piątek, 7 października, 2022
Strona główna Bez kategorii GRUDZIEŃ – W PEWNE MIEJSCA PO PEWNE RYBY

GRUDZIEŃ – W PEWNE MIEJSCA PO PEWNE RYBY

Zimno, przymrozki, wiatry połączone z deszczem i śniegiem. Ręce sztywnieją, że przynęty na haczyk nie można założyć. A jednak warto zapolować na leszcze i płocie, i to z łodzi. Co prawda lepiej poczekać do lodu, bo wtedy, nawet gdy nic nie bierze, można dla rozgrzewki potupać i pobiegać po lodzie. Co jednak robić, gdy pod koniec jesieni lub na początku zimy na jeziorze lodu nie ma?

Nie wypływam na jezioro, gdy wieje, leje lub porządnie sypie z nieba. To byłaby przesada. Są jednak, i to wcale nie rzadko, dni spokojne od wiatrów, słoneczne i z niewielkimi przymrozkami (przeważnie te trzy zjawiska występują jednocześnie). Taka aura jest dla mnie wprost wymarzona. A prawdziwą bombą jest czas, kiedy część jeziora pokrywa już cienka warstwa lodu, ale mogę się jeszcze przebić łodzią do miejsc nie zamarzniętych.

Dla bezpieczeństwa płynę wolno, a na łódce mam tylko niezbędne rzeczy. Nic nie może leżeć pod nogami, co mogłoby być przyczyną wpadnięcia do wody. Latem taka kąpiel nie zaszkodzi, teraz jednak można po niej nie wrócić do domu. Z ostrożności więc, a i też z powodu krótkiego dnia, pływam tylko w pewne miejsca.

O tej porze roku jezioro na powierzchni wydaje się być martwe. Takie odniesiemy wrażenie, gdy na niektórych jego częściach występuje już trochę lodu. Jednak wczesnym rankiem i o zmierzchu, a czasem nawet w samo południe (przy cichej, słonecznej pogodzie), daleko na otwartej wodzie spławiają się duże ryby. Płocie, leszcze, szczupaki, sieje, są też takie, których nie rozpoznaję, bo ani wyglądem, ani stylem spławiania nie przypominają znanych mi gatunków. I właśnie ten widok rozgrzewa mi serce do czerwoności, bo wiem, że niejedna z tych przewalających się ryb na powierzchni znajdzie się w mojej siatce.
Co można teraz złowić na wędkę? Prawie wszystko, od płoci, krąpi lub leszczy, po szczupaki i sieje. Nawet okonie, które widzę u innych wędkarzy, są godne czerwonych, cieknących nosów i zesztywniałych dłoni.

W grudniowym łowieniu najważniejszym elementem prowadzącym do sukcesu jest sprzęt. Ja mam tylko jeden rodzaj krótkiej podlodowej wędki z zestawem spławikowym. Żyłka główna 0,16, przypon 0,14, spławik trzy do czterech gramów, haczyk od ósemki do szóstki. Dziwne proporcje? Tak, ale ja chcę łowić ryby, a nie bawić się w „drobiazgi”. Nie jest istotne, czy przy takiej wędce będzie założony malutki kołowrotek z ruchomą szpulą, czy większy, lepszy i wygodniejszy ze szpulą stałą, to tylko kwestia zasobności kieszeni. Sam wiele lat używałem tego pierwszego i ryby holowałem ciągnąc żyłkę rękami.
I to jakie ryby!
Stosuję dość ciężki zestaw, jak na tak krótką wędkę, bo jest to niezbędne z powodu ciągle jeszcze silnych prądów podwodnych. Nawet o połowę lżejszy zestaw będzie cały czas uciekał na bok zgodnie z kierunkiem prądu, a że łowić będziemy na głębokości nie mniejszej niż 10 m, to prąd ten będzie unosił przynętę wyżej niż jest ustawiony grunt.

Krótką wędką z opisanym zestawem łowię oczywiście tuż przy burcie łodzi. Stosuję ją, a nie łowię na przykład odległościówką gdzieś dalej od łodzi, bo ryby nie boją się wpływać pod łódź. Opinia wielu wędkarzy jest inna, ale ja mam swoje zdanie. Przede wszystkim chodzi o mi skuteczność, ale wygoda też jest niebagatelną sprawą. Wyrzućmy zestaw dwadzieścia metrów od łodzi ze spławikiem wystającym centymetr nad powierzchnię wody, każdy najmniejszy nawet prąd wody będzie raz wystawiał go wyżej, a już za chwilę go zatapiał (że już nie wspomnę, co będzie, gdy na wodzie jest mała fala). Do tego ciągłe patrzenie na malutki spławik z tej odległości to dla oczu nic przyjemnego. Z kolei, gdy założymy spławik większy i z bardziej widoczną antenką, to wiele bardzo delikatnych brań (co jest normą o tej porze roku) będzie prawie niewidocznych. Zupełnie inaczej jest, gdy spławik mam w odległości metra od oczu. Nie przegapię żadnego brania i żaden prąd nie będzie mi przeszkadzał. Spod samej łodzi łowię już sporo lat i co roku wyciągam piękne płocie, a leszcze nawet do trzech kilogramów.

Jakie wybrać miejsce, żeby na kolację złowić piękne płocie. Dobre są bardzo strome spady zaczynające się już od samego brzegu. Obiecujące są także spady górek podwodnych, tu też radzę wybierać te bardziej strome i twarde. Płocie doskonale pamiętają dni, kiedy silne wiatry znosiły po takim spadzie najwspanialsze jeziorowe jedzenie i pływać tu będą o każdej porze dnia, miesiąca i roku. Moje sprawdzone łowiska płoci to też wpływy i wypływy rzeki z jeziora. We wszystkich tych miejscach łowię głęboko przy dnie.

Do zanęcania na łowisko najlepiej zabrać to, co najtańsze i najmniej pracochłonne w przygotowaniu. Najważniejsze, żeby nie było to nic drobnego. Ja gotuję pół kilograma pęcaku, do tego daję puszkę kukurydzy konserwowej i paczkę płatków owsianych. Wszystko to mieszam razem z wodą z kukurydzy i dodaję niezawodny zapach – kolendrę.

Na haczyk mogą być białe robaki, ale te często skubać będzie drobnica. Najlepsze są trzy ziarna pęcaku lub porządne ziarno kukurydzy albo nawet dwa.
Płoci nie zanęcam przed łowieniem. Wybieram tylko odpowiednią dla siebie pogodę i płynę w określone miejsca. Sypię kule przy burcie, ustawiam grunt 10 cm nad dnem i… wieczorem pachną na patelni świeżutkie rybki.

Kto ma więcej czasu i cierpliwości, może zapolować tą samą metodą na leszcze. W odpowiednim miejscu już po dniu nęcenia można złowić kilka kilówek, a mniejszych sztuk nawet i kilkanaście. A jeżeli trafi się po tygodniu kilka dwu-, trzykilówek, to przy wigilijnym stole łowca będzie głównym bohaterem wieczoru. Gdzie szukać „szybkich” leszczowych miejscówek. Stołówki leszczy w pierwszych zimowych miesiącach, gdy nie ma jeszcze lodu, znajdziemy na głębokości od 12 m, tam, gdzie kończy się spad, a dno jeziora przechodzi w bardziej płaskie na większym obszarze. Tutaj oprócz leszczy będziemy łowić także płocie i krąpie.

Ja jednak od razu wybieram stanowiska nieco głębsze, bo od 15 do 17 m. Dno tam nie kończy się płaską pół-ką, ale dalej schodzi coraz głębiej. Jak głęboko, to już nie jest aż tak istotne. Łowisko zanęcam wiadrem zanęty, którą rozsypuję bardzo szeroko, bo w obrębie koła o średnicy nawet dziesięciu metrów. Leszcze muszą w nie trafić. Zanętę przygotowuję z dwóch kilogramów zagotowanego pęcaku, takiej samej ilości obłuszczonego i zaparzonego owsa. Do tego trochę śruty sojowej, mączki rybnej i oczywiście kolendra. Mączki rybnej wystarczy dobra garść, ale kolendry musi być tyle, żeby po wymieszaniu porządnie pachniało. Jest to bardzo ważne o tej porze roku. Ryby zimą bardziej reagują na zapach niż latem i prędzej pojawiają się w łowisku.

Oprócz haczyka, którego używałem na płocie, nic więcej w zestawie nie zmieniam. Daję go większego, na przykład nr 4, a jeszcze częściej zmieniam na dwójkę. Na niego zakładam białe robaki lub pęcak, a najczęściej robię kanapkę – pęcak z białymi. Grunt ustawiam tak, żeby haczyk dotykał dna lub na nim leżał. Brania najczęściej są wykładane, ale radzę pilnować zestawu i zacinać już wtedy, gdy tylko spławik zacznie się unosić. Później może być pudło.

Kto będzie miał mniej cierpliwości i nie będzie chciał czekać na leszcze, wystarczy, że podniesie zestaw cztery metry nad dno i tu będą brały ładne płocie. Pierwszym sygnałem, że płocie już pływają w naszym leszczowym łowisku, są perkozy, które nurkując często zapędzają się i wychodzą tuż przy samej łodzi. Nie płoszmy ich, krzywdy nam nie zrobią, a doskonale pokazują, gdzie są ryby.
Świetnie ryby biorą, gdy jezioro jest częściowo zamarznięte, a krawędź lodu sięga na powierzchni do miejsc, gdzie głębokość przekracza 10 m. Podpływam do lodu, a najczęściej wbijam się w niego łodzią i tak mogę stać nawet bez kotwic.

Za to ryb pod zamarzniętym lodem jest tyle, że trudno nawet zestaw umieścić przy dnie, bo brania są natychmiastowe. Dopiero, gdy lód pokryje się warstwą śniegu, to ilość ryb się zmniejsza, ale i wtedy warto tu łowić. Wówczas łowię tak, jak zimą spod lodu. Przy burcie rozkuwam lód i w tak powstały otwór, nieco większy niż normalny przerębel, wpuszczam zestaw.

Bogdan Barton

Poprzedni artykułMAKSIMUM BROKATU
Następny artykułKAZIMIERZ PUŁASKI I ŁOSOSIE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisment -

Most Popular

Recent Comments