poniedziałek, 28 listopada, 2022
Strona główna Spinning TRZEBIATOWSKI SPOSÓB ŁOWIENIA

TRZEBIATOWSKI SPOSÓB ŁOWIENIA

Znad dwóch rzek rozeszły się w Polskę specjalne wahadłówki trociowe. Znad Parsęty karlinki, znad Regi trzebiatówki. Chociaż kształty mają nieco zbliżone, różnica między nimi jest ogromna. Karlinki są wykonywane z blachy grubej, przeważnie półtora- lub nawet dwumilimetrowej. Tam takie blachy są konieczne, ponieważ Parsęta jest szeroka i ma rozmaicie ukształtowane dno.

Rega ma zupełnie inne koryto. Przede wszystkim jest węższa. Płynie wśród torfowych łąk, więc burty brzegowe są strome, często podmyte. Na dnie również są uskoki i rynny, ale krótsze i głębiej wrzynają się w dno niż na innych pomorskich rzekach. Przy takich profilach rzeki jedynie bardzo ciężką blachę dałoby się szybko sprowadzić do dna. Ale cóż po ciężkiej blasze, kiedy jest na krótkim odcinku linki. Bardzo źle by pracowała. Wymyślono więc blachy odpowiednie dla Regi. Są to bardzo lekkie wahadłówki poprzedzone zaciśniętą na żyłce ołowianą oliwką. Po zarzuceniu takiego zestawu oliwka ciągnie go w dół, a blacha cały czas wibruje. Kiedy ołów dotknie dna, zaczynamy zestaw prowadzić, więc blacha nadal wibruje i nieustannie prowokuje rybę do ataku.

Nad Regą spotkaliśmy trójkę wędkarzy. Są to Edward Ożgo, jego brat Piotr oraz p. Arkadiusz Kwocz. Wszyscy są doświadczonymi łowcami troci, wszyscy też własnoręcznie wykonują swoje blaszane przynęty. Mają zatem wiele do powiedzenia na temat Regi i sposobu łowienia trzebiatówkami. Oddajmy im więc głos.

Edward Ożgo
Od kilkunastu lat nad Regę przyjeżdżają wędkarze z Polski, a także z Niemiec i Francji. Sporo u nich podpatrzyliśmy. Nowe przynęty, ciekawy sprzęt. Kiedyś my, miejscowi znad Regi, łowiliśmy tylko trzebiatówkami. Teraz w naszych arsenałach są również inne przynęty. Przyjął się wobler, a w ostatnich latach guma. Nadal jednak główną tutaj przynętą jest lekka wahadłówka poprzedzona ołowianą oliwką. Co ciekawe, tak samo łowi już wielu przyjezdnych. Po prostu na tę rzekę jest to sposób najskuteczniejszy.

Żeby jednak ryby łowić, muszą one być. Niestety, od siedmiu lat jest ich w Redze coraz mniej. Nie jest to spójne z tym, co nam mówią o ciągłych i dużych zarybieniach. Z roku na rok coraz to mniejsze ławice wchodzą na tarło. Kiedyś troci było tyle, że na przestrzeni kilkudziesięciu metrów zakrywały całe dno. W takiej ławicy było widać rozmaite sztuki, również takie, które ważyły po kilkanaście kilogramów. Nie było tylko małych.

Kiedyś takich ławic było wiele. W ubiegłym roku widziałem tylko jedną, chociaż nad wodą jestem często. Było w niej kilkadziesiąt ryb, ale na oko żadna nie ważyła więcej niż dwa kilogramy.

Na otwarciu sezonu jestem zawsze, ale tak na dobre zaczynam łowić dopiero na przełomie marca i kwietnia. Wtedy jest trochę srebrniaków i trafiają się bardzo duże ryby. Takie, że wyciągnąć ich nie można.

Wszystkie swoje ryby złowiłem na trzebiatówki. Tak się włowiłem w tę ołowianą plombę szorującą po dnie, że czuję każde muśnięcie obracającej się za nią wahadłówki. Niektórzy spiningiści twierdzą, że w takim zestawie trudno wyczuć pracę blachy. Jeżeli ktoś tak mówi, to jestem pewien, że się z tą metodą w ogóle nie zapoznał.

Trzebiatowski sposób łowienia polega na tym, że przynętę prowadzi się nad dnem, nad ołowiem, który po nim szoruje. Tego jednak nie można się nauczyć w ten sposób, że się będzie słuchać czyjegoś opowiadania lub czytać artykuł w gazecie. Konieczne są lata praktyki.
W metodzie trzebiatowskiej można przez cały dzień używać oliwki o tej samej wadze, ale blachę trzeba zmieniać zależnie od sytuacji. Jeżeli łowisko jest płytkie, zakładam wahadłówkę lekką, wykonaną z blachy 0,5 mm. W miejsca głębokie spuszczam wahadłówkę wykonaną z jedynki. Dobrze dobrana wahadłówka, idąc za ołowiem, nie wlecze się po dnie, tylko nad nim wibruje. Prosto powiedziane, ale trudne do zrobienia. Trzeba bowiem w konkretnym miejscu założyć odpowiednio ciężką trzebiatówkę. Blacha musi być odpowiednio krępowana, albo płaska, albo bardziej podgięta. Wreszcie trzeba dopasować odległość ołowiu od blachy, bo to również ma znaczenie. Im ta odległość jest większa, tym jest pewniejsze, że nurt wyżej podniesie blachę nad dno. Kiedy jednak odległość ołowiu od blachy przekracza metr, nie można celnie zarzucać, nawet kiedy się łowi trzymetrowym kijem.

Wahadłówki dobieram również stosownie do prędkości nurtu. Źle pod tym względem dobrana trzebiatówka będzie się obracać zbyt szybko lub za mocno bić na boki i odstraszy ryby. Trzebiatówka musi płynąć spokojnie i w takim tempie, żeby się obracała dookoła swojej osi, a od czasu do czasu przerywała obroty i tylko się z boku na bok kolebała. Żeby się więc dobrze znaleźć w każdej sytuacji, sam robię przynęty i mam je tylko dla siebie. Czasami podaruję znajomym, ale ich nie sprzedaję.

Nad Regą handel blachami kwitnie. Nie są one złe, ale wszystkie jednakowe. A ja muszę mieć kilkanaście różnych. Czasami różnice są prawie niezauważalne. Bywa, że podczas wykonywania nawet sam ich nie zauważam. Ale nad wodą wychodzi na jaw, że jedna pracuje zupełnie inaczej od drugiej, niemal takiej samej.

Staram się, by kolejne blachy nie różniły się od tej, na którą złowiłem troć, ale zrobienie dokładnej kopii jest prawie niemożliwe. Są jednak na tyle podobne, że mnie nie zawodzą.

Piotr Ożgo
Ryby łowię od dawna, ale dopiero pięć lat temu brat wciągnął mnie w łowienie troci. Na pierwszy sukces czekałem długo, ale się nie zniechęcałem. Podglądałem, jak to robi Edek, uważnie słuchałem jego uwag i rad. Myślę, że wtedy dowiedziałem się o Redze czegoś, czego wielu wędkarzy nie zauważa. Zwykło się przykładać wagę do trociowych miejscówek. Tymczasem cała Rega jest miejscówką. Oczywiście jak ktoś stanie, powiedzmy, koło olchy poniżej elektrowni, to złowi troć, tak jak złowiło ją przed nim wielu innych wędkarzy. Albo na zakręcie przy parku. To też popularne łowisko. Ale łososie i trocie łowi się w Redze w każdym miejscu. Dla mnie Rega to rzeka bez martwych punktów. Gdziekolwiek się rzuci, można się spodziewać brania. I jeszcze to, że nigdy nie wiadomo, jak duża będzie ta ryba. To mocno motywuje. Do każdego rzutu bardzo się przykładam, a prowadzę w wielkim skupieniu.

Początkowo łowiłem na blachy Edka, później mnie nauczył, jak je robić samemu. Zacząłem więc łowić ryby na własne blachy, które się od Edkowych trochę różnią. Też się obracają, a od czasu do czasu kolebią, jednak między naszymi trzebiatówkami są jakieś subtelne różnice. Poza tym nieco inaczej je prowadzę i chyba trochę inne miejsca wybieram.

Robiąc blachę, brałem do serca słowa brata, że powinienem sobie wyobrazić, jak ona będzie się zachowywać w wodzie. I tym sposobem, początkowo chyba bezwiednie, dopasowałem trzebiatówki do swojego temperamentu łowienia.

Arkadiusz Kwocz
Nie ma większej przyjemności niż złowienie łososia na własnoręcznie zrobioną blachę. Zresztą sporządzanie przynęt to piękne uzupełnienie samego wędkowania. Kiedy odcinam kawałek blachy z arkusza, to już wiem, jaką zrobię trzebiatówkę, a dokładniej mówiąc, do jakiego łowiska będzie ona dostosowana. Jeżeli będę ją tam musiał przeciągać w poprzek nurtu, to nadam jej sporą szerokość i mocno wykrępuję. Kiedy zamier   zam obławiać jakąś rynnę i przeciągać w niej blachę pod prąd, to ona będzie przypominać morsa.

Każda sytuacja wymaga innej przynęty. Kiedy więc wyklepuję swoje blachy, to nigdy nie robię dwóch takich samych, bo nad wodą nie ma dwóch takich samych sytuacji.

Z trzebiatówkami nie ma obawy, że nie będą się obracać lub w jakiś inny sposób migotać. Problem może być tylko taki, że będą to robić bardzo agresywnie. Ale na takie przynęty też łowiłem łososie i to nieraz. Lepiej jednak, kiedy blacha zachowuje się spokojnie.

Wszyscy mówią o trzebiatówkach, że to blachy z ołowianym ciężarkiem. Ale od kilku lat w Redze pojawiają się letnie niżówki i w wielu miejscach jest ogromnie dużo wodnej roślinności. Wtedy łowię swoimi blachami bez ołowianego pilota. Skutek jest zaskakujący. Podczas prowadzenia niemal cały czas pod powierzchnią widzę i blachę, i atakującą troć. Takie łowienie jest bardzo widowiskowe, a poza tym nie ma rzutów pustych, to znaczy takich, po których blachę trzeba wyciągać i ściągać z niej zielsko.

O zaletach trzebiatówki do obławiania zakrzaczonych miejsc też się rzadko mówi. A przecież Rega to nie tylko otwarte przestrzenie i trzciny. W wielu miejscach rośnie na brzegach bardzo dużo krzaków. Na doły, które były na moim brzegu, próbowałem różnych przynęt. Wydawało się, że dobre będą głęboko schodzące woblery, ale prąd wody wciska je w gałęzie i są zaczepy. Ciężkie wahadłówki łatwo się wsadza pod krzak, ale kiedy się ich nie ściąga, pracują słabo albo w ogóle się nie obracają. Tymczasem lekka trzebiatówka mająca z przodu ołów jest idealna. Ołów cały czas trzyma się dna, a za nim na metrowej żyłce kręci się blacha.

WD

Poprzedni artykułZGADNIJ GDZIE JESTEM
Następny artykułTEN SIĘ ŚMIEJE…

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisment -

Most Popular

Recent Comments