka. Przyzwyczaiłem się do tych blaszek i przy łowieniu okoni w jeziorach bardzo mi ich z początku brakowało. Przyszedł jednak taki czas, kiedy razem z kolegą zaczęliśmy wygrywać zawody łowiąc okonie wahadłówkami nad łanami podwodnej roślinności.

W wolnej przestrzeni pomiędzy powierzchnią wody a łodygami roślin przebywa drobnica. Latem jest to zjawisko powszechne. Nad zielskiem dużo drobnicy, a z zielska wyskakują do niej okonie. Z daleka widać pluskające się rybki i wzburzoną wodę, są jednak kłopoty z przynętą. Lekka nie doleci, bo podwodne krzaki są kilkanaście, czasami kilkadziesiąt metrów od brzegu. Ciężka się nie nadaje, bo okonie są tylko nad roślinami, w pasie płytkiej wody, poza roślinnością ich nie ma. Próbowaliśmy łowić je na woblery, ale już po kilku obrotach korbki na kotwiczki łapały zielsko. Za to rewelacyjne okazały się wahadłówki!

Kolega klepał je własnoręcznie z cienkiej blachy. Nadawał im dosyć wypukłe kształty, żeby nawet przy krótkim podciągnięciu się kręciły albo wykładały na boki. Ładnie pracowały, a do tego dawały się daleko zarzucić. Nie tonęły od razu, bo miały wystarczająco dużą powierzchnię. Na kotwiczkę należało koniecznie założyć coś czerwonego, np. włóczkę albo twistera.

Zdarzało się, że kiedy na zawodach tymi wahadłówkami łowiliśmy okonie, to bez pytania o zgodę podchodzili do nas inni wędkarze i łowili tuż obok. Dokładniej mówiąc, oni próbowali łowić, myśmy z kolegą rzeczywiście łowili.

W zdobywaniu doświadczeń przydawała się współpraca kolegów. Każdy coś zauważył, coś podszepnął, w czymś dopomógł. Sumowaliśmy te spostrzeżenia i wyszło nam, że na kolory wahadłówek okonie reagują równie żywo jak na barwy gum. Najpierw łowiliśmy je na srebrne blachy matowe, ale kiedy kilka okoni spadło nam w czasie holu, wszystkie przestawały się tym kolorem interesować. Wówczas zdecydowanie łowniejsze okazywały blachy żółte i złote (te kolory lubią także szczupaki).

Koloru przynęty nie można bagatelizować, dotyczy to zresztą nie tylko okoni. Czasami wystarczy zmiana nawet nie barwy, lecz jej odcienia (np. jaśniejszy lub ciemniejszy), jakaś plamka dodana flamastrem i już zaczynają się brania. Kiedyś w małej rzeczce łowiłem pstragi. Dwa dni chodziłem i nawet kontaktu z rybą nie miałem. Już na pożegnanie zacząłem łowić małym woblerem pomalowanym na wzór pstrąga tęczowego. W okamgnieniu złowiłem kilka pstrągów potokowych. Następnego dnia postanowiłem sprawdzić, co to wczoraj było: przypadek czy reguła. Na zmianę łowiłem kilkoma przynętami. Dopóki był to wobler przypominający tęczaka, miałem ryby. Gdy tylko założyłem inną przynętę, nie miałem nic.

Zbigniew Przybysławski
Koszalin

Poprzedni artykułW SYTUACJI BEZ WYJŚCIA
Następny artykułBESKO

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisment -

Most Popular

Recent Comments