sobota, 29 stycznia, 2022

SKUTECZNY SPINING

Trzeba mieć wielkie szczęście, żeby złowić rybę już w pierwszym rzucie. Przeważnie jest to systematyczne czesanie wody, które w dodatku powinno być urozmaicone.

Ustal sobie cel wyprawy
Jeżeli postanowisz łowić co się da, będziesz musiał zabrać ogromną ilość przynęt, a ponadto dwa wędziska i tyleż kołowrotków. Pobyt nad wodą sprowadzi się wówczas do nieustającej walki ze sprzętem. Wątpliwe, czy starczy ci jeszcze czasu i cierpliwości na łowienie ryb.

Skup się na jednym
Najlepiej zdecyduj się na jeden gatunek. Odpadnie ci wtedy wiele kłopotów. Załóżmy, że nabrałeś chętki na szczupaka. Zabrany nad wodę sprzęt szczupakowy pozwoli ci złowić także sandacza, a nawet klenia lub okonia. Jeżeli zabierzesz sprzęt okoniowy, będzie tak samo. Złowisz na niego nie tylko okonie, ale także sandacze i szczupaki. Bo siła sprzętu i rodzaj przynęt decyduje nie o tym, jakie będziesz łowił ryby, lecz o tym, jaką techniką będziesz to robił. Pamiętaj jednak, by z góry niczego nie wykluczać. Podwodny świat jest pełen tajemnic, a dla spiningisty prawie zawsze nieprzewidywalny. Chociażby dlatego, że w tej metodzie ryb się nie nęci.

Miejsca
Nie opuszczaj miejsc głębokich, jeżeli łowisz lekkimi przynętami, i odwrotnie – płytkich, kiedy wabiki masz duże i ciężkie. W głębokich rynnach i dołach ryby żyją także w toni i przy powierzchni. Sięgniesz po nie tylko lekkimi przynętami, które najłatwiej się w takich okolicznościach będą prowadziły w okolicach powierzchni. W łowiskach płytkich, do jednego metra, wszyscy łowią lekkimi przynętami, dającymi się wolno prowadzić. Przyzwyczajone do nich ryby dobrze reagują na niespodzianki, które szybko przemykając roztrącają podwodne zielsko. Jednym słowem musisz być elastyczny, nie w sprzęcie, tylko w podejmowaniu decyzji, jak postępować w zastanych okolicznościach.

Zawsze pamiętaj, że każdy drapieżnik lubi inne środowisko. Szczupak – rośliny, sandacz – kamienie, okoń – patyki… Stosownie do tego, jakiego drapieżnika się spodziewasz, musisz przywiązać właściwą przynętę i odpowiednio ją prowadzić. Dopiero, kiedy klasyka zawodzi, możesz się zdecydować na zmianę.

Prądy wody
Dla wędkarza to wielka niewiadoma. Drapieżnik zawsze ustawia się głową pod prąd, my jednak, na brzegu, nigdy nie jesteśmy w stanie dokładnie ocenić, co się dzieje tam, gdzie nasz wzrok nie sięga. Wiadomo, że przy dnie, szczególnie w miejscach tak zwanych prądów cofających, woda płynie odwrotnie niż na powierzchni. Ryba wykorzystuje każdą nierówność dna i każdą, nawet niewielką przeszkodę, żeby się za nią schronić i czatować na ewentualną zdobycz. Dobrze przy tym wie, że ta zdobycz, niesiona prądem wody, musi przypłynąć z właściwego kierunku. Coś, co się pojawi od innej strony, nie zostanie zaatakowane.

Im większy drapieżnik, tym dłużej żyje i tym bogatsze ma doświadczenie. Rzucając przynętę do wody musisz to wziąć pod uwagę. Jeżeli więc stoisz w dobrym, twoim zdaniem, miejscu, a brań nie ma, to zrób krok w bok i rzuć ponownie. Tym sposobem zaprezentujesz drapieżnikowi przynętę pod innym kątem. Może się skusi.

Zapamiętaj też, że podwodne prądy występują nie tylko w rzekach. W jeziorach, szczególnie tych, które mają bardzo urozmaicone dno, tworzą się prawdziwe podwodne rzeki. Przy uważnym spiningowaniu niezbyt ciężkimi przynętami daje się je wyczuć. Najłatwiej latem, kiedy te podwodne prądy są szczególnie silne.

Dobór przynęty
To się nie poddaje żadnym regułom. W żołądkach okoni znajdujemy raki, a tymczasem one nie chcą brać na nic innego jak tylko na srebrne twisterki. Z innymi drapieżnikami bywa podobnie. Na przykład sandacze są wypchane krąpiami, a atakują wyłącznie pomarańczowe rippery. Wbrew pozorom można to poukładać, pod warunkiem że za najważniejszy czynnik prowokujący uznamy ruch. Nadanie właściwego ruchu przynęcie to suma wielu błędów z jednego dnia łowów. Ryby mogą brać z opadu (najczęściej), mogą też atakować podrywaną z dna przynętę (sporadycznie). W repertuarze jest jeszcze ciąganie po dnie, skoki w toni, mocne uderzanie o dno, chlapanie na powierzchni, itd. Na pewno jeden z tych sposobów okaże się skuteczniejszy od innych.

Kolor jest kapitalnym uzupełnieniem ruchu przynęty. Nie podejmuję się wytłumaczyć, dlaczego właśnie taki, a nie inny kolor jest w danej chwili skuteczny. Mogę jedynie zapewnić, że kolor ma wielki wpływ nie tylko na ilość brań, ale i na to, żeby w ogóle były. W mojej kilkudziesięcioletniej praktyce przekonywałem się o tym wielokrotnie. Jednak na pierwszym miejscu stawiam ruch. I dopiero kiedy poczuję, że ryby się przynętą interesują, zaczynam szukać skuteczniejszych jej odmian
i kolorów.

Sposób łowienia
Przydaje się znajomość biologii, bo aktywność poszczególnych gatunków ryb zależy nie tylko od pory roku, ale i od innych czynników, np. od pogody, a zwłaszcza od ciśnienia. Nie warto szukać sandaczy przy dnie, kiedy na wodzie jest duża fala. Wówczas bowiem małe ryby, żyjące w górnych warstwach wody, na przykład ukleje, całkiem głupieją. Tracą orientację, bo ich biedne zmysły otrzymują zbyt wielką porcję rozmaitych bodźców. Sandacz z tego korzysta, wypływa ze swoich przydennych kryjówek i poluje na łatwą zdobycz przy powierzchni. Podobnie jest z innymi drapieżnikami. Jeżeli szczupaki lub okonie atakują swoje ofiary na naszych oczach, to nie należy ich wtedy szukać przy dnie, lecz odpowiednią przynętą obławiać toń w miejscach, gdzie wcześniej było dużo drobnicy.

Postępuj odwrotnie, kiedy woda jest na pozór martwa. Niech cię cisza na powierzchni nie zwiedzie i nie sądź, że drapieżniki nie żerują. Najprawdopodobniej robią to przy dnie. Zacznij więc łowić przynętami, które penetrują właśnie te partie wody. Znajomość biologii pomoże ci także wybrać odpowiednią technikę prowadzenia. Szczupak zaatakuje tylko przynętę poruszającą się odpowiednio wysoko nad dnem. Wskazuje na to usytuowanie jego oczu i lekko wysunięta dolna szczęka. Natomiast sandacz i okoń zassie przynętę razem z mułem, bo ryby te najczęściej polują przy dnie na raki i rybki. W tej więc strefie musi się też poruszać nasza przynęta.
Kształt ryby, ułożenie jej oczu, a nawet wygląd płetwy ogonowej pomogą ci dobrać przynętę, podpowiedzą też, gdzie i w jakim tempie ją poprowadzić. Po tych cechach można bowiem ocenić, czy drapieżnik jest pływakiem długodystansowym, takim jak boleń, jaź lub kleń czy też, jak np. szczupak, potrafi się rzucić na ofiarę tylko krótkim skokiem.

Nie zmieniaj często przynęt!
To chyba najcenniejsza rada dla spiningisty. Może dlatego, że nie zdaje sobie sprawy, jakie konsekwencje niesie za sobą częste “mieszanie w pudełku”. Niejeden raz sam u siebie stwierdziłem i wiele razy obserwowałem u innych wędkarzy coś, co można nazwać brakiem wyczucia. Nie wiem skąd się to bierze, ale zapewne innym się również zdarza, że akurat nie mają „swojego dnia”. Czasami decyduje o tym pierwszy rzut, albo trudność w znalezieniu właściwego węzła, albo jeszcze źle się zapinająca kieszeń w kamizelce, albo zaczep w pierwszym rzucie. Co by nie rzec, to się zdarza. Wpływa deprymująco, a to się przekłada na łowienie. Żeby temu zapobiec, zawsze należy być konsekwentnym i rzucać jedną przynętą.

Nigdy nie zmieniaj przynęty, jeżeli po pierwszych kilku rzutach nie masz kontaktu z rybą. Zmieniasz przynętę licząc, że ryba chętniej zaatakuje nowy wabik. Ale ryby nadal nie biorą, więc niepowodzenie upatrujesz w źle dobranej przynęcie i jedyną odpowiedzią są dalsze zmiany przynęt.

Zmuś się do innego postępowania. Rozum mówi szukaj, a życie dodaje – rób to spokojnie. Rzucaj więc tą samą przynętą i wczuwaj się w jej pracę. Powoli do rąk wróci wyczucie, a to od razu wpłynie na spokojne łowienie.

Pamiętaj, że trzeba zmieniać przynętę tylko wtedy, kiedy brania zanikły. Wówczas się dowiesz, czy ryby są nadal w łowisku, czy się gdzieś wyniosły. Co innego, kiedy ryb dopiero szukamy. Wtedy wławiamy się jedną przynętą. Łowimy nią dotąd, aż wyczujemy każde uderzenie o dno, trącenie o jakąkolwiek przeszkodę, opór, jaki przynęta stawia prądowi wody itp. Każdego dnia jest tak samo i przypomina to ponowne wgrywanie programu do komputera. Poprzez rękę, która trzyma kij, przypomnimy sobie, jak było w „dobrych dniach”. Zmysły się wyostrzą i znów stajemy się sprawnymi myśliwymi.

Wiesław Dębicki

Poprzedni artykułW WIDŁACH DUNAJCA I POPRADU
Następny artykułWARTA W OBRZYCKU

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisment -

Most Popular

Recent Comments