czwartek, 27 stycznia, 2022
Strona główna Mucha JESIENNY LIPIEŃ

JESIENNY LIPIEŃ

Na pomorskich rzekach pstrągowych lipieniowy sezon zaczyna się pod koniec września. Trwa do nadejścia mrozów, zwykle do połowy listopada. W tym czasie owady się intensywnie roją, a kardynały żerują przy powierzchni wody i stają się mało ostrożne. Wtedy łowię je najpiękniej jak można, bo na suchą muchę.

Jesienią najczęściej roją się drobne jętki jednodniowe o szarooliwkowym tułowiu, nazywane przez nas babkami. Niekiedy woda niesie trochę większe od nich chruściki. Na Gwdzie spływające owady obserwuję prawie każdego dnia, najczęściej w południe i wieczorem. Żerujące lipienie gromadzą się na szeroko rozlanych odcinkach o równym prądzie. Wychodzą na wypłycenia nie przekraczające metra głębokości. Zajmują tam stanowiska na całej szerokości rzeki, w zagłębieniach dna pomiędzy muldami piasku. Niektóre stają za warkoczami zielska lub przeszkodami. O wiele rzadziej widuję je w głębszej wodzie. Tam unikają głównego nurtu, owady zbierają na spokojniejszym uciągu, głównie spod brzegu lub w bocznych rynnach. W ogóle nie są płochliwe. Można się do nich zbliżyć na wyciągnięcie ręki i podać im przynętę wprost nad głowę. Wtedy zupełnie nie interesują je nimfy ani mokre muchy prowadzone w toni lub przy dnie. Jedyne, co skłoni je do brania, to szara sucha muszka.

Na jesienne lipienie stosuję bezskrzydełkowe wersje muszki CDC, tzw. kaczej pupy. Zamiast skrzydełka mają one puch zdjęty z piór kaczego kupra. Są wytrzymalsze od much ze skrzydełkami, które może nieco lepiej imitują jętkę, ale lipienie je demolują już po dwóch – trzech braniach. Te bardzo proste muchy wykonuję na haczykach nr 16 w dwóch wersjach. Jedne mają puchowe skrzydełko położone, przez co przypominają raczej chruścika, ale doskonale utrzymują się na wodzie. W drugiej wersji kosmyk puchu osadzam między jeżynką i sterczy on do góry. Te z kolei dobrze imitują jętki. Z nieznanych mi powodów lipienie czasem wolą pierwszą wersję, czasem drugą. Gatunek spływających owadów nie ma na to wpływu.

Łowię na upatrzonego. Brodząc rzeką podchodzę do oczkującego lipienia, muszkę kładę na wodzie 20 – 30 centymetrów przed nim i sprowadzam mu nad głowę. W mojej rzece muchy, która bruździ wodę, lipień nie weźmie. No, może czasem, kiedy płynie dużo chruścików. W większości przypadków do smużącej przynęty lipień tylko wyjdzie, ale oczka nie zrobi i błyskawicznie się cofnie do kryjówki. Suche muszki wiążę do konicznego przyponu z żyłki o średnicy 0,14 mm, który się doskonale układa na wodzie.

Dla suchej muchy najlepsze są dni pochmurne, ciepłe i bez wiatru. Kiedy jest fala, na wodzie nie widać oczek. Po pierwszych przymrozkach łowienie z powierzchni uniemożliwiają spływające wodą liście. Wtedy sięgam po nimfę. Jest ona skuteczniejsza od suchej muchy także w bystrym prądzie, bo stojące tam lipienie rzadko wychodzą do spływających owadów.

Na jesienne lipienie najlepsze są nimfy w kolorach ciemnych, a więc szare, bure, ciemnooliwkowe. Robię je z wełnianej włóczki lub mohera, a na grzbiet nakładam błyszczącą folię (body stretch). Wiążę je na haczykach nr 8 – 12. Wędkarze, którzy łowią w Sanie, muszą używać nawet numeru 22. Pomorskie lipienie nie są tak wymagające. Przestrzegam natomiast przed stosowaniem haczyków z bardzo cienkiego drutu. Zacięty lipień najczęściej odchodzi w nurt i ustawia się do niego bokiem. Cienki drut przecina mu delikatną wargę.
Późną jesienią woda robi się przejrzysta, a ryby dokładnie przynętę oglądają. Imitacja larwy owada musi więc być dość wierna: mieć zaznaczoną główkę, ogonek i nóżki oraz idealnie dobraną barwę. W tym czasie najchętniej sięgam po nimfę z piór. Tułów wykonuję z piór czapli (żeby brzuszek był jasnoszary), przykrywkę z ciemniejszego paska, ogon z lotki jastrzębia, nóżki z kuropatwy. Nimfy wiążę do przyponu z jednej żyłki 0, 16 – 0,18 mm. Powinien on być o 20 – 30 centymetrów dłuższy od głębokości wody.

Na nimfę łowię krótką linką. Sprowadzam muchę po dnie trochę wolniej od nurtu. Staram się, żeby przynęta spływała swobodnie. Napinam linkę na tyle, żeby wyczuć branie. Najwięcej ich mam na wyjściu, czyli wtedy, kiedy woda wynosi przynętę. Zacinam za każdym razem, gdy spływająca nimfa nienaturalnie się zatrzymuje.

Ireneusz Gębski
Notował wb

Poprzedni artykułZABIŁ MNIE SMAKIEM
Następny artykułOKONIE NA MACANEGO

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisment -

Most Popular

Recent Comments