środa, 30 listopada, 2022
Strona główna Grunt ŁOWISKO HORNIOK

ŁOWISKO HORNIOK

Horniok w Krzyżanowicach koło Raciborza to kompleks czterech dawnych wyrobisk żwiru. Razem mają 65 hektarów.

Trzy wyrobiska znajdują się blisko siebie. Nad ich brzegi można dojechać samochodem, dlatego łowi tu najwięcej wędkarzy. Zasadzają się z gruntówkami na karpie i liny. Czwartą żwirownię od pozostałych oddziela wał. Tutaj wędkarzy mało, bo brzegi są strome i gęsto porośnięte wierzbami i olchami. Samochodem się nie dojedzie, bo jedyna prowadząca tu droga wije się po grząskim i zarośniętym terenie. To wyrobisko znajduje się najbliżej Odry. Z rzeką łączy je stumetrowy kanał, w którym woda pojawia się tylko wtedy, gdy jej poziom w Odrze jest wysoki. Wówczas razem z wodą wpływają do żwirowni ryby.

Spotkałem tutaj Piotra Kałę z Raciborza, który opowiedział o swoim wędkowaniu i o horniockich rybach, które łowi w wyrobisku położonym najbliżej Odry.

Łowię na wypłyceniach, które mają płaskie szczyty. Żeby je znaleźć, pływam pontonem i pomagam sobie echosondą. Szukam takich płycizn, które na szczycie mają około półtora metra wody, a ich spady schodzą znacznie głębiej. Dobrze, gdy są tam jakieś podwodne przeszkody, na przykład zatopione krzaki, pnie lub karcze. Takiego łowiska nie muszę długo zanęcać, bo ryby mają tam swoje kryjówki.

Amury łowię na blatach położonych blisko brzegu, w sąsiedztwie wodnej roślinności, najczęściej moczarki kanadyjskiej. Karpie wolą blaty znajdujące się mniej więcej pięćdziesiąt metrów od brzegu. Blaty przybrzeżne, amurowe, są piaszczyste. Te dalsze, karpiowe, mają powierzchnię żwirową i żyją na nich szczeżuje. Karpie się nimi odżywiają.

Blaty karpiowe są niewielkie. Spośród tych, które wysondowałem, i które okazały się dobrymi łowiskami, największe miały około dziesięciu metrów kwadratowych. Nęcić zaczynam tydzień przed planowaną zasiadką. Zawsze nęcę dwa blaty naraz, niezbyt od siebie oddalone. Często bowiem jest tak, że na jednym blacie nie mam nawet skubnięcia, a na drugim karpie biorą zaraz po położeniu zestawu. Każdy z dwóch blatów nęcę taką samą ilością karmy. Na jedno nęcenie zużywam pół kilograma gotowanych konopi, pół kilograma pokruszonych kulek proteinowych i pół kilograma całych kulek o średnicy 16 mm. Kulki są brązowe i mają smak scopeksu.

Amury nęcę podobnie jak karpie z tą jednak różnicą, że w łowisko wrzucam jeszcze dwa kilogramy gotowanej kukurydzy. Bardziej obfite nęcenie tego łowiska nie jest potrzebne. Ryb jest tu bardzo dużo, a blaty, na których łowię, mają małą powierzchnię.

Wystarczy więc karmy na to, żeby się ryby przyzwyczaiły do miejsca, w którym pokarm się systematycznie pojawia. Przypływają tu codziennie.

Zanętę wywożę pontonem. Przed wrzuceniem kolejnej partii sprawdzam, czy poprzednia została wyjedzona. Mam na to stary, można powiedzieć, szkolny sposób. Woda w żwirowni nie zawsze jest na tyle klarowna, żeby przy głębokości półtora metra można było zobaczyć dno. Podłoże jest bowiem gliniaste. Byle wiaterek robi falkę i woda staje się zawiesista. Więc w plastikowym wiadrze wyciąłem dno i zrobiłem z niego tubę, którą, siedząc na pontonie, do połowy wkładam do wody i z góry obserwuję, jak w telewizorze, czy na dnie zostało coś z mojej zanęty. Jeżeli zostało, to dodaję tylko połowę dotychczasowej porcji. Czasem trwa to przez parę kolejnych dni. Wtedy rezygnuję z tego łowiska. W dniu, którym zasadzam się na karpie, przestaję nęcić, ale położony na dnie zestaw obsypuję niewielką ilością pokruszonych kulek i sypką zanętą karpiową.

Jako przynęty używam tonących i pływających kulek proteinowych o średnicy 20 mm. Robię je sam. Są takie same jak te, których używałem do nęcenia, tyle że trochę większe. Przed założeniem na włos moczę je w dipie o smaku muszli, raka lub kraba. Który z nich będzie lepszy, okaże się podczas zasiadki. Trzeba próbować. Najczęściej zaczynam od smaku muszli, bo naturalnym pokarmem dużych karpi są szczeżuje.

Kulki na amury moczę w dipie waniliowym. Wcześniej używałem dipów o smakach owocowych lub sporządzanych na bazie wyciągu z trzciny, ale wtedy brań było mniej. Podczas jednej z zasiadek kulkę zanurzyłem w dipie waniliowym z myślą o karpiu, ale zamiast karpia złowiłem amura. Zarzuciłem więc ponownie i po chwili holowałem następnego amura. Od tego czasu, gdy łowię amury, z waniliowym dipem się nie rozstaję.

Na włos zestawu karpiowego zakładam dwie kulki, jedną pływającą, drugą tonącą. Taki zestaw ma pływalność neutralną i unosi się ledwie centymetr nad dnem. Uważam, że to bardzo istotne, bo karp pewniej pobiera taką przynętę, która jest niezbyt ciężka i łatwo się unosi nad dno, gdy strzyknie na nią wodą. Amury na takie przynęty nie biorą, one wolą, żeby kulka była wysoko nad dnem. Dlatego łowię je tylko na jedną kulkę pływającą.

Okres najlepszych brań w Hornioku to przełom kwietnia i maja, kiedy temperatura wody przekracza już 10 st. C. Im woda cieplejsza, tym żerowanie jest dłuższe i częstsze. Całkowity zanik karpiowych brań następuje pod koniec maja, gdy w żwirowni trą się leszcze. Karpie ignorują wtedy każdą przynętę i odżywiają się jedynie leszczową ikrą. Na amury tarło innych ryb nie ma wpływu.

Latem, gdy temperatura wody przekroczy 25 st. C – zwykle przypada to na początek lipca – żerowanie trwa znacznie krócej. Wtedy ryby biorą tylko w nocy lub wczesnym rankiem.

Najwięcej amurów złowiłem w godzinach 6 – 10, najwięcej karpi w godzinach 22 – 2 i 4 – 7. Najlepsze wyniki miałem przy ciśnieniu stabilnym wynoszącym od 1000 do 1010 hPa, a także wtedy, gdy zaczynała się pełnia.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisment -

Most Popular

Recent Comments