wtorek, 28 czerwca, 2022
Strona główna Spinning POMYŚLAŁEM, ŻE TO PRZYPADEK

POMYŚLAŁEM, ŻE TO PRZYPADEK

Było to kilka lat temu. Czerwiec, początek sandaczowego sezonu na zbiorniku zaporowym. Od świtu sumiennie obławiam sprawdzone miejscówki. Wyniki są marne. Dwa krótkie sandacze i kilka puknięć. Razem dużo, ale w łódce tyle co nic.

Około południa, żeby nie wrócić o kiju, płynę pod brzeg, gdzie jest dużo zalanych krzaków. O sandaczach już nie myślę, ale może złowię jakiegoś szczupaka? Wody jest nieco ponad metr, więc zakładam pływającego, płytko schodzącego woblera i rzucam obok wystających z wody gałęzi. Mocne uderzenie, krótki hol i … zdziwienie, bo przy podbieraku, zamiast spodziewanego szczupaka, chlapie się dorodny trzykilowy sandacz. Pomyślałem, że to przypadek, ale kilkanaście minut później spod innego krzaka wyciągam drugiego sandacza, podobnej wielkości.

Kilka dni później znowu jestem na tym łowisku i historia się powtarza. Zamiast szczupaków wyciągam na woblery dwa sandacze. Ludzie mówią, że nic się nie zdarza przypadkowo dwa razy, a ja dwa razy złowiłem ładne sandacze w płytkiej wodzie w samo południe słonecznego dnia.

Kładę je na dnie łodzi, żeby sfotografować. Są podobnej wielkości, ale znacznie różnią się kolorem. Jeden jest jasnooliwkowy, a drugi ciemnozielony. Od razu widać, że jasny sandacz przez długi czas przebywał na płyciźnie, a ciemniejszy przypłynął z głębokiej wody na polowanie.

Dla mnie to były cenne informacje. Dowiedziałem się, że niektóre sandacze zostają po tarle na płyciznach, a inne przypływają, bo mogą tu znaleźć pożywienie. Na ogół jest przecież tak, że tarliskowych miejsc sandaczy trzymają się małe okonie.

Od tego czasu często poluję na sandacze w łowiskach płytkich i nie narzekam. Najlepsze wyniki mam na początku sezonu. Połowom sprzyja podwyższona o tej porze roku woda, która zalewa przybrzeżne krzaki. Potem woda stamtąd spływa, ale w zbiornikach zaporowych płycizn jest przecież wiele. Trzeba tylko znaleźć taką, w której leżą zatopione drzewa, gałęzie lub kamienie. Sandacze też tam na pewno będą. Płycizny mają jeszcze tę zaletę, że wędkarze je omijają, bo łowienie wcale tam łatwe nie jest.

Najczęściej łowię na woblery pływające, które nawet w czasie szybkiego prowadzenia nie zejdą głębiej niż metr pod powierzchnię. Najwięcej brań mam na dwa modele. Są to 11-centymetrowy Robinson GoodFish Bleak i 8-centymetrowy Salmo Perch. Najskuteczniejsze są woblery pomalowane tak, żeby przypominały ukleję, okonia i szczupaka (na te ryby sandacze polują). Na płyciznach gumy dają mi gorsze wyniki, może dlatego, że trzeba je szybciej prowadzić.

Woblery prowadzę agresywnie. Pociągnięcia wędziskiem sprawiają, że wobler podskakuje. Wykonuję też krótkie i mocne szarpnięcia szczytówką. Wtedy wobler wykłada się raz w jedną, raz w drugą stronę. Po kilku metrach takiego prowadzenia na chwilę zostawiam go w bezruchu, żeby się wynurzał, a po minucie zaczynam od nowa. Przy szarpaniu szczytówkę mam skierowaną w dół, żeby się wobler zatopił. Sandacze atakują go najczęściej wtedy, kiedy jest nieruchomy i kiedy się wynurza.

Sandacze atakują gwałtownie, uderzenia są wyjątkowo mocne. Połowę brań stanowią potężne kopnięcia, które wyrywają kij z ręki. Nie ma żadnych skubnięć.

W płytkiej wodzie sandacze są bardzo ostrożne, łatwo można je spłoszyć. Dlatego kilkadziesiąt metrów od łowiska wyłączam silnik i na łowisko wpływam rozpędem, a jeśli trzeba, pomagam sobie wiosłami.

Sprzęt: wędzisko 2,1 m wyrzut do 40 g, plecionka 0,12-0,15 mm i obowiązkowo wolframowy przypon, bo częstym przyłowem są szczupaki.

Tomasz Kurnik
Kędzierzyn-Koźle

(WS)

Mam dwóch przyjaciół, którzy razem łowią sandacze. Jeden z nich jest bardzo uparty, trzyma się sprawdzonych miejsc jak rzep psiego ogona. Jeżeli gdzieś trafi na sandacze, to tam tylko pływa i nie sposób go namówić na żadną zmianę. Kilka lat temu w czerwcu razem łowili sandacze w karczach. Wody było tam wtedy ponad trzy metry, ale z czasem jej poziom się obniżał. W październiku było tylko półtora metra, a w grudniu niewiele ponad metr. Mimo to nadal jeździli tam dwa razy w tygodniu i zawsze wracali z sandaczami. Do końca września sandacze brały przez cały dzień. Potem przeniosły się na głębszą wodę, ale na płyciźnie nadal pojawiały się parę razy dziennie. Brały przez kilka minut, a potem była przerwa.

Poprzedni artykułKANAŁ DYCHOWSKI
Następny artykułREGA W MRZEŻYNIE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisment -

Most Popular

Recent Comments