piątek, 28 stycznia, 2022
Strona główna Mucha LIPIEŃ OBIADOWĄ PORĄ

LIPIEŃ OBIADOWĄ PORĄ

Najlepszą porą na listopadowe lipienie jest słoneczne, bezwietrzne południe po mroźnej nocy i poranku. W taki dzień często roją się szare, drobne muszki. Nie lecą jednak do góry, żeby – jak zwykle – przysiąść na nabrzeżnych drzewach, lecz zostają na wodzie, gdzie jest najcieplej.

Małe muszki niesione prądem są bardzo łatwą zdobyczą dla lipieni, które gromadnie wychodzą na płycizny i zbierają owady z powierzchni wody. W obliczu obfitości pokarmu, ryby stają się mało płochliwe. Można je podejść na wyciągnięcie ręki i obserwować w krystalicznej wodzie. Przy szaleńczym żerowaniu wystarczy kwadrans, by złowić regulaminowy komplet. Dlatego nie należy się spieszyć, warto wypatrzyć największe sztuki i tylko im podsuwać sztuczne muszki.

Mimo że właściwy spektakl rozpoczyna się w porze obiadu, nad wodą staram się być już rano. Spodziewając się masowego wylęgu muszek, szukam odcinka rzeki, gdzie w bliskim sąsiedztwie znajduje się uskok dna z długą rynną oraz rozległe wypłycenie lub kilka mniejszych. Niespiesznie brodząc w górę rzeki, interesujące miejsca obławiam nimfą. Jest nią plecionka z catgutu (nić chirurgiczna) na haczyku nr 12 – 14, z główką z sierści zająca przykryta pochewką z folii. Na początku dnia lipienie stoją w dołkach i rynnach na głębokości 1 – 1,5 m, w ogóle nie interesują się przynętami unoszonymi na powierzchni wody.

W południe, kiedy słońce zaczyna odczuwalnie przygrzewać, na wodzie pokazują się pierwsze muszki. Oczkujących lipieni jeszcze nie widać, więc sięgam po malutką nimfę na haczyku nr 16 (tułów nawinięty z bardzo cienkiego catgutu, ogon z koguta), która imituje larwę owada w trakcie przepoczwarzania. Nimfa jest nieobciążona, więc ją wiążę na skoczka (prowadząca to najczęściej March Brown Male). Łowię tak, jak tradycyjną mokrą muchą, czyli pozwalam przynęcie spływać swobodnie w dół rzeki na długiej lince.

Jeśli w ciągu dnia pogoda się nie zmieni, zwłaszcza nie zerwie się wiatr, który mógłby zgonić muszki z wody, żerowanie lipieni staje się widoczne. Wtedy zakładam suchą muchę – typową szarą jętkę zrobioną z kaczego kupra (CDC). Muszka musi spłynąć z prądem wprost na stanowisko lipienia. Jeśli minie go w odległości nawet kilku centymetrów, nie zaatakuje. Nie pochwyci również przynęty, która bruździ wodę. Chociaż… kilkakrotnie mi się przydarzyło, że niezdarnie prowadzona muszka przy lekkim wietrze okazywała się skuteczna. Lipienie szybciej dostrzegały przynętę marszczącą wodę niż spływającą nienagannie.

Brania nie sposób przegapić. Muszka znika z powierzchni wody. Wtedy wystarczy wyprostować linkę. Duży lipień walczy jak pstrąg. Z całych sił trzyma się głównego nurtu, wijąc się na powierzchni wody z rozpostartą kolorową płetwą grzbietową. Zahaczoną rybę najlepiej puścić w dół rzeki i kiedy się zmęczy podciągnąć do podbieraka lub ręki. Cały czas nie należy ruszać się z miejsca, żeby gwałtownymi ruchami nie spłoszyć żerującego stada.

Pod koniec listopada rójki owadów stają się już bardzo rzadkie, a lipienie schodzą w głębsze miejsca. W zasadzie można je złowić wyłącznie na głęboko prowadzoną nimfę w krótkich okresach żerowania w godzinach południowych. Na rzekach pomorskich nadejście mrozów definitywnie oznacza koniec sezonu na lipienie.

Piotr Perec

Poprzedni artykułLISTOPADOWE METROWCE
Następny artykułRYBNA ZUPA Z BAGIETKAMI

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisment -

Most Popular

Recent Comments