poniedziałek, 28 listopada, 2022

KISZONKA

Kiedy kilkanaście lat temu uczyłem się łowić ryby, starsi i już doświadczeni koledzy wbijali mi do głowy, że przynęta i zanęta muszą być idealnie świeże. Tak mówili wszyscy, więc przyjąłem to za pewnik. I tylko opowiadania niektórych wędkarzy mocno mnie dziwiły. Mówili, że najwięcej karpi złowili dopiero na sam koniec kilkudniowej zasiadki, kiedy zanęta była już skiśnięta, a na haczyku mieli resztkę “mocno podejrzanej” kukurydzy z puszki.

Wpajane mi przekonanie, że ryby nie lubią zepsutej zanęty, ostatecznie wzięło w łeb, kiedy kilka lat temu poznałem rosyjskich karpiarzy stosujących wyłącznie “smierdiaszczyj” groch. W pełni zasługiwał on na swoją nazwę. Cuchnął niesamowicie. Gdybym na własne oczy nie zobaczył, jak wrzucają to paskudztwo do wody i wyciągają potem karpie, myślałbym, że stroją sobie żarty pokazując mi resztkę zepsutej zanęty.

Swój karpiowy specjał Rosjanie sposobili w ten sposób, że do wiaderka ugotowanego grochu dodawali litr mleka, by zapoczątkować fermentację. Wkrótce groch zaczynał się burzyć, pokrywał pianą, stawał coraz bardziej lepki i śmierdzący. Mniej więcej po dziesięciu dniach zanęta była gotowa.

Ponieważ grochu do łowienia karpi nigdy nie używałem, postanowiłem rosyjski sposób zastosować do ugotowanej kukurydzy. Próba powiodła się znakomicie. Śmierdząca kukurydza najwyraźniej karpiom zasmakowała, bo już na pierwszej zasiadce miałem bardzo dobre wyniki. Kłopot był tylko z tym, że zanętę należało sporządzać z dziesięciodniowym wyprzedzeniem. Żeby ten okres skrócić, zacząłem zamiast mleka dodawać do kukurydzy inne substancje. Najlepsze okazały się słodkie odpady browarniane. Kisiły kukurydzę już po trzech – czterech dniach. Kiedy straciłem do nich dostęp, spróbowałem dodawać drożdże piwne. Też są dobre.

Kukurydzę moczę przez dzień, potem przez godzinę ją gotuję i jeszcze gorącą przelewam do plastikowego wiaderka z przykrywką. Na 20-litrowe wiaderko ugotowanej kukurydzy dodaję 100 g drożdży piwnych. Wrzucam też kilkanaście dekagramów kiełbasy pokrojonej w plasterki. Kiełbasa przyspiesza fermentację i nadaje zakiszonej kukurydzy swoisty aromat, który bardzo dobrze pasuje do stosowanych przeze mnie kulek proteinowych o zapachu frankfurterki. Po wymieszaniu ziaren z drożdżami i kiełbasą przykryte wiaderko odstawiam na trzy – cztery dni w ustronne zacienione miejsce w szopie lub ogrodzie. Im jest cieplej, tym kukurydza szybciej kiśnie. W mieszkaniu albo na balkonie lepiej tego wiaderka nie zostawiać. Smród jest okropny, a wydobywająca się z wiaderka piana może narobić kłopotu.

Tak przygotowana kiszonka stanowi główny składnik zanęty. Karpie jedzą ją chętnie i do smaku skisłej kukurydzy nie trzeba ich specjalnie przyzwyczajać. Wiaderko wystarcza mi na kilkudniową wyprawę.

Krzysztof Lamla

ZANĘTA NA TRZY RZUTY

Dawniej, gdy wybierałem się na kilkudniową karpiową zasiadkę, większość zanęty wrzucałem na samym początku. Teraz dzielę zanętę na mniejsze porcje. Przekonały mnie do tego same karpie.

Zauważyłem, że karpie nie stoją w miejscu, tylko krążą stadami po dużym obszarze. Koło zanęty przystają, ale gdy się już najedzą albo wszystko wyzbierają, ruszają dalej i płyną po swojej stałej trasie. W tym samym rewirze przebywa zwykle kilka stad, a w każdym są karpie podobnej wielkości. Na jednym z łowisk, dzień w dzień, z dokładnością zegarka, o dziesiątej wieczorem brały sztuki w granicach 7 – 8 kilogramów, po północy w zanętę wchodziły karpie ze świeżych zarybień (1,5 – 2,5 kg), a około południa łowiłem 4-kilogramowce.

Biorąc to wszystko pod uwagę, uznałem, że wrzucanie naraz dużej porcji zanęty nie jest dobrym pomysłem, bo przepływające stado może ją w całości wyzbierać i następne nie będą miały przy czym się zatrzymywać. Dawniej na pierwsze nęcenie przeznaczałem 15 – 20 kg zanęty, teraz tę ilość dzielę na trzy porcje. Pierwszą wrzucam pod wieczór, drugą rano, a trzecią wczesnym popołudniem. W ten sposób mam pewność, że każde przechodzące przez moje łowisko stado karpi trafi na zanętę, która je zatrzyma na dłużej. Donęcam po ustaniu każdej serii brań.
Blisko połowę mojej zanęty stanowią sparzone ziarna konopi.

Zalewam je wrzątkiem, żeby popękały i odsłoniły miąższ. Pozostała część zanęty to, w równych częściach, kiszona kukurydza, kulki proteinowe oraz pellet nasączony takim zapachem, jakiego używam do kulek proteinowych. Do tego dodaję jeszcze dwa opakowania sypkiej zanęty karpiowej z mocnym aromatem wanilii albo truskawki. Sypka zanęta ma przyciągnąć drobnicę, bo jej zachowanie zazwyczaj wzbudza zainteresowanie większych ryb.

Kiedy karpie przypłyną, czeka na nie intensywny zapach pelletu i parzonych konopi. Kulki i kukurydza to na początku tylko dodatek, który karpie mają przy okazji skosztować i w nim zasmakować. Później w zanęcie jest tylko kiszona kukurydza, kulki proteinowe i trochę pelletu.

Krzysztof Lamla

Poprzedni artykułPŁOCHLIWY NATRĘT
Następny artykułOKOPANE PSTRĄGI

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisment -

Most Popular

Recent Comments