środa, 29 czerwca, 2022
Strona główna Grunt KARPIE ZE SZTUCZNYCH ZBIORNIKÓW

KARPIE ZE SZTUCZNYCH ZBIORNIKÓW

Łowimy karpie w wyrobiskach pożwirowych. Zaczynamy na przełomie marca i kwietnia, bo to niewielkie zbiorniki i woda się w nich szybko nagrzewa.

Do drugiej połowy kwietnia karpie są jeszcze dość niemrawe, ale już trzeba je łowić, bo to jest przymiarka do nowego łowiska. O tej porze przeważnie łowimy sztuki o wadze trzech – czterech kilogramów. Te zasiadki służą rozpoznaniu, czy karpie w ogóle są w zbiorniku, jakie są duże, jakimi trasami wędrują, gdzie mają żerowiska.

Sezon na duże karpie zaczyna się w maju. Biorą w dzień, przeważnie w południe, gdy już słońce wystarczająco nagrzeje wodę. W nocy żerują dopiero w czerwcu, kiedy woda jest dobrze nagrzana. Wtedy też, w ślad za karpiami, przenosimy się na głębsze miejsca. W lipcu i sierpniu częściej biorą w nocy niż za dnia. Jedną z przyczyn jest wakacyjny rwetes, a duże karpie są ostrożne, łatwo się płoszą i najpewniej żerują daleko od brzegu, kiedy nad wodą jest spokój.

Zasiadkowe stanowiska wybieramy dopiero wtedy, gdy już stwierdzimy, gdzie karpie przebywają najchętniej. Nad wodą jesteśmy więc przez parę kolejnych dni po kilka godzin i wyczekujemy oznak żerowania. Nierzadko wspinamy się na drzewo, żeby mieć większe pole widzenia. Przez lornetkę wypatrujemy spławiające się ryby. Kiedyś interesowały nas również te miejsca, gdzie karpie bąblowały. Nawet wrzucaliśmy tam zanętę. Ale dzisiaj nie zawracamy sobie tym głowy. Po pierwsze mogą to być inne ryby, na przykład liny, po drugie takie bąblowanie zaobserwowaliśmy może dwa – trzy razy, a karpie łowimy od kilkunastu lat. Bywa też, że przez wiele dni, a nawet tygodni, karpie w ogóle nie pokazują się na powierzchni. Wtedy o wyborze łowiska decydujemy na nos. W końcu coś przecież znaczy doświadczenie i wiedza o zachowaniu się karpi.

Inaczej się karpie zachowują w gliniankach, a nieco inaczej w żwirowniach, bo te łowiska bardzo się od siebie różnią. Żwirownie mają twarde dno i bardzo łagodnie opadające przybrzeżne stoki. Wodnych roślin jest w nich niewiele. Tylko miejscami są niewielkie trzcinowiska. Dno jest urozmaicone. Sporo blatów, a górki i rowy łagodne.

W żwirowniach przeważnie łowimy na płytkich i rozległych górkach oddalonych od brzegu o 50 – 100 metrów. Gdy na tych metrowych wypłyceniach jest choć trochę roślin, a jeszcze w pobliżu są jakieś zatopione drzewa lub gałęzie, to takie miejsce jest dla karpi bardzo atrakcyjne. Najchętniej bowiem żerują tam, gdzie mają i pokarm, i schronienie. Zanętą w zasadzie ich nie ściągamy, zwabiamy tylko i przytrzymujemy największe sztuki, bo one są tam na pewno.

Glinianki, w których łowimy, są mocno pozarastane. Przybrzeżne spady oraz stoki podwodnych górek są pokryte dywanami moczarki. Niemal na całym dnie jest muł, a szczególnie gruba jego warstwa odkłada się we wszelkich zagłębieniach. Względnie twardo jest tylko na szczytach górek i przybrzeżnych spadach. I właśnie tam łowimy karpie.

W gliniankach też szukamy podwodnych przeszkód. A są tam zamulone drzewa, głazy, nawet szyny i wagoniki. Zauważyliśmy też, że karpie, kiedy nie mają ochoty na żerowanie, przebywają w bezruchu wśród gęstej roślinności.

Każdą wyprawę poprzedzamy kilkakrotnym nęceniem. Co dwa dni podajemy rybom kilka porcji zanęty. Najwięcej wrzucamy w sam środek nęconego miejsca. To będzie karpiowa stołówka. Pozostałą zanętę sypiemy na dwa sposoby. Albo rozrzucamy ją równomiernie w promieniu kilkunastu metrów od stołówki, albo sypiemy ścieżki na kształt krzyża. Pierwszy sposób jest dobry w małych zbiornikach, gdzie dno jest w miarę płaskie. Ścieżki zanętowe, które mają sprowadzić karpia do stołówki, zdają egzamin w dużych zbiornikach, w których karpie trudno umiejscowić.

Zależnie od tego, jak daleko znajduje się łowisko, do podawania zanęty stosujemy: łyżkę zanętową (do 30 metrów), kobrę (do 40 metrów), procę ręczną (do 60 metrów), procę stacjonarną (maksymalnie 100 metrów). Gdy do łowiska jest dalej niż sto metrów od brzegu, zanętę wywozimy pontonem. Z pontonu korzystamy również wtedy, kiedy nęcimy łowisko na kształt krzyża. Płyniemy wówczas we dwóch, jeden wiosłuje, drugi wysypuje kulki.

Podstawą naszych zanęt jest pellet. To granulowana karma używana w hodowli karpi. Ma różną granulację (10, 12, 18 mm) i różny czas rozpuszczania. Do pelletu dodajemy kulki proteinowe o średnicach od 14 do 30 milimetrów oraz parzoną kukurydzę. To wszystko wzbogacamy jeszcze atraktorem zapachowym. Część kulek rozdrabniamy, żeby lepiej oddawały aromat. Nie dodajemy żadnych zanęt sypkich, bo wprawdzie dzięki nim karpie szybko w łowisko wpływają, gdy jednak nie znajdują nic konkretnego do zjedzenia, równie szybko je opuszczają.
Donęcamy przy każdym podaniu zestawu. Jeżeli łowisko jest daleko, dopływamy pontonem. Częściej jednak do haczyka z kulką dowiązujemy rozpuszczalną nić, na którą nawlekamy nawet kilkanaście kulek. Stosujemy również rozpuszczalne woreczki.

Podczas łowienia karpi zapachy odgrywają ważną rolę. Karpie mają słaby wzrok, więc kierują się przede wszystkim węchem. I to należy umiejętnie wykorzystywać. Chociaż po dodaniu atraktora zanęty i przynęty wcale nie pachną jak naturalny pokarm, to jednak ryby reagują na tę woń pozytywnie. Karpie lubią zapach truskawki, banana, róży, ale również wątroby, krabów i śledzi.

Skuteczność dodatków zapachowych zależy od pory roku. Wiosną dobre są zapachy ryb, krabów i rosówek, a z początkiem lata owoców. Jesienią, na koniec sezonu, znowu najlepsze są zapachy mięsne. W środku lata karpie wybrzydzają, bo mają dużo naturalnego pokarmu. Wtedy robimy mieszaniny, na przykład łączymy zapachy banana i kraba lub do tutti frutti dodajemy wątrobę.

Do koloru kulek proteinowych nie przykładamy większej wagi. Ma on znaczenie w wodzie przejrzystej i płytkiej, ale w łowiskach, gdzie woda jest mętna – a w takich przychodzi nam najczęściej wędkować – nie widać, by karpie wybierały jakąś szczególną barwę. Jeżeli już jedzą, to wszystko i bez zbędnych ceregieli. Chyba że poszczególne kulki różnią się zapachem lub twardością. Wtedy potrafią grymasić.
Podczas nęcenia poprzedzającego zasiadkę, kiedy pozwala na to głębokość i przezroczystość wody, wypływamy po to, by sprawdzać, czy ryby jedzą zanętę. Czasami karpie trzeba dość długo nęcić, zanim przyzwyczają się do nowego pokarmu. Wtedy z początku kulki znikają powoli, jedna porcja leży na dnie przez kilka dni. Ale bywa i tak, że już po kilku godzinach na dnie nie ma śladu po kulkach. Wtedy podajemy zanętę jeszcze raz i po dwóch dniach przerwy zaczynamy łowić. Pierwszą przynętą są takie same kulki, jakich używaliśmy do nęcenia.

Jeżeli nie ma brań, zaczynamy kombinować. Na początek zakładamy zestawy z kulką pływającą. Powinna się znajdować dwa – trzy centymetry nad kulkami, które leżą na dnie. Jeżeli ten sposób nie pomaga, próbujemy tak zwanego kontrastu zapachowego. Jeżeli, na przykład, łowisko jest zanęcone kulkami o zapachu wieloowocowym, to na przynętę użyjemy kulki o aromacie wątroby lub czekolady. Czasami zakładamy na włos kilka kulek o różnych zapachach

Każdy z nas łowi na dwie wędki. Choć łowimy w tym samym zanęconym miejscu, zestawy nam się nie plączą. To sprawa doświadczenia i rozmieszczenia zestawów. Każdy z nas jeden zestaw lokuje w stołówce, drugi zarzuca na ubocze nęconego pola. Wykorzystujemy tutaj zwyczaje dużych karpi. One zawsze trzymają się z boku i na żerowisko zaglądają tylko od czasu do czasu. Ale ciągle są w pobliżu i obserwują, co się tam dzieje.

Podczas łowienia karpi często łowimy inne gatunki ryb. Jakie, decyduje o tym twardość kulki. Karpie lubią kulki twarde, amury, leszcze i liny nieco miększe. Ale i one skuszą się na kulki twarde, jeżeli dadzą się łatwo rozdrobnić. Kulki robimy sami. Kiedyś użyliśmy nieco więcej mączki rybnej niż to było w recepturze. W rezultacie wyszły nam kulki miękkie. Choć miały około 20 milimetrów średnicy, łowiliśmy na nie leszcze i duże płocie.

Kiedy karpie biorą, nie łowimy więcej niż trzy sztuki z jednego stanowiska. Przenosimy się na inne, wcześniej zanęcone łowisko, ale podsypujemy to, które opuszczamy. Tym sposobem mamy przez cały sezon kilka zawsze rybnych łowisk.

O łowieniu karpi opowiedzieli
Janusz Gawruk, Arkadiusz Pastwa, Leszek Pastwa

Poprzedni artykułTANIA OBROTÓWKA
Następny artykułODLEGŁOŚCIÓWKĄ PO PŁOCIE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisment -

Most Popular

Recent Comments