wtorek, 27 września, 2022
Strona główna Parada rekordów OPOWIADANIA O AMURZE ZŁOWIONYM SPININGIEM

OPOWIADANIA O AMURZE ZŁOWIONYM SPININGIEM

Ostatnie trzy wyprawy na ryby to pasmo niepowodzeń. Wracałem z Zalewu Koronowskiego bez ryb, choć sandacze zostawiały ślady swej aktywności na plastikowych przynętach. Przed tygodniem porażka była szczególnie dotkliwa. Zacięty na głębokości 16 metrów duży szczupak po kilku minutach holu uwolnił się przecinając plecionkę za trzydziestocentymetrowej długości wolframem. Chęć rewanżu ponagla mnie do kolejnej wyprawy.

Wtorek, 6 grudnia. Przyjechałem na ryby z kolegą. Pogoda kiepska, bo wieje, a ten czynnik jest dla mnie bardzo ważny. Właśnie obawa przed wiatrem pchają nas do Borówna. Łowisko to jest bliżej, szybciej więc można będzie wrócić.

Łowimy więc w jeziorze Borówno. Za teren łowów obieram okolice plaży wojskowej. Łowię z bocznym trokiem. Na szpuli mam plecionkę 0,12 mm. Do niej dowiązany jest metrowy przypon z żyłki 0,16, a do niej cieniuteńkim przyponem metalowy ze streamerowym haczykiem.

Początkowe obciążenie 5 g zwiększam do 7 gr, aby zwiększyć zasięg rzutu po dostrzeżeniu oczkowania drobnych ryb. Właściwie to poluję na okonie, ale późnojesienne szczupaki lubią zaatakować wolno prowadzoną przynętę. Doświadczenie podpowiada, że lepiej jest złowić kilka okoni mniej niż stracić jednego dużego szczupaka. Poza tym, gdy zlokalizuję okonie, można szybciej przejść na połów bez metalowego przyponu. Zmieniam stanowiska, twistery, smaruję ochotkowym atraktorem, ale nie ma pobić.

Obchodzę kolejne stanowiska na brzegu, docierając do mocno zniszczonego pomostu. Desperacka decyzja i karkołomne wejście na pomost. Nie zastanawiam się, jak będę schodził. Woda jest zimna.

Kolejne rzuty nie przynoszą efektów. Postanawiam coś zmienić w technice połowu. Zamiast typowych skoków i opadu przynęty, wolne podniesienie i od 2 do 4 wolnych obrotów korbki kołowrotka i opad, po którym chwila bezruchu. Rzucam 3-cm twisterem w kolorze motor-oil. Po jednym z rzutów i próbie pokręcenia, szczytówka ugina się. Zacinam. Zaczep, ale po chwili plecionka zaczyna w jednostajnym tempie schodzić ze szpuli. Nurkowie o tej porze już nie pływają. Mam więc rybę.

Czuję się bezradny. Mogę tylko czekać. Ta żyłka 0,16 mm! Na szczęście jest wolframik. Myślę: jeśli dobrze się zaczepiła, to czasu mam sporo, a okonie i tak nie brały. Zabawa rozpoczęta. Długi, wolny, jednostajny szus ryby przeciąga się. Dźwięki kołowrotka przypominają mi, że mogę stracić nie tylko rybę, ale i 120 m prawie nowej plecionki. Luzuję i tak już delikatnie ustawione sprzęgło kołowrotka. Zaczyna być widoczny na szpuli zielony – fluo podkład z żyłki. Jest go około 90 m. Myślę, że tylko cierpliwość i szczęście pozwolą zobaczyć szczupaka. Ale przecież szczupaki, które dotąd łowiłem, choć były niemałe, takich wyczynów nie robiły. Jednostajny odjazd na około 140 m to chyba za dużo. Czyżby ten był inny?

Nie słyszałem, aby w Borównie były sumy. Postanawiam zaryzykować. Od czasu do czasu ściągam rybę do siebie. Ale kiedy się mi udaje odzyskać kilka metrów żyłki, to za chwilę, po kolejnej wędrówce ryby, mam jej jeszcze mniej. Hol się przeciąga. Jestem bezradny. Mogę tylko śledzić wojaże walczącej ryby wskazywane ułożeniem linki. Czy ona wie o co toczy się gra? Chyba tak. Na szczęście dla mnie walka rozgrywa się z daleka od brzegu i zaczepów.

Po godzinie zobaczyłem pierwsze zawirowania wody przy powierzchni. Kilkanaście dalszych minut upłynęło, nim znalazła się przy pomoście. Zmęczona zatrzymała się kilka metrów od pomostu na płytkiej wodzie. Przyglądamy się sobie szacując siły. Z początku sądziłem, że to szczupak, ale nie pasowała mi płetwa grzbietowa i grubsza faktura łusek. Co to zatem za ryba?

Ruszyła, ale już wolniej. Długa walka musiała nadwerężyć jej siły, bo nie oddala się, tylko pływa wzdłuż pomostu. Przy kolejnym nawrocie nadstawiam siatkę podbieraka, który na szczęście jest na długim 3-metrowym trzonku. Ekwilibrystyczne ruchy i większość jej ciała jest w siatce podbieraka, tylko kilkadziesiąt centymetrów od ogona jest na zewnątrz. Schodzę z pomostu wlokąc podbierak z szamoczącą się rybą w wodzie.

W pomoście brakuje desek. Zeskakuję do płytkiej wody, mocząc spodnie i kurtkę. Chwytam oburącz zdobycz. Jest ciężka. Mnie też trochę sił kosztowały te zmagania. Z trudem wychodzę na brzeg. Przyglądam się zdobyczy. W pierwszej chwili sądziłem, że to sazan, ale brakuje mu wąsów.

To amur. Ważył 12,105 kg, mierzył 100 cm.

Tą rybą kończę sezon spiningowy. Większość wypraw miałem nad Zalew Koronowski. W maju złowiłem tam kilka szczupaków, ale bez rewelacji. Tylko jeden szczupak miał 5 kg. Latem nie łowiłem drapieżników, było zbyt ciepło, a za połowem na żywca nie przepadam. Okonie przegapiłem, bo brały pod koniec sierpnia, a wtedy nie mogłem za wiele dźwigać i siedziałem w domu. Jesienią troszkę poszalałem z białą rybą. Poza tym kilka sandaczy i kilka szczupaków, w tym kolejna piątka, oraz te które mnie zwyciężyły.

A jezioro Borówno. Z konieczności wynikłej z zapowiadanej złej pogody znalazłem się tu 6 grudnia i miałem bardzo wiele szczęścia, bo dwa wyjazdy w maju były kiepściutkie. Wymiarowy szczupaczek, dwa niedomiarki i szczupak z okrągłą raną postrzałową po płetwonurkach.

Andrzej Gawrych
Bydgoszcz

Poprzedni artykułBŁYSTKI SUM
Następny artykułPILOT

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisment -

Most Popular

Recent Comments