niedziela, 23 stycznia, 2022
Strona główna Spinning RYBA DLA JEDNEGO

RYBA DLA JEDNEGO

Zalew Pilchowicki. Południe, lipcowy upał. Jestem w łódce i od rana usiłuję złowić na paprocha okonka choćby trochę większego niż palec. W końcu zniecierpliwiony zakładam szpulę z nieco grubszą żyłką i dowiązuję do niej dużą obrotówkę. Może połakomi się na to jakiś szczupaczek.

Bardzo powoli prowadzę przynętę przy samym dnie. Jest! Mimo braku stalki nie obciął błystki, więc pewnie miał pecha i zapiął się w nożyczkach. Długi, emocjonujący hol i przy podbieraku pojawia się… okoń, jakiego jeszcze w życiu nie widziałem. 47 cm! Przypominam sobie, gdzie zarzuciłem błystkę i jak ją prowadziłem. Po chwili historia się powtarza. Okoń 42 cm. Jeszcze z pół tuzina rzutów i w łódce lądują sztuki o długości 36 i 38 cm. Rozumiem już, że przypadku tu nie było. Znalazłem wreszcie sposób na duże okonie.

Koledzy, którym o tym opowiadałem, z początku mi nie wierzyli. Dopiero gdy zabierałem ich do łódki, to niejednemu szczęka opadła. Okazało się, że w miejscu, gdzie na małe przynęty z trudem można było złowić kilka niewielkich okonków, buszują dziesiątki garbusów. Dla nas były dotąd nie do złowienia, bo interesują się tylko dużymi przynętami. Po wielu próbach z wielkościami i rodzajem przynęt okazało się, że najlepsze są obrotówki typu long 3. Są selektywne, bo rzadko atakują je okonie mniejsze niż 35 cm.

Zbiornik Pilchowice ma bardzo zróżnicowaną głębokość, a duże okonie potrafią być wszędzie. Dlatego robię obrotówki o różnej wadze. Te, które mają ciężki korpus, służą do łowienia na głębokościach ośmiu metrów, czasami nawet głębiej. Robię też obrotówki z korpusami plastikowymi. Łowię nimi na metrowych płyciznach.

Uniwersalne są obrotówki ze skrzydełkiem srebrzystym, ale gdy i one zawodzą, mam pod ręką także blaszki ze skrzydełkami złocistymi, miedzianymi, malowanymi w różne esy-floresy, a nawet czarnymi. Ich skuteczność wzrasta, gdy się na kotwicy zawiąże pęczek kolorowej włóczki, włosia lub cristal-flashu.

Ciężar i kolor błystki to rzecz ważna, ale również tempo ich prowadzenia trzeba dostosować do łowiska i gustu okoni. Najczęściej okonie atakują obrotówkę prowadzoną tuż nad dnem powoli, ale w zmiennym tempie. Czasem jednak skuteczniejsze jest prowadzenie nieco szybsze i jednostajne. Jeżeli mam skubnięcia, ale nie udaje mi się ryby zaciąć, to stosuję pewien wypróbowany manewr. Kładę błystkę na dnie i po krótkiej przerwie szybko ją podrywam. Okoń atakuje zwykle wtedy, gdy skrzydełko zaczyna się obracać. Jeżeli nie zaatakował, to błystkę znowu kładę na dnie, prowadzę ją przez dwa – trzy metry i ponownie podrywam. Pod koniec, kiedy już nie jestem w stanie utrzymać błystki przy dnie, ściągam ją do łódki (do powierzchni) dwukrotnie szybciej. W ten sposób do brania prowokuję okonie niezdecydowane. Duże okonie bardzo rzadko odprowadzają błystkę do powierzchni, na ogół robią to tylko małe sztuki. Jeżeli błystkę bez przerwy odprowadzają okonki wielkości palca, to znak, że muszę zmienić napływ. Małe okonki zwykle nie towarzyszą swoim prapradziadkom, bo zbyt łatwo mogłyby się stać ich śniadaniem.

Te duże błystki podaję na nieproporcjonalnie delikatnym sprzęcie. Używam miękkiego wędziska przeznaczonego do przynęt o wadze do 20 g oraz żyłki o średnicy 0,16 mm. Delikatna wędka i cienka żyłka nie przeszkadzają skutecznie zacinać, a jednocześnie znakomicie chronią przed utratą dużego okonia w czasie holu. Sztywne wędzisko i gruba żyłka zbyt słabo amortyzują dynamiczne, krótkie szarpnięcia walczącego okonia. Poza tym na cienkiej żyłce błystka dalej leci, lepiej pracuje i łatwiej się ją prowadzi przy dnie, zwłaszcza na dużej głębokości. Moją zdobycz zawsze wyciągam podbierakiem.

Szukając dużych okoni zwracam szczególną uwagę na zachowanie ciszy. Na łowisko dopływam bardzo powoli na wiosłach. Kotwicę opuszczam jak najdelikatniej i staram się jak najrzadziej zmieniać stanowisko. Przed łowieniem wyciągam wiosła z wody, żeby nie uderzały o burty. Uważam, żeby w łódce nie stukać i nie szurać. Przeważnie wędkuję sam, a jeżeli zabieram kolegę, to tylko takiego, który też potrafi w łódce zachować ciszę. To samo dotyczy towarzystwa na łowisku. Jeżeli w pobliżu są inne łódki, to o brania jest bardzo trudno.

Duży okoń to ryba dla jednego wędkarza. Przy holowaniu okazałej sztuki jest tyle hałasu i zamieszania, że na następne okonie z tego napływu nie ma co liczyć. Przypadki takie jak ten, który opisałem na początku, zdarzają się wyjątkowo, tylko wtedy, gdy okonie bardzo dobrze biorą. Im dłużej tak łowię, tym większej nabieram pewności, że wielkie okonie polują pojedynczo lub co najwyżej w parach. Dlatego gdy złowię jednego, na wszelki wypadek jeszcze kilkanaście razy rzucam, a potem zmieniam napływ.

Opisanym tu sposobem najczęściej łowię w Zalewie Pilchowickim niedaleko ujścia Kamienicy. Szukam tam płaskich półek położonych na głębokości około sześciu metrów oraz wszelkich śródjeziornych wypłyceń. Głębokość zależy tu od tego, w jakim stopniu zbiornik jest wypełniony. Czasem przy letnich niżówkach łowię na płyciznach o głębokości niewiele przekraczającej metr. Dno jest tam równe, zaczepów niewiele, ale trafiają się naniesione przez powódź gałęzie i całe wielkie pnie. Brania mam najczęściej w pobliżu tych zaczepów. Holując ryby, muszę bardzo uważać, żeby nie stracić ich między patykami. Pomagają mi w tym żyłki fluo.

Okonie na duże obrotówki łowię głównie w czerwcu i lipcu. Udanym połowom sprzyja zachmurzenie i umiarkowany wiatr.

Mariusz Kułakowski
Jelenia Góra
notował Jarosław Kurek

Poprzedni artykułPLAN B
Następny artykułJEST WODA SĄ RYBY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisment -

Most Popular

Recent Comments