sobota, 25 czerwca, 2022
Strona główna Grunt WYPRAWA NA KARPIE

WYPRAWA NA KARPIE

Dlaczego ryby się spławiają, trudno powiedzieć, wiadomo jednak, że w miejscu, w którym to robią, zawsze można liczyć na dobre brania. Tak właśnie jest z karpiami. Dlatego w niewielkich akwenach znaleźć je łatwo. Gorzej w zbiornikach dużych i płytkich, gdzie prawie na całej powierzchni dna ryba ma dostęp do naturalnego pokarmu. Wtedy najlepiej kierować się zasadą „koniec języka za przewodnika” i po prostu popytać o karpie kolegów po kiju. Dobrze, jeżeli będą chcieli opowiadać o szczegółach, ale w zasadzie wystarczy się dowiedzieć, czy woda, w której zamierzamy łowić, była zarybiana karpiami, a jeżeli tak, to kiedy po raz pierwszy. Karp przyrasta przeciętnie kilogram rocznie. To nam da wyobrażenie, z jakimi rybami możemy się zmierzyć.

Dopiero kiedy o zbiorniku dowiem się w miarę dużo, zaczynam szukać miejsca na łowisko. Najlepiej, żeby to było w pobliżu mateczników. Tak nazywam miejsca, w których karpie się gromadzą w stada liczące nawet po kilkanaście sztuk. W niektórych matecznikach przebywają cały rok, częściej jednak inne mają latem (od maja do września), a inne zimą (od października do kwietnia). Mateczniki znajdują się w miejscach spokojnych, zacisznych i osłoniętych od wiatru, często w sąsiedztwie zatopionych krzewów albo zwalonych do wody drzew, bo tam ryby czują się bezpiecznie. W mateczniku zawsze jest głębiej niż w najbliższym otoczeniu, a podłoże jest twarde. Na miękkim dnie karpie nie lubią przebywać, bo muł często wydziela śmierdzące gazy.

Z tego samego powodu nie ma mateczników pod drzewami, gdyż opadające z nich liście i kwiaty gniją w wodzie i odstraszają ryby. Jednak najważniejszy jest dla karpi spokój. Dlatego mateczniki znajdują się z dala od popularnych łowisk i na ogół z brzegu trudno do nich sięgnąć. Trudno je też znaleźć, bo przebywające w nich karpie nie żerują i się nie spławiają. Opuszczają je tylko po to, by szukać pokarmu. Jak widać, wiedza o zachowaniu karpi przybliża do sukcesu, ale też rodzi rozterki. Ustawić kije i nęcić tam, gdzie karpie się spławiają, czy szukać matecznika?

Najpierw opowiem o mateczniku. Jeżeli go szczęśliwie znajdę, to staram się rozpoznać trasy, którymi karpie wypływają na żer, i właśnie tam zaczynam nęcić. Łowienie w samym mateczniku jest bardzo ryzykowne. Hałas i zamieszanie podczas holu może karpie spłoszyć i łowisko będzie spalone. Jeżeli łowię na trasie, to po każdym holu, który wprowadza w stadzie niepokój, karpie zawsze wracają do swego matecznika i za jakiś czas znowu podpłyną do mojej karmy. W mateczniku łowię tylko późną jesienią i zimą, kiedy karpie są apatyczne i nie bardzo chce im się wyruszać w drogę.

Karpiowe żerowiska są dużo łatwiejsze do wykrycia. Znajdują się tam, gdzie na dnie jest dużo naturalnego pokarmu. Ich głębokość nie przekracza czterech metrów. Niżej dociera zbyt mało światła i fauna denna, stanowiąca pożywienie ryb, nie może się rozwijać. Tylko w zbiornikach z bardzo czystą wodą, na przykład w żwirowniach, karpi można szukać nawet na głębokości 6 – 7 metrów.

Potencjalnych żerowisk jest w zbiorniku dużo, trzeba jednak szukać tych, które karpie często odwiedzają. Niezbędna jest obserwacja powierzchni wody. Przede wszystkim patrzę, czy gdzieś nie widać spławiających się ryb albo dużych ilości bąbli. Uważnie się przyglądam wypłyceniom, takim jak podwodne górki i wyspy. Bacznie obserwuję skraj trzcinowiska i kępy dochodzącej do powierzchni podwodnej roślinności. Informacją o żerowaniu jest także mętniejąca od czasu do czasu woda.

Latem łowisko powinno się znajdować po stronie nawietrznej, bo poruszona wiatrem woda wymywa z dna drobne zwierzęta, a to dla karpi prawdziwy przysmak. Wiosną lepsze są miejsca osłonięte od wiatru, ponieważ woda w nich nagrzewa się szybciej i mocniej. Wybierając wiosenne łowisko warto mierzyć temperaturę wody, bo o tej porze roku ciepło przyciąga karpie jak magnes. Wystarczy nawet różnica jednego stopnia, ale z doświadczenia wiem, że w rozmaitych miejscach tego samego zbiornika może być wyższa lub niższa nawet o pięć stopni.

Latem karpie trzymają się miejsc płytkich, mających 1 – 1,5 metra głębokości. Nim jednak zdecyduję się w takim miejscu nęcić, badam dno. Musi być twarde, leżąca na nim warstwa mułu nie może przekraczać paru centymetrów. Inaczej zanęta i przynęty się w nim utopią, a przecież muszą być dla ryb łatwe do znalezienia.

Raki, choć wędkarze ich nie lubią, są w łowisku gośćmi bardzo pożądanymi. Oczyszczają dno z resztek zanęty, cały też czas podskubują kulki boilies, co wyraźnie widać na żyłce. Kiedy przestają przynętę szarpać, to znak, że w łowisko wpłynęły duże ryby, dla których raki również mogą być pokarmem.

Kazimierz Groń
Wrocław

Poprzedni artykułPRZYNĘTA DOSKONAŁA
Następny artykułPOZA CIERPLIWOŚĆIĄ…

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisment -

Most Popular

Recent Comments