niedziela, 26 czerwca, 2022

CZAS JĘTKI

Gdy pod koniec wiosny w rzekach Pojezierza Kaszubskiego zaczynają się roić jętki, muszkarzy ogarnia gorączka. Szanse bowiem na złowienie dużego potokowca, tęczaka lub lipienia stają się wtedy wielokrotnie większe.

Najwcześniej, bo już na początku trzeciej dekady maja, delikatne, kruche owady pokrywają wodę górnej Radunii. Kilka dni później jętki pojawiają się na Wdzie, następnie na Wierzycy, Redzie, Łebie, Słupi… Na Łupawie rójka się przeciąga i w różnym nasileniu trwa aż do pierwszych dni lipca.

Przebieg rójki zależy od charakteru rzeki, jej żyzności, a także od pogody. W rzekach i strugach płynących przez lasy, często w ocienionych jarach, owadzie gody są opóźnione. Chłodna wiosna, północne i wschodnie wiatry oraz niewielkie nasłonecznienie także
hamują przeobrażanie się jętek. Wyrójce sprzyja temperatura przekraczająca 15 st. C, mżawki i burze. Im cieplej i wilgotniej, tym korzystniej. Ciepły deszcz potrafi zafundować wędkarzowi spektakl, który pamięta się latami.

Tam, gdzie natura daje dużo pokarmu, ryby stają się mniej ostrożne i łatwiej je sprowokować do pochwycenia przynęty. Wędkarzowi sprzyja podwyższony stan wody oraz jej zmętnienie. Gdy koryto rzeki jest szersze, brodzący muszkarz może wybrać dogodne miejsce do oddania precyzyjnego rzutu. Od ryby będzie oddalony, więc jej nie przestraszy. W wąskich, niezbyt głębokich i zakrzaczonych ciekach większe pstrągi są dużo ostrożniejsze, często przebywają pod nawisami gałęzi. Płoszy je każdy hałas, niezbyt skoordynowany rzut, cień linki lub wejście wędkarza do wody. Swego największego czerwcowego potokowca o wadze 2,02 kg złowiłem w dopływie Wierzycy „na słuch”, klęcząc w trawie metr od brzegu. Mniej podejrzliwe stają się dopiero po zachodzie słońca.

Któregoś pięknego dnia nad górną Słupią, w czasach, gdy pstrągów i lipieni była tam obfitość, natknąłem się na niezwykłą scenę „wielkiego żarcia”. Za zatopionym w nurcie pniem ustawiły się dwa półmetrowe potokowce i nie wiele od nich mniejszy lipień. Zawzięcie zbierały unoszone prądem jętki. Usadowiony na skarpie, widziałem je niczym w akwarium. Pstrągi wychodziły przed siebie, nad pień. Kardynał majestatycznie unosił się w pół wody i chwytał to, co przepuściły pstrągi. Obfitość jedzenia zjednoczyła dwa gatunki, które normalnie w rzece zajmują odmienne rewiry. Pochłonięty tym widokiem na moment zapomniałem, w jakim celu znalazłem się nad rzeką. W końcu się ocknąłem i podałem imitację jętki pstrągowi, który wydawał mi się nieco większy. Do napływającej przynęty podniosły się oba. Ten mniejszy był o pół sekundy szybszy.

Zaciąłem i po chwili poczułem jego siłę i ciężar, gdy w gwałtownym zrywie parł pod prąd, wybierając kilka metrów linki. Miał 49 centymetrów i masywne, pięknie ubarwione ciało. Gdy niebawem wróciłem w to samo miejsce, drugiego pstrąga już nie było, natomiast lipień, nie spłoszony, wciąż żerował, jakby wiedział, że sezon połowu tego gatunku rozpoczyna się dopiero za dwa dni. Takich obrazków dzisiaj już się nie widuje, ale w pamięci pozostały na zawsze.

W niektórych odcinkach pomorskich rzek zadomowiły się pstrągi tęczowe, które uciekły z licznych tutaj tuczarni. Zdziczałe tęczaki wcale nie są łatwiejsze do złowienia od potokowców. Często zmieniają miejsce i trudno położyć im muchę pod nos. Na Łupawie pewien spasiony tęczak omal nie wyprowadził mnie z równowagi. Długo buszował po rozlewisku rzeki, całkowicie ignorując moje sprawdzone w wielu potyczkach suche muchy. Sprowokowałem go przypadkowo, gdy zacząłem nerwowo zwijać linkę, a mucha zabruździła wodę. Ważył 1,5 kilograma i był obżarty owadami.

Niekiedy lipieniowy średniak kilka razy rusza do imitacji jętki, podnosi się, podszczypuje i dopiero za którymś jej kolejnym przeprowadzeniem decyduje się na atak. Bywa i tak, że ryba, która parę razy zasrebrzyła się pod muchą, przestaje się nią interesować. W takich sytuacjach warto sięgnąć po mniejsze rozmiary tej samej muchy lub po niezawodnego chruścika.

Duży lipień pewnie chwyta odpowiednio dobraną i podaną muchę, lecz takich ryb jest coraz mniej i trzeba mieć wyjątkowe szczęście, aby natknąć się na jakiegoś żerującego przy powierzchni kardynała. W niezbyt odległych czasach w kaszubskich rzekach i strugach od pstrągów i lipieni aż się roiło. Teraz coraz częściej napotykam martwą wodę – tysiące rojących się jętek, których żadna ryba nie zbiera. Kiedy jednak wiosną znów pojawiają się pierwsze jętki, gnam nad brzegi rzek, by wziąć udział w corocznym urzekającym misterium przyrody.

Robert Tracz

Poprzedni artykułSREBRNIAKI Z ALASKI
Następny artykułKARDYNAŁY NA CELOWNIKU

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisment -

Most Popular

Recent Comments