niedziela, 4 grudnia, 2022
Strona główna Środowisko STAW EKSPERYMENTALNY

STAW EKSPERYMENTALNY

Trzy lata temu znajomy wykopał na ogródku staw o powierzchni dużego pokoju. Najpierw wpuścił do niego karpie koi (azjatycka barwna odmiana) i karasie. Mnie pozwalał tylko je obserwować i karmić. Po dwóch latach ryby były już na tyle oswojone, że bez strachu przed ludźmi natychmiast atakowały każdy wrzucony do wody kawałek chleba, gumy do żucia czy nawet patyk. Tak oswojone ryby nie są zbyt wiarygodne do eksperymentowania z nimi, ale w końcu udało mi się namówić kolegę, żeby przetestować na nich świeżo zrobione przeze mnie woblery.

Zdjąłem z woblerów kotwice i zastąpiłem je ciężkimi agrafkami, żeby nie zmienić ich akcji. Zaczęliśmy rzucać kolejnymi modelami woblerów. Byłem pewny, że na każdy uderzeń będzie bardzo dużo. Tak się jednak nie działo. Do niektórych ryby co prawda podpływały, ale tylko raz, tuż po opadnięciu ich na wodę, i wcale nie chciały za nimi płynąć. Inne woblery (o szerokiej, miotającej się akcji, srebrne i z ciemnym grzbietem) wzbudzały dużo większe zainteresowanie.

Po rzucie kilkanaście ryb natychmiast do nich podpływało i ścigało, starając się je połknąć. Jednak po kilku przeprowadzeniach tego samego woblera zainteresowanie ryb stopniowo nimi malało, aż wreszcie przestawały na niego reagować. Kiedy sądziłem, że już nic nie sprowokuje ryb do brania, z pudełka wyjąłem 2,5-centymetrowe pływające woblery pomalowane na czarno. Zanurzały się na 20 cm i miały drobną, bardzo szybką akcję. Na widok tych woblerków karpie i karasie dostawały wręcz amoku. Atakowały je aż kilkanaście razy na dystansie 3 metrów i to niezależnie od sposobu i liczby przeprowadzeń. Ryby usiłowały je połknąć także, gdy woblery były nieruchome. Później takich woblerów używałem w rzece. Brały na nie klenie, jazie i jelce. Były skuteczne również na okonie z płycizn Odry i mazurskich jezior.

Po tych zabawach z karpiami i karasiami postanowiliśmy poeksperymentować z dzikimi rybami. Padło na klenie i jazie, bo te ryby chętnie łowimy. Byliśmy ciekawi, jak szybko się zaadaptują do nowych warunków i jak się zmieni ich zachowanie.

Klenia wpuściłem rok temu. Dziś ma 40 cm długości i waży kilogram. Przez pierwsze trzy dni po wpuszczeniu ukrywał się w trzcinach i pod liśćmi nenufarów. Potem zaczął pływać już razem z innymi rybami (karpiami i karasiami), ale trzymał się na uboczu stada. Częściej od nich przebywał też w głębszej części stawu z dala od innych ryb. Po dziesięciu dniach kleń zaczął pobierać pokarm, ale robił to bardzo ostrożnie, choć widok człowieka na brzegu już go nie płoszył. Kiedy minęły dwa miesiące, kleń rozpoczął rządy w stawie. Inne ryby czuły przed nim wyraźny respekt, choć co najmniej dwa spośród karpi przewyższały go wagą. Do rzuconych kilku skórek chleba podpływał błyskawicznie i pochłaniał je odpychając inne ryby. Policzyłem, że potrafi zjeść siedem kawałków chleba (2×2 cm) raz za razem. Kiedy jednak wrzucałem do wody skórkę wielkości pudełka zapałek, to po jej chwyceniu kleń zanurzał się głębiej i przez około 5 minut nie żerował.

Kleń potrafił pod rząd zjeść też aż 13 dużych czereśni. Robił to z taką zachłannością, że nie pozwolił żadnej z nich dotrzeć do dna w miejscu, gdzie głębokość wynosi tylko pół metra. Kiedyś rzuciłem mu kilka niedojrzałych wiśni. Owoce były lekko kwaśne. Kleń szybko chwycił do pyska trzy z nich, ale zaraz je wypluł. Powtarzał to kilkakrotnie, aż wreszcie je zjadł. Dwa owoce zostawił, wyraźnie kwaśne wiśnie mu nie smakowały. Dodam, że ryby w tym stawie są bardzo rzadko karmione i nie mogą wybrzydzać. Później, kiedy dawałem kleniowi już dojrzałe wiśnie, zjadał je znacznie mniej chętnie niż czereśnie. Widać więc, że klenie wolą słodkie owoce, choć od lat słuchałem opowieści o łowieniu tych ryb na zielone czereśnie lub truskawki. Co o tym teraz sądzić, doprawdy nie wiem.

Prawdziwą frajdę sprawiało mi obserwowanie klenia, gdy dokazywał. Pierwszą porcję pokarmu (owad lub skórka chleba) przeważnie od razu połykał, do drugiej startował, ale tuż przed nią zawracał robiąc duży wir i chował się w nenufarach. Chwilę obserwował pokarm z ukrycia, by nagle wyskoczyć i go połknąć. Czasem uderzał w chleb ogonem i połykał, gdy ten tonął lub podnosił go dopiero z dna. Takie pokazy urządzał jednak rzadko, częściej zjadał wszystko bez żadnych ceregieli. Ciekawe jest to, że zachowywał się prawie identycznie jak w warunkach naturalnych, choć w jego wypadku nie było już płochliwości. Potrafił podpłynąć i wyrwać mi rosówkę trzymaną w palcach. Kleń w stawie miał jeszcze inny wpływ na życie niektórych mieszkańców stawu. Wyhodowanych przez kolegę karasi, które osiągnęły kilka centymetrów długości, zostało w stawie znacznie mniej niż było na początku.

Dłużej od klenia w stawie przebywał jaź. Był w nim 16 miesięcy, dorósł w tym czasie do 0,6 kg wagi i 36 cm długości. Z początku nie był zbytnio płochliwy. Choć pokarm zaczął pobierać już na drugi dzień po wpuszczeniu, to jednak do dziś nie oswoił się tak jak kleń. Szybciej natomiast znalazł kolegów.

W stawie były także cztery złote orfy (długości 25 cm). Właśnie w ich towarzystwie najczęściej widziałem wpuszczonego jazia, nie jest to dziwne, przecież orfy to barwna odmiana jazi. Orfy łatwo było zauważyć z powodu ich marchewkowego ubarwienia, i właściwie można było być pewnym, że normalny jaź pływa razem z nimi, choć trzeba było często wytężyć wzrok by go zauważyć. Jaź sprawiał wrażenie ryby mało żarłocznej i agresywnej. Najczęściej zjadał małe porcje pokarmu, zarówno z powierzchni, jak i z dna. Trzymał się raczej na uboczu i nigdy nie podpływał bardzo blisko do człowieka (karpie na przykład chwytały pyskami za palce). Dwa miesiące temu wpuściłem do stawu drugiego jazia, większego o dwa centymetry. Po kilku dniach „starego” jazia już rzadko widziałem razem z orfami. Teraz pływał już prawie wyłącznie z jaziem świeżo wpuszczonym. Zauważyłem też, że przebywając razem stały się bardziej płochliwe niż wówczas, gdy jaź był sam w zbiorniku. Obecnie w stawie z jednej strony sztucznego wodospadu pływają cztery orfy, z drugiej strony dwa jazie.

Niedługo zamierzam do stawu wpuścić trzeciego jazia, jeszcze większego. Ciekawe, co z tego wyniknie.

mk

Poprzedni artykułSZCZYPTA WYOBRAŹNI
Następny artykułW ZIMNO NA LESZCZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisment -

Most Popular

Recent Comments