poniedziałek, 27 czerwca, 2022
Strona główna Grunt KARP WĘDROWNICZEK

KARP WĘDROWNICZEK

Siedem lat nie wypuszczałem z ręki feedera. Odpowiadała mi ta wędka, bo pozwalała wyciągać rozmaite gatunki ryb. Wybierając odpowiednie miejsce i stosując selektywną zanętę łowiłem klenie albo płocie, jazie albo leszcze. Karpie oczywiście też. I chyba właśnie wtedy zacząłem się nimi pasjonować.

Na początku każdy wędkarz chce się przede wszystkim do syta nałowić. To jednak wkrótce mija i nadchodzi okres refleksji i namysłu. Każde wędkowanie poprzedzone jest długą obserwacją i dopiero ona prowadzi do wyboru stanowiska, rodzaju zanęty i przynęty, pory nęcenia i pierwszego rzutu zestawem.

Najczęściej łowię w Odrze i jej starorzeczach. Mam już na swoim wędkarskim koncie 20-kilowe okazy i setki mniejszych karpi. Sporo się o tych rybach dowiedziałem, ale moje największe zdumienie wzbudziły ich wędrówki. Może bym się o nich nigdy nie dowiedział, gdyby nie to, że złowioną rybę mierzę, ważę i wypuszczam, ale z plastikowym znaczkiem na płetwie grzbietowej.

Od czerwca do końca września nęciłem i łowiłem karpie w miejscu, gdzie do Odry uchodzi woda z dużego wyrobiska żwiru. Oglądałem bardzo ładne sztuki spławiające się lub skaczące w powietrze. Przyszedł jednak taki czas, że przestały się pokazywać na powierzchni. Brały coraz słabiej. Nie podniecały ich nawet mocno aromatyzowane kulki boilies. Musiałem z tego łowiska zrezygnować.
Ta bezczynność nie trwała długo. Zaprzyjaźniony spiningista mi doniósł, że widział spławiające się karpie niedaleko, na tym samym odcinku Odry, koło kamiennej opaski, przy której jest najsilniejszy nurt.

Zbadałem to miejsce. Najbardziej interesująca wydała mi się płytka końcówka rynny, za którą tworzyło się wiele wstecznych prądów. Nęciłem tam tylko przez dwa dni, w środę i czwartek. W sobotę usiadłem z wędką. Łowiłem też w niedzielę i w następny weekend. W sumie przez te cztery dni wyciągnąłem dziewięć karpi i to całkiem okazałych. Najciekawsze było jednak co innego. Otóż wśród tych dziewięciu karpi dwa miały w płetwach grzbietowych moje plastikowe znaczki. A przecież żwirownia jest oddalona od opaski o 7 kilometrów!

Dlaczego karpie wędrują nawet w tak niekorzystnych warunkach, w tym przypadku w rzece o silnym prądzie? Najpewniej przyczyną jest pokarm, a co jedzą, najłatwiej sprawdzić przeglądając im żołądki. Złowionych karpi nigdy jednak nie zabijam. Największe sztuki przetrzymuję w specjalnym worku. Po kilku godzinach zawsze znajduję tam jakieś na wpół przetrawione wydaliny. Latem były to resztki racicznic, raków i skorupy ślimaków. Pod koniec września karpie wydalały resztki mojej zanęty: kulek i ziarna, a na przełomie października i listopada zanętę i skorupy racicznic.

Wniosek nasuwa się sam. Karpie popłynęły wiele kilometrów tam, gdzie był dostatek pokarmu. Nie są to jednak ryby, które dostateczną ilością zanęty można przywabić gdziekolwiek (patrz: żwirownia). Powinno to być miejsce, w którym obecność pokarmu będzie dla nich naturalna i oczywista.

Krzysztof Dzięgała
Jelcz-Laskowice

Poprzedni artykułREFLEKSJE ZNAD WODY
Następny artykułMOJE BŁYSTKI

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisment -

Most Popular

Recent Comments