poniedziałek, 27 czerwca, 2022

WĘDRÓWKI RYB

Naturalne wędrówki ryb podyktowane są koniecznością wydania potomstwa, a więc przetrwania gatunku oraz poszukiwaniem żerowisk lub Zimowisk. Czasem jednak ten rytm zakłóca ingerencja człowieka, raz utrudniając migracje, kiedy indziej zaś wymuszając ekspansję gatunku.

Nieodległa historia naszych rzek dostarcza przykładu trzech gatunków, które ze względu na niekontrolowaną eksploatację naturalnego środowiska wodnego, musiały porzucić dawne swoje tarliska. Chodzi o naszego jesiotra, a także o bardzo sobie bliskie gatunki: łososia i troć.

Jesiotr był największą, dorastającą do długości czterech metrów i trzystu kilogramów masy rybą polskich rzek: Wisły i jej dopływów – Narwi, Sanu i Dunajca. Mięso i ikra o wyjątkowych walorach smakowych stały się przyczyną niekontrolowanych, nadmiernych połowów, które doprowadziły do jego wyginięcia. Łosoś i troć dunajecka padły ofiarą przegradzania rzek. Najpierw, w latach trzydziestych dwudziestego wieku, Dunajca (Rożnów), a ostatecznie, na początku drugiej połowy ubiegłego stulecia, przegrodzenia Wisły zaporą we Włocławku.

Wymieranie gatunków było i ciągle jeszcze jest następstwem rozwoju cywilizacyjnego, a przede wszystkim wzrostu liczebności naszej, ludzkiej populacji. Traktowanie przyrody jako niewyczerpanego zasobu dóbr, ocenione jako groźne dla przyszłości, przyhamowane zostało względnie skutecznie dopiero pod koniec drugiej połowy XX wieku. Przyhamowane, ponieważ traktowanie przyrody jako niewyczerpanego zasobu w dalszym ciągu tkwi w świadomości zbiorowej i tylko z wielkimi oporami, w ograniczonym zakresie, mimo stworzonego ustawodawstwa i traktatów międzynarodowych, udaje się je zmieniać.

Równie niepożądanym ingerowaniem w środowisko naturalne były próby, często udane, wprowadzania pożądanych ze względów komercyjnych gatunków ryb w obce im środowisko. Najstarszym gatunkiem introdukowanym na szeroką skalę był karp. Arystoteles (384 – 322 p.n.Ch) w “Zoologii” opisał go jako rybę rzeczną, co dowodzi, że już wówczas zasiedlała ona wody Europy południowo-wschodniej. Choć karp jest odporny na długotrwały niedostatek tlenu, to jednak ówczesny transport uniemożliwiał przewożenie materiału zarybieniowego na znaczne odległości. Dlatego rozprzestrzenianie się tego gatunku w Europie, choć stałe, było powolne. Powszechnie się uważa, że do Polski został sprowadzony przez zakonników i był hodowany przy klasztorach jako źródło postnego mięsa. Zakładanie klasztorów, następstwo przyjęcia przez Polskę chrztu, rozpoczęło się w końcu X wieku. Ryby nie nazwano wówczas karpiem, ale opisano ją często w różnych aspektach. Później przenoszenie gatunków na znaczne odległości stało się łatwiejsze dzięki rozwojowi transportu, zwłaszcza morskiego, a więc w XVIII wieku.

Sprowadzono wówczas do Niemiec (Prus) sumika karłowatego jako rybę przeznaczoną do hodowli. Dość szybko jednak uciekinierzy przedostali się do rzek i rozpowszechnili także w Polsce. Zdarzeniem, które wywołało sensację, było przewiezienie w roku 1865 do Anglii 14 sumów wyłowionych z Dunaju w Rumunii. Londyński “Times” nazwał to nadzwyczajnym wydarzeniem o znaczeniu komercyjnym, ponieważ, jak informował, na południu Europy od dawna hodowano z powodzeniem sumy w stawach. Zachwyt był przedwczesny, sumy bowiem źle tolerowały nowe środowisko. Wskazuje to jednak, że uzasadnieniem aklimatyzacji obcych gatunków był zawsze zamysł komercyjny, oparty o przekonanie, że wody naturalne mogą być bez ograniczeń i następstw ekologicznych wykorzystywane dla potrzeb hodowlanych.

W dziewiętnastym i dwudziestym wieku dokonano w Europie, także do wód polskich, wielu prób introdukowania obcych gatunków. Około 1890 r. sprowadzono pstrąga źródlanego do wód górskich na południu kraju i ponownie w 1969 r. Ten gatunek został zaplanowany jako ryba dla wędkarzy i był wysiedlany głównie do rzek podkarpackich, a nawet do Morskiego Oka w Tatrach.

W końcu XIX wieku sprowadzono na teren ówczesnego zaboru pruskiego tęczaka. Kolejne introdukcje tego gatunku dokonywane były w latach 1904, 1924 i liczne po roku 1945, kiedy pstrąg tęczowy, obok karpia, stał się drugim gatunkiem hodowlanym. Próby wprowadzenia bassa wielkogębowego, pochodzącego tak jak tęczak z Ameryki Północnej, podejmowane przed i po drugiej wojnie światowej skończyły się w naszym kraju niepowodzeniem.

Druga połowa XX wieku przyniosła liczne udane próby introdukowania ryb pochodzenia azjatyckiego, najpierw do wód europejskiej części byłego ZSRS, a potem do Polski. W roku 1964 sprowadzone zostały amur i tołpyga biała, rok później tołpyga pstra, a także do jezior mazurskich peluga, która miała zastąpić mniej wydajne gatunki – sieję i sielawę.

Dzisiaj, z perspektywy wielu lat, można śmiało powiedzieć, że jedyna trafna introdukcja to wprowadzenie do Popradu i Dunajca głowacicy, która zasiedliła łowiska opuszczone przez łososia i troć.

Obecnie w Unii Europejskiej utrwalają się dwie tendencje. Pierwsza, uzasadniona względami ekologicznymi, kładzie nacisk na zachowanie, a nawet restytucję gatunków rodzimych. Druga podyktowana względami ekonomicznymi polega na likwidowaniu mało opłacalnego rybactwa śródlądowego na wodach naturalnych na rzecz bardziej opłacalnego wykorzystywania tych wód dla potrzeb wędkarskich. Niebawem i my będziemy musieli zaakceptować ten kierunek.

Jerzy Komar

Poprzedni artykuł…WIDAĆ ICH POTĘŻNE CIELSKA
Następny artykułNA KLENIE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisment -

Most Popular

Recent Comments