czwartek, 27 stycznia, 2022
Strona główna Spinning STO, A MOŻE I WIĘCEJ

STO, A MOŻE I WIĘCEJ

Marzec i kwiecień to najlepsza pora na srebrniaka, zwłaszcza po wiosennych sztormach, kiedy poziom wody jest wysoki. Łowię je wtedy na pewniaka tam, gdzie się zatrzymują. Przez lata wędkowania poznałem wiele takich miejsc. Przeważnie są to doły po zewnętrznej stronie zakrętów i rynny w nurcie, gdzie jest co najmniej 2 – 3 metry głębokości. Najlepiej jak jest pochmurne niebo, mżawka i ciśnienie około 1015 hPa. W taki czas spędzam całe dnie nad wodą i prawie się nie zdarza, żebym wrócił bez ryby.

Wiosną łowię wahadłówkami. Ściągam je skokami z prądem. Rzucam pod prąd pod kątem 45 stopni, czekam, aż blacha utonie, i dopiero wtedy ją ostro podrywam. Kręcę pięć – sześć razy korbką, a potem na kilka sekund kładę blachę na dnie. Srebrniak zwykle uderza przy podrywaniu przynęty. Brania są przeważnie bardzo mocne i zacięcie nie sprawia trudności.

Przy obławianiu dołka kładę blachę na wlewie, bo zazwyczaj właśnie tam stoi troć. Staram się tak poprowadzić wahadłówkę, żeby się zachowywała jak rybka znoszona z prądem do dołka. Podrywam ją delikatnie i bez zwijania, bardzo wolno, sprowadzam w dół szczytem kija. Troć uderza w czasie opadania.

Trafiają się brania już po pierwszym rzucie, ale na ogół w jednym miejscu łowię około pół godziny. Jeżeli jestem przekonany, że ryba tam stoi, tylko nie chce wziąć, to bywa, że rzucam nawet sto razy. Czasami srebrniak uderzy w przynętę zamkniętym pyskiem. Czuję wyraźne puknięcie, lecz zacięcie jest puste. W takich razach bezzwłocznie przerywam łowienie. Wracam po kilku godzinach i zakładam tę samą blachę. Niekiedy udaje mi się takiego marudera wyholować.

Używam lekkich wahadłówek swojej roboty. Przy ściąganiu z prądem dają wyraźny opór przy opadaniu albo swobodnym spływaniu z wodą wychylają się na boki. Robię je z blachy o grubości 0,5 – 1,2 mm. Chociaż mocno je wytłaczam i podginam, to nawet przy szybkim poderwaniu z dna nie wpadają w obroty, tylko się kolebią. Mają podłużny kształt, przeważnie srebrzystą barwę, żeby wyglądały jak śledź – naturalny pokarm bałtyckich troci. Najwięcej srebrniaków złowiłem na blachy posrebrzane i ocynowane. Bardzo łowne bywają te blachy, w których spod srebra albo cyny miejscami przebija mosiądz. Blachy zmieniam co kilkadziesiąt rzutów. Jeśli kilka godzin nie mam brań na wahadłówki srebrzyste, zakładam żółte lub pomarańczowe. Zdarza się, że po zmianie przynęty już pierwszy rzut kończy się braniem.

Przy ściąganiu blachy z prądem bardzo trudno utrzymać przez cały czas napiętą żyłkę. Im cięższa blacha, słabszy nurt i cieńsza żyłka, tym łatwiej zachować kontakt z przynętą. Przy wysokich stanach rzeki lub w głębokich dołach nawet najcięższe z moich wahadłówek są jednak zbyt lekkie. Wtedy muszę je dociążyć. Przeważnie zakładam 15-gramową oliwkę. Klinuję ją na żyłce zapałką około 40 cm powyżej przynęty. Oliwka założona zbyt blisko tłumi pracę blachy. Odstęp większy niż pół metra powoduje duży luz między ciężarkiem a blachą, więc uderzenia troci mogą być niewyczuwalne, a zacięcia spóźnione.

Stanisław Kopeć
Trzebiatów

Poprzedni artykułOD OGONA
Następny artykułSZTUCZNY RYTM

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisment -

Most Popular

Recent Comments