poniedziałek, 27 czerwca, 2022
Strona główna Środowisko WIELORYBY PRZY POLSKIM WYBRZEŻU BAŁTYKU

WIELORYBY PRZY POLSKIM WYBRZEŻU BAŁTYKU

Obserwacje ssaków morskich: fok, morświnów czy delfinów u wybrzeży południowego Bałtyku, aczkolwiek współcześnie rzadkie, w przeszłości zdarzały się na tyle często, że nie wzbudzały większej sensacji. Przyzwyczajeni do ich obecności w morzu byli dawni bałtyccy rybacy, którym towarzyszyły one nieraz podczas połowów. Ale zdarzało się, że i oni byli zaskakiwani przez pojawiające się nieznane im bliżej olbrzymie stworzenia. Tylko doświadczeni rybacy, którzy w przeszłości pływali na statkach handlowych lub okrętach, rozpoznawali w nich wieloryby. Zdarza się bowiem, że te największe z ssaków, gnane morskimi prądami, przepływają cieśniny duńskie i zapuszczają się w głąb niesprzyjającego im akwenu.

Dane historyczne wskazują, że w przeszłości wypadki takie nie należały do szczególnych rzadkości. W roku 1741 ukazała się praca gdańskiego przyrodnika I. T. Kleina, który wynotował wszystkie odnalezione zapiski o pojawieniu się tych ogromnych ssaków w rejonie Bałtyku Południowego. Najstarsza informacja datowana jest na rok 1291, kiedy to na brzegu u ujścia Wisły znaleziono „uzębionego” wieloryba o długości 29 łokci (około 19 metrów). Kolejne takie opisy pochodziły z lat 1364, 1365, 1452, 1545, 1576, 1620
i późniejszych. W sierpniu roku 1874 na redzie w pobliżu Gdańska pojawił się: „… potwór morski, który wielokrotnie straszył rybaków. Zjawiał się on nagle, dźwigał ciemnozielony grzbiet nad wodę, uderzał dziko płetwą ogonową i wydmuchiwał strumień wody z nozdrzy…”.

Żądni krwi marynarze pruscy z korwety „Ariadne” otworzyli doń ogień z dział okrętu, śmiertelnie go raniąc. Aby być pewnymi zwycięstwa, zaatakowali go jeszcze z łodzi, szablami. Osłabiony licznymi ranami wieloryb został wyrzucony przez pół-nocny wiatr na mieliznę, skąd – za pomocą 16 koni – przeciągnięto go na plażę (patrz rycina). Był on tak duży, że po oczyszczeniu z tłuszczu i mięsa między jego żebrami mogły swobodnie przejeżdżać wozy konne. Do podobnego polowania doszło w roku 1899 w pobliżu wyspy Wolin. Wieloryb, który tam się pojawił, został najpierw silnie ostrzelany, a później jeszcze otrzymał liczne razy zadane lancami i harpunami.

Rybakom z Helu mocno utkwił w pamięci dzień 4 grudnia 1930 roku, kiedy to po wypłynięciu z portu na połów zobaczyli w pobliżu brzegu dwa ogromne nieznane zwierzęta. Ich widok napędził im takiego strachu, że porzuciwszy narzędzia uciekli z powrotem do portu. Straż rybacka, powiadomiona o obecności na polskich wodach terytorialnych tak dziwnych stworzeń, wypłynęła ich śladem. W sporządzonym później raporcie potwierdzono obecność u naszych wybrzeży dwóch wielorybów określonych mianem „Nordkapów”. Przez cały dzień pływały one wzdłuż polskiego brzegu, by ostatecznie nocą opuścić Zatokę Pucką.

Ostatni raz spotkano wieloryba u naszych wybrzeży całkiem niedawno, bo 7 lutego 1979 roku. Wtedy to 8-metrowy wieloryb, któremu nadano imię Romek, zaplątał się w sieci rybaków ze Świbna. Potrzebna była aż pięciogodzinna akcja ratownicza, by go z tej pułapki oswobodzić. Nieco wcześniej, w lipcu 1957 roku, tajemnicze kości ogromnego wieloryba wytrałowała z dna Zatoki Gdańskiej załoga kutra z Górek Wschodnich. Okazało się, że są to szczątki finwala, którego długość oszacowano na 20 metrów.

Badaczy szczególnie zaintrygowały dowody świadczące o tym, że kości te stosunkowo niedługo przebywały w wodzie. Snuto różne teorie na temat ich pochodzenia. Przypuszczano m.in., że należą one do jednego z wielorybów obserwowanych w roku 1930. Ostatecznie przyjęto jednak, że zostały one wyrzucone z pokładu któregoś z rosyjskich statków oceanicznych, płynących na remont do stoczni w Gdańsku lub Gdyni.

Statystycznie wyliczono, że w Zatoce Gdańskiej można spotkać wieloryba przeciętnie co 50 lat. Warto więc zawsze uważnie wpatrywać się w morze i się nie zdziwić, jeżeli podczas naszego morskiego wędkowania wyłoni się w pobliżu ogromne cielsko tryskające charakterystyczną fontanną. Będzie to z pewnością gratka porównywalna ze złowieniem rekordowej ryby.

Mirosław Kuklik
Muzeum Ziemi Puckiej

Poprzedni artykułJEZIORA RYNNOWE POD LODEM
Następny artykułWIGILIA PO KASZUBSKU

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisment -

Most Popular

Recent Comments