poniedziałek, 28 listopada, 2022
Strona główna Spławik JESIENNE LESZCZE ZE STARORZECZA

JESIENNE LESZCZE ZE STARORZECZA

Starorzecza stale połączone z rzeką są jesienią świetnymi łowiskami, bo zaczynają się w nich zbierać ryby, które spływają na zimę z rzeki. Jest ich wiele, są duże, ale biorą rzadko.

Łowię tylko z brzegu, bo robi się już chłodno i trudno przez długi czas wytrzymać w bezruchu. Kiedy zziębnę, spaceruję blisko wody, rozpalam ognisko, piekę kiełbaski i cały czas zerkam na wędki. Zawsze siadam w takim miejscu, żeby wiatr wiał mi w twarz. To męczy, ale się opłaca, bo gdy powierzchnia wody jest sfalowana, ryby biorą lepiej.

Poluję na żerujące leszcze, które opływają akwen szukając pożywienia. Wybieram łowiska mające ponad trzy metry głębokości, bo są najpewniejsze. Nawet kiedy ciśnienie nieznacznie się waha, to tej głębokości leszcze nie zmieniają. Jest prawdą, że leszcze już nieraz łowiłem, i to w połowie grudnia, w miejscach, gdzie było mniej niż dwa metry. Tyle, że jak ciśnienie skoczy, to leszcze spływają stamtąd na głębszą wodę.

Jesienią, kiedy leszcze są już na zimowisku, nie zalegają przy dnie, lecz pływają po łowisku. Świadczy o tym cykliczność brań, które trwają tylko przez kilka minut, potem następuje dłuższa przerwa. Jeżeli pogoda jest ustabilizowana, a na brzegu nie ma wielkiego hałasu, można według tych brań regulować zegarki, bo leszcze przypływają co godzinę.

Do takich wędrówek dostosowałem taktykę nęcenia. Gdybym chciał przepływające leszcze zatrzymać na dłużej, musiałbym mieć taczkę zanęty. Dlatego nęcę skromnie, ale regularnie. Przed łowieniem wrzucam cztery kule wielkości pomarańczy i czekam na ryby. Później donęcam kilkoma kulami, które mają zatrzymać maruderów, a później ściągnąć i na krótko zatrzymać pozostałe leszcze, kiedy będą w kolejnym nawrocie. Kule te wrzucam w łowisko pięć minut po ostatnim braniu.

Używam spławików w kształcie ołówka, bez dociążenia, bo brania są wykładane. Żeby je dobrze widzieć, obciążenie dzielę na pięć części. Na żyłce zaciskam je co 25 cm. Dzięki temu ryby nie wyczuwają oporu. Na haczyk zakładam po 6 – 7 białych robaków. Przed zarzuceniem zanurzam je w dipie “Fish Oil” Dragona. W chłodnej porze roku ten zapach znacznie zwiększa ilość brań. Białe robaki dodaję także do zanęty, ale nie sypię ich wprost do mieszanki, tylko wkładam po kilka sztuk do każdej kuli.

Zacinam tylko najpewniejsze brania. Jedno zepsute zacięcie jest tragiczne w skutkach, bo spłoszona ryba rozpędza całe stado. Dlatego nie zacinam, kiedy spławik położy się na wodzie, tylko czekam, aż zacznie sunąć w ślad za odpływającą rybą. Po zacięciu nie holuję leszcza siłowo, lecz dość długo ważę go na kiju i podciągam dopiero wtedy, gdy się trochę uspokoi.

Nęcę mieszanką Gold Bream Pro Marcela van den Eynde. Jest droga, ale bardzo wydajna, bo bez straty łowności mogę ją rozcieńczyć mieszając z bazą. Do kilogramowego opakowania dodaję trzy kilo bazy. Robię ją sam z prażonej tartej bułki, prażonej kaszy kukurydzianej, pszennych otrąb, biszkoptu i górskich płatków owsianych.

Jerzy Nowicki, Głogów

Poprzedni artykułŻWIROWNIA KOBIERNICE
Następny artykułŚLUZ RYBI LECZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisment -

Most Popular

Recent Comments