sobota, 29 stycznia, 2022
Strona główna Grunt W DZIEŃ SUMY SĄ MAŁO AKTYWNE

W DZIEŃ SUMY SĄ MAŁO AKTYWNE

Na sumy wyprawiam się zawsze na cały weekend i to we dwójkę. Jeden wędkarz nie dałby rady, bo gdy sum będzie duży, to pomoc kolegi może się okazać niezbędna. Na sumowy weekend wybieram się wtedy, gdy stan Odry jest średni lub lekko podwyższony. Latem najlepsza jest pogoda upalna i burzowa, a jesienią słoneczna.

Nad Odrę jeździmy w okolice Połęcka, bo ten odcinek doskonale znamy, a to przecież połowa sukcesu. Potrzebne informacje zdobywamy podczas wypraw na inne ryby. Dzięki temu nie jedziemy w ciemno, tylko do miejsc starannie wybranych. Wiemy, że sumy tam są, bo przekonaliśmy się o tym na własne oczy.

Łowienie sumów w rzece dzielę na dzienne i nocne. Za dnia szukam ich w ostojach. Są to obszerne głębokie doły poza głównym nurtem rzeki. Często na dnie leżą tam zatopione konary, czasami pnie drzew. Dziennymi łowiskami są też rynny poniżej główek. Tam z kolei dno rzadko jest gładkie. Osadzają się na nim kamienie i wyrwana z umocnień faszyna, więc sumy mają dobre kryjówki. Dużo sumów spotykamy też przy opaskach. Zapewne kryją się w podmyciach brzegowych umocnień. Można by sądzić, że sum, który nie jest najlepszym pływakiem, nie ma czego szukać w nurcie omiatającym opaskę. Tymczasem opaski to naprawdę bardzo dobre łowiska.

Przede wszystkim jednak trzeba suma znaleźć. Czasem uda się go wypatrzyć, jak się spławia lub żeruje. O tym, która główka jest “sumowa”, można się też dowiedzieć od miejscowych wędkarzy. To ważne, bo może być tak, że innych główek, wyglądających na pozór tak samo, sumy się nie trzymają.

Ponieważ za dnia sumy rzadko są aktywne, podrzucam im przynęty tam, gdzie one odpoczywają, a więc do dołów, głębokich rynien, jak najbliżej faszyny, dosłownie pod same wąsy. Ciężar zestawu dobieram tak, żeby go prąd wody nie przesuwał. Z wody wyciągam zestaw raz, najwyżej dwa razy w ciągu dnia, żeby sprawdzić lub zmienić przynętę.

Mniej więcej godzinę przed zachodem słońca zaczyna się połów nocny. Sumy polują nie dalej niż kilkadziesiąt metrów od swoich dziennych, głębokich kryjówek, tam więc umieszczam teraz przynętę. Interesują mnie zwłaszcza płytkie łachy pełne drobnicy, wsteczne prądy, wypłycenia pomiędzy główkami oraz pogranicza słabego nurtu i stojącej wody. Czasem cały dzień schodzi mi na typowaniu miejsc, gdzie nocą zarzucę wędki. A że nie wszystko co jest na dnie, widać na powierzchni, nieraz za pomocą wędziska ze spławikiem i ciężarkiem godzinami gruntuję całe połacie rzeki, żeby poznać dokładnie ukształtowanie dna i rozkład prądów. Próbuję odgadnąć, którędy sum będzie płynął na nocne łowy i gdzie mu się będzie najbardziej opłacało polować na drobnicę. Później w zagłębienia dna prowadzące do płycizn zarzucam wędkę.

W nocy łowię aktywnie. Co godzinę przerzucam wędki na nowe miejsca, poznane za dnia i utrwalone w pamięci. Wiem też, jak do nich bezpiecznie dojść, którędy złowioną rybę holować i gdzie ją wygodnie podbierać. Bez tych wszystkich zapamiętanych informacji po ciemku nie dałbym sobie rady, a obywanie się bez światła to podstawowa zasada ostrożności podczas sumowej zasiadki. O ognisku lub grillu z kiełbaskami nie ma nawet mowy. Latarkę czołową zapalam tylko wtedy, kiedy naprawdę muszę. Chowam się przy tym za krzakiem albo odwracam plecami do wody. Nawet nadepnięcie na suchy patyk lub potrącenie kamienia jest w nocy mniejszym złem niż oświetlanie wody. Oczywiście trzaskanie drzwiami samochodu też nie jest dobrym pomysłem.

Druga zasada ostrożności dotyczy zapachów. Na komary nie stosuję żadnych środków odstraszających, a zanim dotknę przynęty lub zestawu, myję ręce mułem i piaskiem. Pilnuję tego, tym bardziej, że jestem palaczem. Mam kolegę karpiarza, który też pali, ale nie wierzy w te – jak mówi – bzdury i rąk na łowisku nie myje. Łowi przez to znacznie mniej karpi od swoich kolegów. A podobno sumy są pod tym względem o wiele bardziej wrażliwe od karpi.

Sumy łowię wyłącznie z gruntu i cały czas pilnuję kija, bo w rzece nie można sobie pozwalać na dalekie wypuszczanie wojującego suma. Gdy wejdzie w główny nurt i spłynie w dół albo skryje się za sąsiednią główkę, to szanse wędkarza będą mizerne.

Używam sprzętu pozwalającego na hol siłowy. Są to trzymetrowe pilkerowe wędziska o ciężarze wyrzutowym 150 – 300 g, które mają wzmocnione skuwki i uchwyty kołowrotków. Zakładam do nich duże i mocne multiplikatory. Na każdym mam 300 m plecionki o grubości 0,40 mm.

Stosuję płaskie przelotowe ciężarki, bo najlepiej trzymają się dna. Ich waga wynosi od 80 do 250 g, zależnie od głębokości i uciągu wody. W zestawie mam 40-centymetrowy przypon zamocowany do linki głównej poprzez morski krętlik. Robię go z czterokrotnie złożonej plecionki. Pojedynczy przypon mógłby się podrzeć na tarce, która pokrywa sumom wargi. Żeby zacięcia i hol były pewne, stosuję pojedyncze mocne haki nr 2/0 – 6/0.

Moje przynęty na sumy to martwe płotki, uklejki i krąpie o długości co najmniej 20 cm. Jeśli uda mi się zdobyć raki pręgowane, to one w całości idą na hak. Dobre są też duże pęczki rosówek, a w ostateczności filety wykrojone z leszcza.

Po rzucie ustawiam wędki pionowo, a podpórki wbijam głęboko w grunt. Są one tak skonstruowane, że ryba nie może z nich wędziska wyszarpnąć. Hamulcem kołowrotka równoważę napór wody na linkę. Grzechot terkotki to najlepszy sygnalizator.

Z holowanym sumem walczę aktywnie. Niekiedy śmiesznie to wygląda, bo cały czas biegam po brzegu. Przekonałem się już wiele razy, że sum ucieka w kierunku przeciwnym niż się go ciągnie. Dlatego gdy niżej jest główka lub jakieś groźne zaczepy, to biegnę jak najszybciej i usilnie go tam ciągnę. On się oczywiście nie poddaje. Im mocniej ciągnę go w zaczep, tym on większej siły używa, żeby od tego miejsca odpłynąć. W walce z silnymi sumami nawet ten sposób nie zawsze jednak zdaje egzamin. Dlatego te największe ciągle jeszcze pływają.

Mariusz Kułakowski
Jelenia Góra
notował Jarosław Kurek

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisment -

Most Popular

Recent Comments