poniedziałek, 27 czerwca, 2022
Strona główna Bez kategorii PO KILKA SŁÓW O JAZIACH NA SPINING

PO KILKA SŁÓW O JAZIACH NA SPINING

Robert Kukucki
Nigdy się nie wybieram z konkretnym nastawieniem na jazie. Łowię je przy okazji polowania na okonie. W ciepłe dni przy ustabilizowanym ciśnieniu i lekko podwyższonej wodzie jazie w charakterystyczny sposób żerują bardzo blisko brzegu. Uganiają się za drobnicą i spadającymi z traw i krzewów owadami. Kiedy zauważę chlapnięcia, które robią w momencie nawrotu, natychmiast posyłam twisterka, tego, na który akurat łowiłem okonie, i prowadzę około 20 cm pod powierzchnią. Najczęściej to wystarcza. Czasami, kiedy twister im nie smakuje, zakładam malutkiego woblera pomalowanego na owada lub srebrnoszarą rybkę.

Tomasz Zölner
Najwięcej jazi łowię wiosną, kiedy po tarle wracają z dopływów do „rodzimej” rzeki, Wisły. Wprawdzie hol dużej ryby w małej rzeczce jest bardzo emocjonujący, ale niezwykle trudno jazie podejść, a po złowieniu sztuki na długi czas jest spokój. Nie opuszczam żadnego miejsca przy nadbrzeżnych zalanych trawach i gałęziach krzewów. Tutaj pozostają jazie, które odbyły tarło w dużej rzece. Jednak stuprocentowymi łowiskami jazi są przelewy. Mogą się znajdować pomiędzy kępami trawy, kamieniami z rozmytej główki lub innymi przeszkodami utrudniającymi wodzie przepływ, a za którymi tworzą się wiry i głęboczki.

Tam stoją tylko duże jazie.
Jazie zdradzają swoją obecność oczkując na powierzchni. Łowię je wtedy na pływające woblery, które spuszczam z prądem wody poza miejsce, w którym widziałem oczkowanie i powoli, z częstymi zatrzymaniami, rozpoczynam ściąganie. Robię to zawsze równolegle do brzegu. Stosuję woblery długości od 1,5 do 4 centymetrów w ciemnych kolorach: czarnym, szarym oraz niebieskim. Niekiedy sięgam po małe obrotówki – mosiężne i srebrne.

Jarosław Gusman
Na jazie nie ma złej pogody. Wystarczy tylko, żeby była ustabilizowana, bo gwałtowne skoki ciśnienia nie poprawiają samopoczucia rybom i łowiącemu. W słoneczną pogodę przyjemniej łowić, a słońce jazie wyprowadza pod powierzchnię, gdzie są łatwe do namierzenia. Pewne jaziowe łowiska, na dużych rzekach, to kamienne opaski i przelewy, których przy wiosennych, dużych wodach jest wiele.

Łowię wyłącznie woblerami własnej produkcji, imitującymi owady. Są wielkości od 1,5 do 3 cm, czyli tyle, ile mają przeważnie te zwierzęta. Zaletą mikroprzynęt jest to, że nawet podczas małej aktywności ryb, potrafią sprowokować do brania. Zakładam do tych woblerów kotwiczki nr 12. Wielkością równają się z woblerem. Może to wygląda mało estetycznie, ale zacięcia są pewne i jazie nie spadają.

Woblery, które robię, są ciężkie, bo strugam je z drewna lipowego, ale kiedy się chce daleko rzucić, trzeba je dociążyć. Dlatego na żyłce, najmniej pół metra przed woblerem, zaciskam kilka jednogramowych śrucin. Łowię żyłką 0,18, bo z jaziami żartów nie ma,
i taki zestaw poleci na dwadzieścia metrów. To wystarcza, żebym nie miał specjalnych problemów z maskowaniem.

Każde miejsce obławiam schodząc z prądem. Zarzucony wobler nurt ustawia równolegle do brzegu i wtedy ściągam go w dosyć wolnym tempie. Jeszcze bardziej zwalniam skręcanie żyłki, gdy wobler się znajduje w pobliżu zatoczki lub wystających ponad powierzchnię głazów. Całą pracę wykonuje za mnie rzeka, która swoimi załamaniami prądu zmienia rytm woblera. Lekka przynęta po prostu się układa do zawirowań stwarzając rybie wrażenie, że jest to naturalny pokarm.

Zestawem tego typu nie zawsze jednak się daje celnie rzucać. Jest to duże utrudnienie, kiedy się łowi w zakrzaczonych rzekach. Tam rezygnuję z łowienia z dodatkowym obciążeniem. Za to długo i dokładnie wybieram stanowiska, z których mogę spuścić wobler z prądem wody, bo jazie, jak na złość, zajmują stanowiska pod nawisami gałęzi.

Jeszcze niedawno łowiłem wędziskiem blisko trzymetrowym. Teraz moje wędzisko ma długość 2,30 m i łowienie stało się o wiele prostsze i wygodniejsze, a co najważniejsze – jest skuteczne. Życzę każdemu złowienia dużego jazia. Przekona się, że to nie tylko waleczna ryba, która w pierwszym momencie bardzo mocno atakuje przynętę, ale też trudna do zacięcia. Dynamicznie walczący jaź nie poddaje się do końca holu i jest trudny do podebrania ręką. Mało spiningistów nosi podbieraki, ja również tego nie robię – dlatego relatywnie krótki kij jest i w tym wypadku bardzo pomocny.

Jarosław Gusman

Poprzedni artykułPOMYSŁ DO NASLADOWANIA
Następny artykułTRZY RAZY SZCZUPAK

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisment -

Most Popular

Recent Comments