środa, 26 stycznia, 2022
Strona główna Biologia ZANIM WEJDZIEMY NA LÓD...

ZANIM WEJDZIEMY NA LÓD…

Zanim wejdziemy na lód, warto się czegoś dowiedzieć o zmianach, jakie wraz z nastaniem zimy zaszły w podwodnym świecie. Ta wiedza pozwoli zadbać nam o własne bezpieczeństwo.

Przed nami grudzień, wody niebawem skuje lód. Połowy na delikatną wędeczkę z roku na rok zyskują coraz więcej zwolenników. To czas doskonałych brań oraz ryb, o jakich w innych porach roku można jedynie pomarzyć. Na pierwszym lodzie ścigamy przede wszystkim okonie, które – zgrupowane w duże stada – żerują intensywnie. Wystarczy trafić jednego, aby z tego samego przerębla wyciągnąć jeszcze kilka. Doskonale biorą także płocie, które na początku zimy stoją na skraju dywanów moczarki kanadyjskiej.

Gdy powierzchnia zbiornika wodnego zamarznie, pod lodem ustala się swoiste uwarstwienie termiczne. W jeziorach najcieplejsza woda, o temperaturze 4 st. C, ma największą gęstość (ciężar właściwy) i opada na samo dno. Im bardziej w górę, tym coraz zimniej. Tuż pod lodową pokrywą temperatura wody jest bliska zeru. Lód całkowicie odciął środowisko wodne i żyjące w nim organizmy od dostępu tlenu z zewnątrz. Jeżeli dodatkowo spadł śnieg, pod wodę nie dociera światło i tlenu przestaje dostarczać również plankton roślinny (glony). Skuty lodem akwen pozostaje w bezruchu. Zawiesiny (plankton, cząstki nieorganiczne) opadają na dno. Woda staje się przejrzysta.

W miarę trwania zimy tlenu ciągle ubywa, bo cały czas zużywają go rośliny i zwierzęta do oddychania oraz bakterie do mineralizacji obumarłej materii. Możemy się więc spotkać ze zjawiskiem przyduchy. Na jej skutki są narażone przede wszystkim zbiorniki płytkie, muliste i mocno zarośnięte. Ryby są organizmami zmiennocieplnymi. Gdy temperatura otoczenia spada, obniża się u nich szybkość przemiany materii. Jedzą mniej, wybierają pokarm drobniejszy, niektóre zapadają w stan odrętwienia. Najlepiej czują się przy dnie, bo jest tam najcieplej. Poszczególne gatunki mają swoje ulubione miejsca, w których spędzają zimę (tzw. zimowiska).

Na stokach podwodnych górek, w pobliżu kamiennych raf, zatopionych drzew, pomostów itp. gromadzą się okonie. Żerują dość intensywnie, zwłaszcza na pierwszym i ostatnim lodzie. Blisko podwodnych wzniesień o twardym dnie zimują również sandacze. Szczupaki, poza krótkimi okresami żerowania, leżą nieruchomo na dnie porośniętym miękką roślinnością na średniej głębokości. Węgorze i sumy zakopują się w muł, więc łowi się je bardzo rzadko. Jedyne drapieżniki, które zimą są najaktywniejsze, to miętusy. Na żer wychodzą nocą, w ciągu dnia chowają się wśród zatopionych korzeni, kamieni i w podmytych burtach brzegowych.

Białoryb zimuje w zacisznych, mulistych partiach zbiorników, chowając się we wszelkich zagłębieniach dna i pasmach roślinności. Ryby karpiowate już jesienią zbijają się w duże stada. W grupie łatwiej im przeżyć nieprzychylną porę roku. Często stoją grzbiet przy grzbiecie lub krążą w obranym miejscu, aby w jego obrębie choć o odrobinę ogrzać wodę. Płotki z początku grupują się na skraju dywanów moczarki, w pełni zimy schodzą głębiej – na kraj stoków. Prawie cały czas żerują, a pokarmu szukają w przydennej toni i w miejscach, gdzie obumierają rośliny. Leszcze zimują w mulistym dnie w pasie oczeretów. Okresy kompletnego bezruchu przeplatają napadami niezwykłej żarłoczności. Wpływają wtedy na żer na śródjeziorne wypłycenia. Liny, karpie, karasie, czyli ryby ciepłolubne, pod lodem są mało aktywne. Większą część zimy spędzają zagrzebane w mule. I one jednak trafiają na wędki podlodowe, najczęściej w czasie silnych mrozów lub gwałtownych odwilży.

Sukces w podlodowym wędkowaniu zależy przede wszystkim od tego, czy uda nam się znaleźć stanowiska ryb. Nie jest to łatwe, zwłaszcza gdy akwen duży. Trzeba wtedy wywiercić kilkanaście otworów od brzegu w kierunku głębi, a potem wszystkie po kolei obławiać, poczynając od najpłytszego. Każdemu poświęcamy kilka minut. Jeżeli brań w nim nie ma, przenosimy się do następnego. Dobrze jest też łowić tam, gdzie są ślady po starych otworach i gdzie widać grupki wędkarzy. W każdym przypadku oznacza to dużo wiercenia, nawet gdy korzystamy z echosondy.

Chodzenie po lodzie, podobnie jak używanie świdrów i kucie przerębli pierzchnią lub siekierą, na ogół ryb nie straszy, a snop światła, przenikający przez otwór pod wodę, nawet je zwabia. Zgrzyt świdra i światło mogą zaniepokoić ryby jedynie w łowiskach płytkich (poniżej 1,5 m głębokości). Tam, po zrobieniu przerębla, należy kilka minut odczekać, a otwór zaciemnić okruszkami lodu lub śniegiem. Wtedy spłoszone ryby szybko powrócą.

Pierwszy lód jest zwykle mocny i elastyczny, ale dopiero gdy ma przynajmniej 10 cm, możemy czuć się na nim bezpiecznie. Nawet gruby lód nie jest jednorodny. Przy wpływie strumieni i tam, gdzie wieje wiatr, narasta wolniej. Omijać trzeba tzw. oparzeliska, gdzie lód jest mlecznobiały, pokryty chropowatą warstwą zmarzniętego śniegu (gdzieś pod nim znajduje się źródło ciepła).

Po lodzie należy chodzić powoli, opukując przestrzeń przed sobą pierzchnią albo drągiem, a w razie jakichkolwiek wątpliwości niezwłocznie się wycofać. Gładki lód jest bardzo śliski, łatwo się przewrócić. W sklepach są antypoślizgowe raki, które zakłada się na buty. Kosztują kilkadziesiąt złotych, ale nietrudno je zrobić samemu z kawałka blachy. Można też kupić specjalne tzw. kolce życia, które ułatwiają wyjście spod załamanego lodu (w Skandynawii jest to obowiązkowe wyposażenie wędkarzy podlodowych). Są wreszcie specjalne, niezatapialne kombinezony, które ponadto utrzymują ciepło. Te rzeczy – obok linki asekuracyjnej i pomocnej dłoni kolegi w chwili zagrożenia – to niezbędne minimum bhp na lodzie.

Wiesław Branowski

Poprzedni artykułGRZECHOT W WODZIE
Następny artykułJEZIORO JACZNO

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisment -

Most Popular

Recent Comments