środa, 26 stycznia, 2022
Strona główna Spławik NA PIERWSZYM MIEJSCU

NA PIERWSZYM MIEJSCU

W czerwcu jedynymi moimi łowiskami w Jeziorze Solińskim są ujścia Sanu oraz małych rzeczek i strumieni. O tej porze roku woda jest tam cieplejsza niż w zbiorniku, więc przyciąga drobnicę. Przypływają tu też ryby, żeby odbyć tarło, a za nimi podążają te, które mają apetyt na ikrę i wylęg. Głównie łowię tam klenie i okonie.

Na pierwszym miejscu stawiam klenie, bo właśnie koniec maja i czerwiec to jedyny okres, kiedy można te ryby łowić regularnie. Teraz są jeszcze w rzekach, a kiedy wpłyną do Soliny, to się rozlezą po całym zalewie i szukaj tatka latka. Największe klenie są w dużych rzekach. Najczęściej więc jeżdżę nad San do Rajskiego lub nad Solinkę do Bukowca. Najwięcej kleni jest kilkaset metrów za ujściem tych rzek do zalewu. Głębokość wody zwykle wynosi tam 1-1,5 m, na dnie leży dużo kamieni.

Podobno klenie są wszystkożerne, ale o solińskich tego powiedzieć nie można. Są wybredne i na byle co nie biorą. Najbardziej smakuje im topiony serek z dużą zawartością tłuszczu, najlepiej typu Gouda. Widać nie dbają o linię, bo na popularne chude serki kremowe biorą słabo. Tymczasem z kupieniem tłustego serka mam coraz większy kłopot, bo od kilku lat jest moda na odchudzanie i sklepy ich nie zamawiają.

Na haczyk nakładam serek ze strzykawki, formuję z niego bryłkę o średnicy centymetra. Jej kształt musi być nieregularny, brzegi poszarpane, a haczyk cały schowany w przynęcie. Inaczej o kleniach można zapomnieć.

Łowię metodą przepływankową bardzo prostym zestawem: 5-gramowy spławik typu bombka, pięć śrucin rozłożonych na trzydziestu centymetrach, żyłka główna 0,18, półmetrowy przypon z czternastki i haczyk nr 6-4. Nie nęcę, bo jest to bezskuteczne, a rzucanie kul płoszy klenie.

Na początku kilka razy zarzucam zestaw bez przynęty, żeby dokładnie ustawić grunt. Przynęta ma iść tuż nad dnem. Ołów nie może zahaczać o leżące na dnie kamienie, bo wtedy brań nie będzie. Zestaw ma płynąć swobodnie, spławik z przodu, a przynęta z tyłu. Zestawu nie można hamować, bo jeżeli za spławikiem pokaże się smuga, to klenia się nie złowi. Biorą zdecydowanie, nie bawią się z przynętą, od razu topią spławik. Pora nie ma większego znaczenia, żerują przez cały dzień.

Dobrze biorą przy niewielkim zachmurzeniu, a najlepiej tuż przed burzą, kiedy jest parno. Klenie łowię w rzece, natomiast okonie dalej, w zalewie, ale na spining, najczęściej na małe twistery w różnych odcieniach brązu i motor-oil. Zakładam je na jednogramowe dżigi własnej roboty. Na żyłce, przed streamerowym haczykiem, zaciskam śrucinę. Przynęty, niezależnie od głębokości wody, są lekkie. Daleko nimi nie rzucę, więc łowię z łódki. Ustawiam się kilkaset metrów za ujściem rzeki w miejscu, gdzie wpływająca do zbiornika woda traci swój impet. Głębokość wynosi tam od dwóch do czterech metrów. Choć prąd wody jest ledwo wyczuwalny, na dnie nie ma namułów, są tylko kamienie.

Przynętę prowadzę wysokimi skokami. Podnoszę dżiga nad dno nawet na dwa metry. Gdy łowisko jest płytkie, to czasem podciągam dżiga tak wysoko, że chlapię gumką po powierzchni. Później pozwalam dżigowi opadać na napiętej żyłce. Lekka przynęta tonie powoli. Okonie to kochają.

Przy ujściach rzek łowię okonie do połowy, czasem do końca czerwca. Kiedy stamtąd znikną, przenoszę się na głębsze partie zalewu w okolicach Polańczyka. Latem najpewniejsze okoniowe łowiska są na przedłużeniach podwodnych cypli. Za cyplem, pod wodą, zwykle jest twardy blat, a na nim jakieś karcze, w których lub przy których siedzą okonie.

Na ogół jest tam głęboko od pięciu do ośmiu metrów, mimo to łowię okonie tak samo jak w płytszych łowiskach, używam tylko nieco cięższych przynęt. Teraz moje dżigi ważą dwa gramy i też prowadzę je bardzo wysokimi skokami. Kiedy wieje wiatr, łowienie lekkimi dżigami jest niemożliwe, ale wtedy na podwodnych cyplach okoni nie ma. Przenoszą się do zatok, które są osłonięte od wiatrów wysokimi skarpami. Więc i ja przenoszę się tam ze swoim lekkim łowieniem. Obławiam podwodne spady przy wlocie zatok. Kotwiczę na głębinie i rzucam na płytkie. Latem każda pora dnia jest na okonie dobra, ale wybieram się na nie tylko w dni pochmurne, bo w słońcu żerują słabo.

Jesień to gorszy czas na okonie, bo w wodzie jest dużo drobnicy i jedzenia mają w bród. Dobre brania zaczynają się dopiero po pierwszych przymrozkach. Wtedy okonie są głębiej. Zmieniam więc trochę swój zestaw. Mniej więcej 20 cm przed śruciną przy streamerowym haczyku zaciskam na żyłce drugą, jednogramową. Gumka idzie wtedy bliżej dna i brań jest więcej.

Janusz Szcześniak
Polańczyk

Poprzedni artykułWPŁYW ŚWIATŁA NA OCZY
Następny artykułLEKKA ODLEGŁOŚCIÓWKA

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisment -

Most Popular

Recent Comments