poniedziałek, 28 listopada, 2022
Strona główna Spinning BOLENIE NA OŁÓW

BOLENIE NA OŁÓW

Za najskuteczniejszą przynętę na bolenie uważam ołowiankę. Ma przewagę nad woblerami, gumami i obrotówkami. Jest przede wszystkim ciężka i można nią daleko rzucić. Ma to duże znaczenie, bo bolenie są zawsze ostrożne i najwygodniej jest je łowić długimi rzutami. Można oczywiście stanąć im na głowach, ale trzeba się wówczas skradać i mocno przy tym maskować. Tak postępuję, kiedy łowię upatrzonego bolenia. Wiele sztuk łowię jednak z marszu, a wtedy potrzebne są bardzo dalekie wyrzuty.

Błystki robię z blachy ołowianej tak miękkiej, że mogę ją formować w palcach. Nad wodą często zmieniam jej kształt, żeby pracowała stosownie do siły prądu. Boleniowa błystka nie może szeroko chodzić i kręcić się dookoła swojej osi. Ale też nie może iść jak przecinak. Co jakiś czas musi się kiwnąć albo uciec w bok, bo tylko takie zachowanie upodobni ją do spłoszonej rybki.
Profil ołowianki uzależniam od nurtu rzeki. Na duży uciąg najlepsze są błystki prawie płaskie. Przy średnim prądzie ich tył zaginam pod kątem sięgającym 45 stopni. To wersja najbardziej uniwersalna, sprawdza się w większości łowisk. Jeśli woda płynie bardzo wolno, błystkę podginam także z przodu. Ołowianki prowadzę szybko, pod samą powierzchnią wody.

Zrobić je nie jest trudno. Z ołowianej blachy o grubości 1,5 – 2 mm wycina się paski długie na 6, 7,5 i 9 cm. Bolenie często zjadają jeden gatunek narybku i nie ruszą przynęty, która będzie miała inną od niego długość. Z moich doświadczeń wynika, że o braniach może decydować nawet centymetr. Trafić na właściwą długość da się jedynie drogą prób i błędów. Dlatego co kilkanaście rzutów zmieniam błystkę. Obserwuję też, jakie rybki bolenie atakują.

Ołów w wodzie szybko śniedzieje, a na matowe przynęty bolenie biorą słabo, więc co pewien czas skrobię błystki nożem. Jest to podstawa skuteczności tych przynęt. Najwięcej boleni złowiłem zaraz po wypolerowaniu ołowianki. Kiedyś, żeby nad wodą nie bawić się w pucybuta, zacząłem robić błystki z cyny. Nie śniedziały, ale bolenie w ogóle ich nie atakowały.

Wiele lat używałem żyłek. Uwierzyłem wędkarzom, którzy twierdzili, że plecionka bolenie płoszy. Teraz używam fireline o średnicy 0,10 mm. Bez trudu rzucam na 80 metrów, nie boję się, że podczas silnego wymachu pęknie, no i większość brań zacinam. To prawda: linka szumi na przelotkach i szybko się niszczy na kamieniach. Są to dość istotne wady, ale jej zalet nie są w stanie przebić.
Bolenie najlepiej się łowi w wodzie lekko mętnej i przy średnim uciągu.

Widzą wówczas przynętę, ale nie całkiem wyraźnie, więc dają się zmylić. Takie warunki mogą powstać wtedy, gdy woda opada po wcześniejszym przyborze. Jeżeli bolenie są aktywne, ale biją gdzie popadnie, ich złowienie jest kwestią szczęścia. Kiedy jednak ataki powtarzają się regularnie w jednym miejscu, to mamy 90 procent szans, że boleń będzie nasz. Trzeba się przyczaić i rzucać kilkanaście metrów za jego stanowisko.

Bolenie bardzo lubią przebywać w warkoczu za główką. Na to łowisko mam sprawdzony sposób. Kiedy przynęta wchodzi w wiry za warkoczem, na moment przestaję skręcać linkę. Prąd rzeki niesie wtedy błystkę w bok, tak jak żywą rybkę. Żaden boleń nie przepuści takiej okazji.

Dariusz Leszczyński
Wrocław

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisment -

Most Popular

Recent Comments