środa, 26 stycznia, 2022
Strona główna Spinning ŁOWIENIE W OPADZIE, ALE NIE TYLKO O TYM...

ŁOWIENIE W OPADZIE, ALE NIE TYLKO O TYM…

Łowisz okonie. W skupieniu obserwujesz miejsce, w którym żyłka styka się z powierzchnią wody, żeby zaciąć, gdy tylko dostrzeżesz choćby najmniejszy ruch. Jesteś lekko przygarbiony. Dłoń mocno ściska dolnik. Wreszcie jest. Przez łokieć jakby prąd przeszedł. Poczułeś puknięcie. Zacinasz, ale na haczyku ryby nie ma! Jak to się mogło stać? Przecież wszystko było na dziesiątkę?

Na chwilę się odprężasz. Prostujesz grzbiet, spokojnie skręcasz żyłkę i… niespodzianka. Na haczyku jest okoń! Niemożliwe, przecież zacinałem w pusto. Nie wziął chyba przynęty leżącej na dnie?

Rzeczywiście, okonie nie biorą sztucznych przynęt leżących na dnie w bezruchu. Toteż w opisanej tu sytuacji przebieg zdarzeń był inny. Okoń zaatakował przynętę – pamiętacie to puknięcie? – podczas opadu, kiedy znajdowała się jeszcze nad dnem. Puste zacięcie sprawiło, że została poderwana wysoko. Wędkarz okonia nie zaciął, ale on cały czas był blisko i później, kiedy przynęta znów opadała, zaatakował ją ponownie. Wziął jak swoją. Zassał głęboko i sam wbił sobie haczyk.

Łowić okonie z opadu to metoda bardzo skuteczna. Czasami lubią one opad szybki i z niewielkiej wysokości, mniej więcej kilkunastu centymetrów, częściej jednak łowi się je na przynętę opadającą bardzo powoli z wysokości kilkudziesięciu centymetrów. A w ogóle to najlepiej prowadzić przynętę drobnymi skokami, a potem ją raptownie poderwać. O wiele wyżej niż się to robiło przed chwilą.

Pod względem sposobów łowienia okonie można podzielić na trzy grupy: takie, które żyją w rzekach, zbiornikach zaporowych i jeziorach. Gatunkowo są to te same ryby, które w danym okresie odżywiają się podobnym pokarmem. Łowi się je zatem na takie same przynęty, ale trzeba im je podawać zupełnie inaczej i w zupełnie innych miejscach. W zbiornikach zaporowych 90% okoni łowi się przy dnie. Przynętą się na przemian puka w podłoże, a potem ją podrywa. Dno ma być twarde: ilaste, żwirowe lub kamieniste. Większość naszych jezior ma dno miękkie, dlatego okonie łowi się tam wyżej. Przynętę prowadzi się tak samo, a więc torem, który przypomina piłę, ale nie po dnie, tylko nad nim, w toni lub pod powierzchnią wody. W jeziorach, nawet gdy ich podłoże jest twarde, okonie nie bardzo chcą atakować przynętę, która puka w dno. Dają się jednak doskonale łowić na przynętę wleczoną po dnie, która co jakiś czas jest podrywana.

Rzeczne okonie lubią jeden i drugi sposób prowadzenia przynęt. Stoją blisko załamań nurtu, zawirowań i wszędzie tam, gdzie są prądy przeciwne. Z takich miejsc wędkarz, obojętnie gdzie na brzegu stanie, wyłowi tylko jednego. Mówi się wtedy, że złowił ślepego okonia, bo później, choć przecież okonie zawsze żyją w licznych ławicach, drugiego wyjąć nie sposób. Żeby złowić ich więcej, trzeba się tak ustawić na brzegu, żeby prąd wody nie przesuwał żyłki. I co nie mniej ważne: nie wolno stosować przynęt, które by swoim ciężarem trzymały zestaw w jednym miejscu. Zasada łowienia w rzece jest bowiem taka sama jak w innych łowiskach: przynęta ma być jak najlżejsza.

Okonie w różnych środowiskach odżywiają się takim samym pokarmem, więc i podobne jest ich zachowanie. Kiedy się opychają narybkiem, muszą – szczególnie w jeziorach i rzekach – przebywać w strefie przybrzeżnej, bo właśnie tam żyje rybi drobiazg. W zbiorniku zaporowym niektóre rybki z tegorocznego wylęgu dają się wynieść na szeroką wodę dlatego, że przy ubogich w roślinność brzegach nie mają ani pokarmu, ani schronienia. Okonie więc, zwłaszcza na przełomie czerwca i lipca, polują w całym zbiorniku. Wtedy wędkarz powinien ich szukać w toni i przy powierzchni.

Przyjdzie jednak pora, kiedy okonie będą się odżywiały głównie rakami. Stanie się tak podczas letniej wylinki dużych sztuk. Później, nawet w środku zimy, będą miały brzuchy wypchane małymi rakami, urodzonymi w tym roku. I latem, i zimą będą więc przebywać blisko dna i reagować na każdy odgłos przypominający chrobot pancerza.

Przyroda sama podpowiada wędkarzowi, co akurat robią zwierzęta. Trzeba tylko być uważnym obserwatorem i łączyć ze sobą różne zjawiska. Widok pikujących mew to informacja, że pod powierzchnią wody okonie atakują drobnicę. To wie każdy, nawet ten, co ryb nie łowi. Ale czy wielu wędkarzy loty jaskółek też łączy z żerowaniem ryb? A przecież to proste. Jaskółki zbierają owady, które są jeszcze na powierzchni albo ledwie się od niej oderwały. Jeżeli przepoczwarzone owady widać na wodzie, to muszą być również pod wodą. Tam zjadają je ryby białe, zatem w pobliżu na pewno są też drapieżniki!

Bez względu na to, jakim naturalnym pokarmem okonie się akurat objadają, wędkarz musi – trudno bowiem liczyć tylko na szczęście – wykonać serię rzutów próbując przy tym rozmaitych sposobów prowadzenia przynęty, obłowić różne warstwy wody, zmieniać kształty i kolory przynęt. Zawsze powinien zaczynać od prowadzenia przynęty w opadzie.

Sens łowienia w opadzie polega na tym, żeby przynęta jak najdłużej szybowała nad dnem. W tym celu podrywamy ją dość zdecydowanym ruchem szczytówki. Potem szczytówkę szybko opuszczamy i natychmiast wybieramy kołowrotkiem powstały przy tym luz żyłki po to, by przynęta na ułamek sekundy zawisła w bezruchu. Już z napiętą żyłką czekamy na branie. Im dłużej przynęta szybuje, tym większe jest prawdopodobieństwo, że zostanie zaatakowana.

Różne są sposoby na spowolnienie opadu. Przede wszystkim przynęta musi być jak najlżejsza. Lekką przynętę nie zawsze jednak da się rzucić na pożądaną odległość. Wtedy łowimy przynętą o wadze odpowiedniej dla danego łowiska, ale na grubej żyłce. Gruba może być cała żyłka albo tylko jej końcówka. Kiedy np. cała żyłka ma średnicę 0,18 mm, dodajemy do niej metrowy przypon z dwudziestkipiątki. Zestaw składający się z cieńszej żyłki i grubszego przyponu leci dalej, ma jednak ograniczenia. Można go stosować wtedy, gdy dżig waży około pięciu gramów i gdy łowimy na głębokości około dwóch metrów.

W opadzie można łowić wszystkimi rodzajami przynęt, ale najbardziej w tej metodzie popularne stały się dżigi. Są jakby specjalnie do tego stworzone. O ich skuteczności decydują także dekoracje, jakie można na dżiga założyć. Coraz doskonalsze tworzywa i tanie sposoby ich przetwarzania pozwoliły producentom wiernie upodobnić przynęty do naturalnego pokarmu ryb.

Zafascynowani wspaniałymi dekoracjami nie możemy jednak zlekceważyć samych dżigów, bo to one w znacznej mierze decydują o tym, czy dekoracja będzie się właściwie zachowywać. Najpowszechniej używa się dżigów kulistych. Są też jednak dżigi specjalnego przeznaczenia, które mają inne kształty. Np. dżigi spowalniające opad są płaskie i mają szeroką podstawę, która podczas opadania stawia wodzie tak duży opór, że dżig kulisty o tej samej wadze tonie dwa razy szybciej.

Dżigi płaskie przeznaczone do łowienia w rzekach i w wodzie stojącej są odmienne. Odróżnia je uszko do wiązania żyłki. W dżigach jeziorowych jest ono umieszczone centralnie, a w rzecznych – z przodu. Dżigi rzeczne można stosować także w jeziorach, na przykład do uzbrajania ripperów. W wodach płynących dżigów jeziorowych używać się nie powinno, ponieważ prąd wody będzie naszą przynętę spychać i stracimy nad nią kontrolę.

Podczas opadu ryba długo się przynęcie przygląda, dlatego powinniśmy dać jej trochę czasu, zwłaszcza gdy łowimy w jeziorze o przejrzystej wodzie. Prawie w każdym łowisku sprawdzają się błyszczące dżigi ołowiane. Powinno się jednak mieć pod ręką dżigi w różnych kolorach, bo na barwę okonie są bardzo wrażliwe. Dzisiaj malowanie dżigów nie nastręcza żadnych kłopotów. Wystarczy mieć pod ręką zapalniczkę i farby proszkowe. Na brzegu lub w łódce w okamgnieniu pokryjemy dżig warstwą błyszczącej farby. Na farbie białej możemy foliopisem wymalować różne fantazyjne wzory.

Podczas łowienia w opadzie prawie wszystkie brania widać na żyłce. Dokładniej mówiąc – w miejscu, gdzie żyłka wychodzi z wody. Tak jest na łowiskach jeziorowych. W rzekach z tą widocznością jest gorzej, dlatego wędkarze ze słabszym wzrokiem powinni stosować żyłki fluo. Wprawdzie są one o wiele słabsze, ale podczas wędkowania zapewniają nieporównanie większy komfort.

Wybierając się na okonie mamy kieszenie pełne pudełek z niezliczoną ilością przynęt. Teoretycznie, ba – nawet praktycznie, jesteśmy przygotowani na wszelkie okoliczności, bo przecież okonie łowiliśmy już nieraz. Przychodzi jednak taka chwila, kiedy wszystko bierze w łeb. Cała nasza wiedza nagle nie pasuje do rzeczywistości, a wszystkie przynęty, tyle razy wypróbowane i skuteczne, należałoby odłożyć do lamusa. Nie martwcie się jednak. Z rybami jest tak zawsze. Okonie wcale nie są pod tym względem wyjątkiem. Są tylko jeszcze bardziej nieprzewidywalne.

Waldemar Rychter

Poprzedni artykułBEZSZELESTNIE
Następny artykułUSZWICA

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisment -

Most Popular

Recent Comments