niedziela, 4 grudnia, 2022
Strona główna Łowisko REGA W MRZEŻYNIE

REGA W MRZEŻYNIE

Dolna Rega znana jest przede wszystkim tym wędkarzom, którzy łowią trocie i łososie. Jej brzegi są najliczniej oblegane w zimie, kiedy się rozpoczyna sezon połowu tych ryb. W ostatnich latach tłok nad Regą zrobił się jeszcze większy, bo super rzeki Słupia i Parsęta okazały się niemal bezrybne.

Gdyby wejść na najwyższy punkt w Trzebiatowie, już można by zobaczyć morze, bo na północ od miasta teren jest płaski jak stolnica. Rega wije się tam wśród zielonych łąk i trzcinowisk i w Mrzeżynie uchodzi do Bałtyku. Trociarze wydeptujący jej brzegi muszą zrezygnować z dalszej drogi już dwa kilometry wcześniej, bo potem grunt robi się grząski, a nad rzeką rosną gęste trzciny. Trudno chodzić, jeszcze trudniej łowić, bo do nurtu można dotrzeć tylko w nielicznych miejscach.

W tym sezonie będzie trochę inaczej. Rega jest pogłębiana, niektóre fragmenty brzegu umacnia się kamieniami i żelazną siatką, na brzegi wysypuje się hałdy piasku, który ma posłużyć do umacniania wałów. Przy okazji wycina się wszystkie rosnące przy brzegu drzewa, a nie było ich wiele. Dla oczu tragedia, dla przyrody chyba jeszcze większa, tym bardziej niezrozumiała, że w minionych kilkunastu latach rzeka wylała może trzy razy podtapiając jedynie ogródki działkowe. Ponoć taka regulacja ma dojść aż do Trzebiatowa.

Rega koło Mrzeżyna jest prawie dwukrotnie szersza niż w górze. Tutaj też są łososiowate, bo idąc na tarliska muszą tędy przepłynąć, ale zarazem zaczyna się kraina szczupaków.

W Mrzeżynie jest most. Kiedyś na zachodni brzeg przechodzili wyłącznie wojskowi, bo wtedy prowadził on tylko do jednostki. Od kilku lat wojska nie ma i z mostu korzystają turyści wybierający się na zachodnią plażę. Z lewego brzegu Regi korzystają również wędkarze. Most oddziela wody podlegające Urzędowi Morskiemu od wód śródlądowych. Nie dzieli jednak łowiska, bo z jednej i drugiej strony jest ono podobne.

Główny nurt Regi jest głęboki i pozbawiony zaczepów, ale tam, gdzie woda płynie wolniej, z dna wyrasta roślinność, która w kilku miejscach tworzy gęste wyspy. To królestwo szczupaków i okoni, nie mówiąc o rybach spokojnego żeru. Z brzegu dostępność do najlepszych miejscówek jest kiepska. Do szczupaków najlepiej dobrać się z łódki, ale trzeba mieć swoją, bo pożyczyć jej nigdzie tu nie można.

O łowisku rozmawiam z p. Jerzym Kopciem z Mrzeżyna, który w naszej “Paradzie Rekordów” zgłaszał połowy ładnych troci. Łowi jednak także inne ryby. Jakżeby zresztą miało być inaczej, skoro mieszka w takim wspaniałym dla wędkarza miejscu.

Zacznę od tego – mówi p. Jerzy – że my tutaj nie używamy zanęty do ściągania ryb w łowisko. Tutaj po prostu ryby są i nie trzeba ich wabić. Oczywiście nie jest tak, że półkilogramowe płocie łowimy przez okrągły rok. One pojawiają się okresowo i to właśnie jest charakterystyczną cechą naszych łowisk. Gdy ryby są, to biorą na wszystko, ale kiedy przestaną, to nie pomagają żadne kombinacje. Pozostaje tylko czekać, aż znowu płocie albo inne gatunki wpłyną z morza do wody śródlądowej.

Ta sezonowość dotyczy rzeki i łowisk morskich. Najlepszy przykład to łososie. Pojedyncze sztuki są w Redze cały czas, ale w marcu i pod koniec lata, w sierpniu i wrześniu, masowo ciągną na tarło i wtedy naprawdę warto się na nie wybrać. Tak samo jest z innymi rybami. Podczas zimowych ciągów płoci można się ich sporo nałowić i zdarzają się wśród nich naprawdę medalowe okazy. Płocie, a także okonie, najpierw pojawiają się przy falochronach, później w porcie, aż w końcu zaczynają wpływać do rzeki. Oba te gatunki są jednak bardzo chimeryczne. Łososie, gdy się zmieni pogoda lub obniży woda, przycupną w rzece i czekają na lepsze czasy, natomiast płocie i okonie natychmiast znikają. I chyba dlatego z dobrodziejstwa dużych ryb korzystamy tylko my, miejscowi. Wyskakujemy nad wodę, zamoczymy kije. Są ryby, to zostajemy na brzegu. Nie ma ryb, to mamy inne zajęcia.

Gdy się jednak przyjeżdża z daleka, nigdy nie można być pewnym, że się akurat trafi na ryby. Kiedy są, żadne wyszukane metody nie są potrzebne. Na największe płocie wystarczy zestaw gruntowy z robaczkiem na haczyku. Na okonie taki sam, a jeżeli stoją daleko od brzegu, to najlepszy jest boczny trok.

W maju i czerwcu wchodzą do rzeki morskie leszcze. Potężne i piękne. Łowi je każdy, kto tylko jest nad wodą. Na przystawkę, na grunt, byle na haczyku były białe robaki. Tylko wakacje są kiepskie, ale nie dlatego, że ryb nie ma. Wtedy jest dużo ludzi i na ryby trzeba wychodzić o świtaniu.

Teraz w lecie na falochronach jest dużo wczasowiczów, którzy łowią belony. Ale najwięcej jest ich w maju i czerwcu. Kiedy morze zaczyna stygnąć, pod falochrony podchodzą śledzie. I tak na okrągło, nie ma przerwy. No, może dzień lub dwa, kiedy jadę gdzieś dalej po wędkarskie zaopatrzenie, bo u nas go mało i jest drogie.

Muszę powiedzieć o jeszcze jednej rybie, której dużo w Redze. To sandacze. Prawie nikt ich nie łowi, chyba że przypadkiem. W Mrzeżynie był jeden wędkarz, dwa lata jak odszedł, który regularnie je łowił na trupki (martwe rybki – przyp. red.). Samotnik, znał miejsca i sposoby. Zawsze wracał do domu z sandaczem. Zawsze też mówił, że tych ryb jest więcej niż wszyscy sobie wyobrażamy.

W wakacje na nabrzeżu spory ruch. W ciągu roku przy kutrach nie ma tylu ludzi, ale teraz ustawiają się kolejki. Każdy chce zjeść świeżą rybę. Takiej w sklepie się nie kupi. Kutry przewożą z morza sporo płastug, prawie same flądry. Rozmawiam z rybakami, pytam o łowiska. Chcę się czegoś więcej dowiedzieć o strefie położonej kilka kilometrów na zachód od portu. Traktują mnie jak każdego niedzielnego turystę. – Tak, tak – mówią – tam są kamienie, nawet ich sporo, a na dorsze to trzeba daleko, bo one siedzą po dołkach.

Od p. Jerzego i innych znajomych z tego rejonu się dowiaduję, że morskie wędkarstwo z małych łódek jest tu prawie nieznane. Z miejscowych nikt w morze nie wypływa, czasami pojawiają się jacyś przyjezdni. Przyjeżdżają i znikają, więc o morskich łowiskach zbyt wiele nie wiadomo, tyle tylko, że w rybackie sieci wpada sporo sandaczy. Kolejne atrakcyjne dla wędkarzy miejsce czeka więc na odkrycie.

Wiesław Dębicki

Poprzedni artykułPOMYŚLAŁEM, ŻE TO PRZYPADEK
Następny artykułPRZYNĘTY I COŚ JESZCZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisment -

Most Popular

Recent Comments