wtorek, 27 września, 2022
Strona główna Mucha WIOSNĄ NA STREAMERA

WIOSNĄ NA STREAMERA

Z rozmysłem mówię o metodzie, a nie o przynęcie, bo drobne rybki, pijawki lub wylęg można naśladować używając much różnego typu. Szczególna skuteczność streamera wiosną bierze się stąd, że o tej porze roku pstrągi chętnie żywią się właśnie rybami i pijawkami. Choć metoda jest jedna, inaczej podchodzę do łowienia pstrągów tuż po zejściu lodów, a inaczej w maju. Osobny rozdział to łowienie metodą streamera pstrągów świeżo wpuszczonych. Jest to na tyle łatwe, że właśnie od łowienia pstrągów hodowlanych proponuję zacząć przygodę ze streamerem.

Żywot pstrąga wpuszczonego jest zazwyczaj krótki, ale żeby go złowić, warto poznać jego obyczaje. Potokowiec lub tęczak wyhodowany w stawie ma niewielkie pojęcie o życiu w górskiej rzece. Przede wszystkim nie jest przyzwyczajony do ostro płynącej wody. Po wpuszczeniu ryby spływają z prądem i zajmują najspokojniejsze miejsca w rzece: doły i zawirowania na poboczu nurtu, końce płani, warkocze za kamieniami i przewężeniami. Chętnie wybierają głębie, choć z braku lepszego stanowiska mogą się zatrzymać także na wodzie po kolana. Tęczaki zaraz po wpuszczeniu mają silny instynkt stadny i gromadzą się w tych samych miejscach po parę sztuk. Początkowo pstrągi stoją przy samym dnie i wychwytują pokarm tylko z najbliższego otoczenia. O ile są w dobrej kondycji, a zarybienie przeprowadzono delikatnie, zaczynają żerować już w kilka godzin po wpuszczeniu.

W najgorszym przypadku dochodzą do siebie dopiero na drugi lub trzeci dzień. Hodowlane pstrągi słabo się orientują w rzecznym jadłospisie. Interesuje je wszystko co jaskrawe i kolorowe. Zdobycz nie może się poruszać szybko, bo mają słaby refleks i za nią nie nadążają lub w ogóle rezygnują z ataku. O ile tylko woda nie przybiera, żerują całe dnie, często robią to łapczywie. Są przyzwyczajone do konkurowania o paszę wrzucaną podczas karmienia. Kiedy jeden pstrąg schwyta zdobycz, inne natychmiast podpływają, a nawet próbują mu ją odebrać. Dlatego często gęsto łowi się dublety, co w przypadku dzikich pstrągów jest nie do pomyślenia. Pstrągi z hodowli są mało płochliwe i można do nich podejść na długość wędki, a nawet stanąć w wodzie kilka metrów wyżej. Ukłucie haczykiem i hol na wędce nie przeszkadza im w atakowaniu tej samej muchy już po kilkudziesięciu minutach.

Dobrze łowi się w miejscach, gdzie prąd wody zwalnia i głęboka rynna rozlewa się w spokojną płań. Idę nieco wyżej i od strony płycizny wchodzę w nurt tak daleko jak się da. Rzucam w dół rzeki i zanurzając głęboko szczytówkę zatapiam linkę do dna. Wędkę trzymam w jednej linii z linką. To jedna z zasad łowienia na streamera. Gdyby szczytówka i linka były ułożone pod kątem, to przy dużym naporze wody na linkę wędka działałaby na rękę jak dźwignia i łowienie (utrzymanie wędki) wymagałoby dużej siły. Im mniejszy kąt między wędką a linką, tym lżej trzymać wędkę. Muchy prowadzę bardzo wolno, drobnymi skokami, pod prąd. Wybieram linkę wolnymi pociągnięciami po około 10 cm i po każdym z nich odczekuję 5 sekund. Czasem dla urozmaicenia pociągnięcia skracam i zamiast 10 cm naraz, wybieram linkę kilka razy po parę centymetrów.

W małych i średnich rzekach przeważnie da się wejść w nurt od strony płycizny na tyle daleko, że można łowić w zawirowaniach po jego głębszej stronie. Szczególnie obiecujące są miejsca, gdzie główny nurt płynie rynną wzdłuż umocnionego brzegu. Pstrągi chętnie się tam zatrzymują, bo jest głęboko, z nurtem spływa dużo pokarmu, a między kamieniami opaski mają doskonałe schronienia. W spowolnieniach i zawirowaniach nurtu przy opasce łowię tak samo, jak na przejściu rynny w płań.

Na końcach płani, gdzie uciąg jest słaby, staję na krawędzi płycizny, parę metrów od brzegu. Rzucam lekko pod prąd, czekam aż linka utonie, a kiedy woda zniesie ją na wprost mnie, zaczynam powoli ściągać. Muchy spływają jednocześnie w poprzek i w dół rzeki. Poruszają się w wodzie zawsze nieco szybciej niż przy prowadzeniu pod prąd, bo są nie tylko pociągane ręką, ale i ściągane przez spływającą linkę. Jeżeli nurt jest silny, rzucam nie w górę rzeki, lecz w poprzek lub nawet lekko w dół. Wtedy wybrzuszenie linki jest mniejsze i muchy spływają wolniej. Ściągam w takim tempie, żeby płynęły jak najwolniej, ale nie zahaczały bez przerwy o kamienie. Gdy linka się wyprostuje i spłynie pod mój brzeg, podciągam muchy skokami pod prąd, ale tylko w wodzie powyżej kolan. Kiedy spłyną na płyciznę, linkę od razu przerzucam.

Muchy muszą przejść jak najbliżej pstrąga (przy założeniu, że on tam jest), dlatego dobre miejsce obrzucam co najmniej kilkanaście razy. Czasem widzę, jak pstrągi odprowadzają muchę. Odwracam wtedy głowę, bo kiedy patrzę na atak, to przeważnie zacinam za wcześnie albo za późno. Wolę zacinać wtedy, kiedy na lince poczuję szarpnięcie. Jeżeli pstrąg odprowadza przynętę, ale na atak się nie decyduje, to zmieniam muchy, a w ostateczności przechodzę na inne stanowisko i wracam po półgodzinie. Ponieważ na streamera łowi się wędką wyprostowaną i często jeszcze zanurzoną w wodzie, zacina się ryby przez szarpnięcie linką. Zacinanie ręką, a nie wędką, należy do podstawowych reguł łowienia na streamera.

W jednym miejscu może przebywać kilka pstrągów. Dlatego po złowieniu jednego lub po nieudanym zacięciu przeławiam to samo miejsce jeszcze co najmniej raz. Po tygodniu lub dwóch od wpuszczenia do rzeki pstrągi zaczynają się oswajać z prądami. Szybciej w nurt wchodzą zazwyczaj potokowce, dla których bystra, zimna i dobrze natleniona woda jest środowiskiem naturalnym. Tęczaki lepiej radzą sobie w wodzie mniej natlenionej i cieplejszej, w końcu jednak i one wchodzą w bystrza, zwłaszcza latem. Przystosowanie się ryb hodowlanych do warunków naturalnych, czyli po prostu zdziczenie, następuje bardzo szybko. Najdalej po miesiącu lub dwóch te z wpuszczonych pstrągów potokowych i tęczowych, którym udało się przeżyć, zaczynają się zachowywać w rzece i zajmować takie same stanowiska jak dzikie potokowce.

Wczesną wiosną
Po spłynięciu lodów, kiedy woda jest jeszcze bardzo zimna, dzikie pstrągi trzymają się prawie w tych samych miejscach, gdzie szukałyby schronienia pstrągi hodowlane. Łowię je w spokojnych odmętach na poboczu prądów, przy opaskach, w warkoczach za kamieniami, w kryjówkach pod podmytymi i zakrzaczonymi brzegami oraz na końcach płani. Polują głównie na rybki, żaby i pijawki. Jeżeli poziom wody jest stały, żerują cały dzień. Najwięcej łowię ich w dni ciepłe i słoneczne, zwłaszcza około południa. Przy podniesionym stanie wody pstrągi podchodzą blisko brzegów. Brania są wtedy wyraźnie słabsze. Gdy rzeką spływa pośniegowa woda z roztopów, to się na pstrąga nie wybieram.

Wczesną wiosną łowię dzikie pstrągi podobnie jak hodowlane, tyle że nie prowadzę much przy samym dnie. Jeżeli potokowiec żeruje aktywnie, to wychodzi za muchą nawet metr nad dno. Wystarczy, że na taką właśnie głębokość zatopione są muchy. Jest to bardzo wygodne, bo nie trzeba trzymać wędki głęboko pod wodą, a zaczepy zdarzają się rzadko.

Do wody wchodzę najwyżej po kolana, żeby pstrągów nie płoszyć. Rzucam przeważnie w poprzek rzeki, nawet w miejscach, gdzie uciąg wody jest wyraźny. Zawsze staram się położyć muchy na spokojnej wodzie za nurtem. Jeżeli jest tam opaska, to możliwie blisko kamieni. Atak następuje często w pierwszych sekundach, zanim wybrzuszona linka zdąży wciągać muchy w nurt. Dziki pstrąg atakuje nawet szybko poruszające się muchy, więc wybieram linkę w rytmie: trzy szybkie pociągnięcia po 10 cm i kilka sekund przerwy. Po wyprostowaniu linki robię jeszcze parę pociągnięć i podnosząc wędkę podciągam energicznie muchy w górę rzeki i do powierzchni, podobnie jak to się robi przy łowieniu na mokrą muchę. Bardzo często pstrąg, który wyszedł za muchami na skraj płycizny, chwyta je właśnie wtedy, kiedy zaczynają mu gwałtownie uciekać. Czasami nawet potrafi złapać skoczka, który już znajduje się nad wodą!

Majowe żniwa
Kwiecień i maj to najlepsze miesiące do łowienia na streamera. Pstrągi są w znakomitej kondycji, a ciepła woda sprawia, że potrzebują bardzo dużo pokarmu. Oprócz larw owadów masowo zjadają drobne ryby, a pod koniec wiosny także wylęg. Żerują głównie rano i wieczorem. Chyba że jest parno, gorąco, mży lub zapowiada się burza. Wtedy biorą przez cały dzień. Najwięcej pstrągów łowię w wodzie wolno się podnoszącej lub wolno opadającej. Zwłaszcza tuż po burzy, kiedy rzeka zaczyna się mącić i przybierać. Wtedy pstrągi mogą być dosłownie wszędzie, z wyjątkiem miejsc najspokojniejszych i najpłytszych. Pstrągów spodziewam się dosłownie wszędzie. Im woda cieplejsza, tym więcej ich łowię w bystrzynach i grubych prądach. W takich miejscach da się łowić na streamera jedynie podciągając muchy pod prąd. Trzymam szczytówkę wędki zatopioną w wodzie i wybieram linkę tylko trochę wolniej i z dłuższymi przerwami niż przy łowieniu dzikich pstrągów w poprzek rzeki.

W maju roją się duże widelnice, charakterystycznie brużdżące powierzchnię wody. Ze szczególną uwagą obławiam wtedy zwary za dużymi kamieniami. Kiedy po rzucie w poprzek rzeki muchy dochodzą w pobliże głazu, podnoszę wędkę i przeciągam muchy za nim, brużdżąc powierzchnię skoczkiem. Jeżeli pstrąg tam jest, to rzadko oprze się takiej pokusie.

Sezon łowienia pstrągów na streamera kończy się mniej więcej w połowie czerwca. Masowe rójki owadów sprawiają, że pstrągi rzadziej polują na rybki, za to bez opamiętania objadają się owadami. Chętniej niż po streamera sięgam wtedy po nimfę, a także mokrą i suchą muchę.

Antoni Tondera
Myślenice
notował J.K.

Poprzedni artykułNOCNE POŁOWY LESZCZY
Następny artykułBRUDNE KOLORY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisment -

Most Popular

Recent Comments