czwartek, 30 czerwca, 2022
Strona główna Grunt LATO, TO KARPIE I BRZANY

LATO, TO KARPIE I BRZANY

Rzeka jest kapryśna. Jednego dnia można w niej nałowić pełną siatkę dorodnych ryb, a potem przez tydzień lub dwa nie doczekać się żadnego brania. Jezioro to co innego. Tu ryby żerują, więc i biorą, bardziej równomiernie. Nawet gdy przez cały dzień nie ma się nic, to pod wieczór zwykle coś na haczyku zawiśnie.

W ubiegłym roku z jeziora wyłowiłem trzydzieści karpi, same lustrzenie. Największy ważył 16,20, najmniejszy 4,20 kg. Z rzeki wyciągnąłem tylko osiem sazanów, zdecydowanie mniejszych, od 6 do 8,50 kg. Ale oprócz tych karpi rzeka podarowała mi jeszcze kilkanaście dużych brzan, certę o wadze 1,60 kg i kilka dochodzących do kilograma płoci.

Latem interesują mnie tylko te dwa gatunki ryb: karp i brzana. Nęcimy z kolegą i synem dwa łowiska. Jedno na 100-hektarowym, płytkim jeziorze, drugie na rzece. Na początku do wody idzie kukurydza, moczona i tylko lekko podgotowana. Zamrażamy ją w pudełkach po margarynie razem z drobnymi kamykami lub żwirem. Takie lodowe brykiety bez trudu rzucam na odległość 40 metrów, a obciążenie (kamyki lub gruby żwir) ściąga je na dno. Żeby zwabić karpie, trzeba przynajmniej dwóch tygodni. Przez ten czas rybom jeziorowym podajemy co trzy – cztery dni około 10 kilogramów kukurydzy w równych porcjach.

Do rzeki zanętę sypiemy luzem. Musi jej być dwa razy więcej, bo spora jej część spływa z prądem. Więcej wrzucać nie warto, bo jak ryby mają za dużo jedzenia, to nie chcą brać. Przekonaliśmy się o tym kilkakrotnie. Po 15 lipca, kiedy zaczynają się pokazywać brzany, do każdej porcji rzecznej zanęty dodaję kilogram lekko nadpsutego żółtego sera pokrojonego w kostki o krawędzi 1 – 1,5 cm. Dwa lata temu kupiliśmy po promocyjnej cenie w mleczarni wielką bryłę nadpsutego sera. Ważyła 10 kilogramów. Została zakopana w dole. Mamy teraz zapas. A ser im starszy, tym mocniej kusi brzany.

Do połowy sierpnia moją główną przynętą na karpie jest kukurydza z puszki, ale nie pierwsza lepsza. Ziarna muszą być duże, twarde i słodkie. Dlatego w różnych sklepach kupujemy na próbę po jednej puszce i sprawdzamy jej zawartość. Jeżeli kukurydza jest dobra, bierzemy większą ilość tej samej partii.
Pod koniec lata i jesienią w jeziorze łowię karpie na ciasto proteinowe. Robię je sam z mąki kukurydzianej, mąki pszennej, odrobiny mielonych konopi i jaj. Ciasto słodzę karmelem, dodaję zapachu scopex i barwię na kolor pomarańczowy (potem co bardziej natrętnym wędkarzom wmawiam, że łowię na kawałki marchwi). Maszynki do kulek nie mam, więc z ciasta robię kluseczki, bo to idzie najszybciej. Karpiom taki kształt przynęty nie tylko nie przeszkadza, ale się mi wydaje, że do klusek podpływają z większą ufnością niż do kulek. Kluski gotuję na miękko, żeby je było łatwo założyć na haczyk.

Mój zestaw na rzekę i jezioro jest jednakowy. Półmetrowy przypon z żyłki 0,20 wiążę do żyłki głównej (0,22) poprzez krętlik. Obciążeniem jest przelotowa łezka o wadze 20 g, którą zakładam bezpośrednio na żyłce (dobrze wychodzi z zaczepów). Przyponów włosowych nie używam.

W rzece wędkujemy z łódki, jakieś 20 metrów od brzegu, na pograniczu spokojnej wody i nurtu. Na środku rzeka ma 4 m głębokości, prąd jest silny, na dnie leży żwir. Po obu brzegach rosną wysokie drzewa zacieniające wodę. Tego miejsca trzymają się brzany, które unikają prześwietlonej wody. Najlepiej biorą w sierpniu, od zmierzchu do północy. Na haczyk z długim trzonkiem zakładam kostkę sera, taką, jakich używam do nęcenia. Zestaw zarzucam w najszybszy nurt. Pozwalam mu spłynąć tam, gdzie chce rzeka, i dopiero wtedy naprężam żyłkę. Brzany biorą gwałtownie i mocno, trzeba pilnować wędki. Odjazdy są zdecydowane, rybę trudno oderwać od dna i mijają długie minuty, zanim błyśnie złotym bokiem przy łódce.

Karpie wolą spokojniejszy nurt przy burcie z dwumetrową wodą. W rzece cały sezon nęcę je i łowię na kukurydzę z puszki zakładając na krępy, krótki haczyk po 4 – 5 ziaren. W rzece moje kluski proteinowe jakoś się nie sprawdziły. Na kiju miałem sztuki dwucyfrowe. Niestety, nie potrafiłem ich wyholować. W mgnieniu oka wchodziły w zatopione drzewo znajdujące się 30 metrów od łódki i tam zrywały żyłkę. Nie pomogła zmiana żyłki na grubszą i użycie przyponu z plecionki. Z jednym kolosem mocowałem się pół godziny. Po zacięciu pozwoliłem mu tylko na krótki odjazd, potem trzymałem z całych sił. Zmienił taktykę obrony i wpakował się w przybrzeżne trzciny. Rzeczne karpie są bardzo przebiegłe, a rzeka ma ten minus, że nie można podnieść kotwicy i pognać za uciekającą rybą. Łódkę poniósłby prąd.

Kilka karpi hoduję w oczku wodnym w ogródku. Mają po 4 – 7 kilogramów. Uwielbiają kukurydziane chrupki. Czasami zakładam jedną na haczyk wędki i ukryty w cieniu patrzę, co się będzie działo. Karp czeka, aż chrupka rozmięknie. Wtedy wyskakuje pionowo z dna, zasysa ją od dołu i błyskawicznie nurkuje. Kiedy poczuje haczyk, natychmiast płynie w stronę zatopionego karcza, okręca żyłkę o gałąź i z rozmysłem zrywa. Jak nauczony! Czasem, gdy karpie zobaczą nad wodą człowieka, kładą się bokiem na dnie. Już mnie tak parę razy nabrały. Myślałem, że wyłowił je złodziej. Dopiero kiedy odszedłem od sadzawki, podnosiły się z dna.

Jan Steinke

Poprzedni artykułDOMATORZY I WAGABUNDY
Następny artykułWIELE LAT TEMU…

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisment -

Most Popular

Recent Comments