poniedziałek, 27 czerwca, 2022
Strona główna Grunt DUŻE KARPIE OD WIOSNY DO KOŃCA LATA

DUŻE KARPIE OD WIOSNY DO KOŃCA LATA

Złowić dwudziestokilowego karpia to marzenie wielu wędkarzy.
Gdzie takich karpi szukać, czym je przyciągnąć w łowisko, jaką przynętę założyć na haczyk? O tym wszystkim opowie nam Bogdan Kubisz z Ziębic, łowca karpia, który ważył ponad 28 kilogramów.

Podczas zimy karpie prawie nie żerowały. Teraz, gdy po powierzchni mocno operują słoneczne promienie, ruszyły na płycizny, bo w tych miejscach woda nagrzewa się najszybciej, rozwija się życie i karpie mają dużo pokarmu. Zjadają larwy owadów, na przykład ochotki, ale także jętek i ważek. Później, kiedy woda jest już mocno nagrzana, pojawiają się ślimaki i raki, które również są ich pokarmem.

Jeżeli karpie nie są z zajmowanych obecnie rewirów wypłaszane, przebywają w nich do późnej jesieni. Zwykle blisko stąd do trzcinowisk z cienką warstwą mułu na dnie, który jest dla karpi czymś w rodzaju magazynu z żywnością. Jeszcze pewniejszymi karpiowymi miejscówkami są łąki grążeli, ale dużych sztuk najlepiej szukać w zaczepach. Mogą to być na przykład karcze albo leżące w wodzie drzewa. Karpie bowiem lubią, kiedy obok żerowiska są także kryjówki.

Wiosną karpi nie trzeba ściągać w łowisko długim i obfitym nęceniem, bo żerują krótko. W ten sposób przystosowują się do sytuacji. O tej porze roku w wodzie znajduje się niewiele naturalnego pokarmu. Dlatego zanętę podaję punktowo i w małych ilościach w rozpuszczalnym worku, 12 na 8 cm, z tworzywa PVA. Taki worek wypełniam mieszanką pelletu o smaku kałamarnicy i sypką zanętą karpiową. Pellet, którego używam, ma taką właściwość, że się nie rozpuszcza w jednym czasie, tylko równomiernie. To już tajemnica producenta jak to robi, ale porcja peletu, którą wsypałem do worka, rozpuszcza się przez kilka godzin.

Laseczki peletu rozmakają więc jedna po drugiej i uwalniają zapach. Zaś drobiny, które po niej pozostały, woda wymywa z łowiska. Karpie więc zwabia tylko zapach, najeść się nie mają czym i co najważniejsze łowisko pozostaje czyste, bo nie zaśmiecają go składniki spożywcze.

Moją przynętą są kulki proteinowe o średnicy od 14 do 16 mm. Niekiedy robię też bałwanka składającego się z połówki kulki tonącej i połówki pływającej. Wiosną najlepsze są kulki o smaku jakiegoś owocu, na przykład śliwki lub truskawki, z rybą, albo kulki owocowe zanurzone w wątrobowym bosterze. Dipów teraz nie używam, bo mają zbyt mocny zapach.

Gdy temperatura wody przekroczy 15 st. C, karpie stają się aktywne. Nie siedzą w miejscu, lecz szukają pokarmu. Nadal jednak najlepsze są te łowiska, w których po raz pierwszy pokazały się wiosną. Tylko gdy dzień jest bardzo upalny, znikają z nich i idą na głębszą wodę. Wiosną więc łowię karpie w rozległych płyciznach. Im jednak bliżej lata, tym gorliwiej rozglądam się za takimi płyciznami, które sąsiadują z wodą głęboką.

Latem potrzeba też więcej zanęty i dłuższego nęcenia. Gdybym sypał mało, musiałbym nęcić bardzo długo. Do dużej ilości pokarmu karpiom opłaca się zbliżyć, a jeżeli jeszcze nęcę tam, gdzie one zwykle przepływają (ich trasy są na ogół stałe), to mój sukces jest pewniejszy.

Zaczynam nęcić cztery dni przed planowaną zasiadką. W łowisko sypię mieszankę składającą się z ziaren kukurydzy, bobiku, grochu i konopi oraz kulek proteinowych. Na jedno nęcenie zużywam trzy kilogramy ziaren i kilogram kulek proteinowych. Tę ilość rozsypuję na polu pięć metrów długim i dwa metry szerokim. Jak na jeden raz to niewiele, ale przecież wybrałem miejsce, w którym karpie są niemal na pewno. Od tego pola sypię jeszcze ścieżkę w kierunku głębokiej wody. To dla karpi jakby drogowskaz, który prowadzi je do zanęconego pola i moich haczyków.

Zestawy umieszczam na krawędziach nęconego pola. Wywożę je, spokojnie kładę na dnie i obsypuję pelletem oraz pokruszonymi kulkami proteinowymi, takimi samymi, jakie mam na włosie przy haczyku. Tym sposobem nęcę punktowo i zarazem ukrywam pewne elementy zestawu, które mogłyby u karpi wzbudzić nieufność.

Wiosną łowiłem na 16-milimetrowe kulki pływające lub bałwanki złożone z rozpołowionych kulek pływających i tonących. Latem zakładam na włos kulki 20-milimetrowe o smaku owoców albo scopeksu. Kulki haczykowe moczę w dipie, żeby się pośród innych wyróżniały mocnym zapachem. Brak brań zmusza do eksperymentowania. Zaczynam od tego, że na haczyk zakładam kulkę o smaku, jakiego w łowisku jeszcze nie ma.

Bogdan Kubisz
Ziębice

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisment -

Most Popular

Recent Comments