sobota, 2 marca, 2024
Strona głównaGruntDUŻE KARPIE OD WIOSNY DO KOŃCA LATA

DUŻE KARPIE OD WIOSNY DO KOŃCA LATA

Złowić dwudziestokilowego karpia to marzenie wielu wędkarzy.
Gdzie takich karpi szukać, czym je przyciągnąć w łowisko, jaką przynętę założyć na haczyk? O tym wszystkim opowie nam Bogdan Kubisz z Ziębic, łowca karpia, który ważył ponad 28 kilogramów.

Podczas zimy karpie prawie nie żerowały. Teraz, gdy po powierzchni mocno operują słoneczne promienie, ruszyły na płycizny, bo w tych miejscach woda nagrzewa się najszybciej, rozwija się życie i karpie mają dużo pokarmu. Zjadają larwy owadów, na przykład ochotki, ale także jętek i ważek. Później, kiedy woda jest już mocno nagrzana, pojawiają się ślimaki i raki, które również są ich pokarmem.

Jeżeli karpie nie są z zajmowanych obecnie rewirów wypłaszane, przebywają w nich do późnej jesieni. Zwykle blisko stąd do trzcinowisk z cienką warstwą mułu na dnie, który jest dla karpi czymś w rodzaju magazynu z żywnością. Jeszcze pewniejszymi karpiowymi miejscówkami są łąki grążeli, ale dużych sztuk najlepiej szukać w zaczepach. Mogą to być na przykład karcze albo leżące w wodzie drzewa. Karpie bowiem lubią, kiedy obok żerowiska są także kryjówki.

Wiosną karpi nie trzeba ściągać w łowisko długim i obfitym nęceniem, bo żerują krótko. W ten sposób przystosowują się do sytuacji. O tej porze roku w wodzie znajduje się niewiele naturalnego pokarmu. Dlatego zanętę podaję punktowo i w małych ilościach w rozpuszczalnym worku, 12 na 8 cm, z tworzywa PVA. Taki worek wypełniam mieszanką pelletu o smaku kałamarnicy i sypką zanętą karpiową. Pellet, którego używam, ma taką właściwość, że się nie rozpuszcza w jednym czasie, tylko równomiernie. To już tajemnica producenta jak to robi, ale porcja peletu, którą wsypałem do worka, rozpuszcza się przez kilka godzin.

Laseczki peletu rozmakają więc jedna po drugiej i uwalniają zapach. Zaś drobiny, które po niej pozostały, woda wymywa z łowiska. Karpie więc zwabia tylko zapach, najeść się nie mają czym i co najważniejsze łowisko pozostaje czyste, bo nie zaśmiecają go składniki spożywcze.

Moją przynętą są kulki proteinowe o średnicy od 14 do 16 mm. Niekiedy robię też bałwanka składającego się z połówki kulki tonącej i połówki pływającej. Wiosną najlepsze są kulki o smaku jakiegoś owocu, na przykład śliwki lub truskawki, z rybą, albo kulki owocowe zanurzone w wątrobowym bosterze. Dipów teraz nie używam, bo mają zbyt mocny zapach.

Gdy temperatura wody przekroczy 15 st. C, karpie stają się aktywne. Nie siedzą w miejscu, lecz szukają pokarmu. Nadal jednak najlepsze są te łowiska, w których po raz pierwszy pokazały się wiosną. Tylko gdy dzień jest bardzo upalny, znikają z nich i idą na głębszą wodę. Wiosną więc łowię karpie w rozległych płyciznach. Im jednak bliżej lata, tym gorliwiej rozglądam się za takimi płyciznami, które sąsiadują z wodą głęboką.

Latem potrzeba też więcej zanęty i dłuższego nęcenia. Gdybym sypał mało, musiałbym nęcić bardzo długo. Do dużej ilości pokarmu karpiom opłaca się zbliżyć, a jeżeli jeszcze nęcę tam, gdzie one zwykle przepływają (ich trasy są na ogół stałe), to mój sukces jest pewniejszy.

Zaczynam nęcić cztery dni przed planowaną zasiadką. W łowisko sypię mieszankę składającą się z ziaren kukurydzy, bobiku, grochu i konopi oraz kulek proteinowych. Na jedno nęcenie zużywam trzy kilogramy ziaren i kilogram kulek proteinowych. Tę ilość rozsypuję na polu pięć metrów długim i dwa metry szerokim. Jak na jeden raz to niewiele, ale przecież wybrałem miejsce, w którym karpie są niemal na pewno. Od tego pola sypię jeszcze ścieżkę w kierunku głębokiej wody. To dla karpi jakby drogowskaz, który prowadzi je do zanęconego pola i moich haczyków.

Zestawy umieszczam na krawędziach nęconego pola. Wywożę je, spokojnie kładę na dnie i obsypuję pelletem oraz pokruszonymi kulkami proteinowymi, takimi samymi, jakie mam na włosie przy haczyku. Tym sposobem nęcę punktowo i zarazem ukrywam pewne elementy zestawu, które mogłyby u karpi wzbudzić nieufność.

Wiosną łowiłem na 16-milimetrowe kulki pływające lub bałwanki złożone z rozpołowionych kulek pływających i tonących. Latem zakładam na włos kulki 20-milimetrowe o smaku owoców albo scopeksu. Kulki haczykowe moczę w dipie, żeby się pośród innych wyróżniały mocnym zapachem. Brak brań zmusza do eksperymentowania. Zaczynam od tego, że na haczyk zakładam kulkę o smaku, jakiego w łowisku jeszcze nie ma.

Bogdan Kubisz
Ziębice

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

- Advertisment -

Most Popular

Recent Comments